W przyszłym roku przybędzie nam 5 nowych miast.
W przyszłym roku przybędzie nam 5 nowych miast. Screen z Zbierak.pl

Lubycza Królewska, Urzędów, Siedliszcze (w woj. lubelskim) oraz Jaraczewo (woj. wielkopolskie) i Pieszyce (woj. dolnośląskie) – to właśnie te miejscowości doczekały się nowego, miejskiego, statusu. Na pierwszy rzut oka wszyscy są zadowoleni. Cukierkowy obraz życia już nie na wsi, a w mieście, burzy jednak krótka rozmowa z mieszkańcami. Samorządowcy już zacierają ręce na myśl o zmianie pieczątek, w mieszkańcy liczą gorączkowo pieniądze, bo przecież jak będą miastowi, to pewnie zrobią skok na ich kasę.

REKLAMA
Nadanie statusu miasta wiąże się oczywiście z wieloma korzyściami. Zadowolenia nie kryją samorządowcy, a sami mieszkańcy, których lokalne władze pytały o zdanie w tej sprawie, mimo wątpliwości, przyklasnęli pomysłowi polityków. Mieszkańców nie przekonały bajania o prestiżu – do tematu podeszli bardzo praktycznie.
Do ich wyobraźni przemówiła wizja unijnych pieniędzy, które od 2016 roku mają popłynąć do nich szerokim strumieniem. Od momentu kiedy oficjalnie staną się miastami, będą mogli ubiegać się o te same dotacje, które są udziałem ich większych miejskich kolegów. O przyjęciu pięciu miejscowości w poczet miast zdecydowała ostatnio Rada Ministrów.
Nowi miastowi
W Lubyczy Królewskiej urzędnicy osobiście namawiali mieszkańców do idei zrobienia ze wsi miasta. Chodzili od drzwi do drzwi i przekonywali. Na tyle skutecznie, że w wyniku konsultacji pomysł poparło blisko 70 proc. spośród tych, którzy oddali głos. Lubycza Królewska to miejscowość słynąca z doskonałej jakości gleby i bliskości przejścia granicznego z Ukrainą.
logo
Panorama gminy Lubycza Królewska. www.lubycza.pl
Tomasz Leszczyński, wójt gminy, od przyszłego roku będzie musiał przyzwyczaić się do nowego tytułu – już niedługo będą za nim przecież wołać nie jak dotychczas "panie wójcie", ale "panie burmistrzu". – Szybko zaraziłem tym pomysłem radę gminy, a co najważniejsze mieszkańców. Nie chodzi tylko o prestiż bycia miastem, a już na pewno nie o to, że lepiej brzmi burmistrz niż wójt – podkreślał w rozmowie z dziennikarzami.
Lubycza Królewska jest nieporównywalnie mniejsza niż większość miast – przynajmniej tak, jak je sobie wyobrażamy. Ma 2600 mieszkańców i chyba spośród całej stawki nowych miejskich ośrodków najprężniej zabiegała o prawa miejskie. Mimo tego że mieszkańcy są umiarkowanymi optymistami w sprawie nowego statusu, niektórzy przestraszyli się lokalnej samorządowej rewolucji. – Przeprowadziliśmy szerokie konsultacje z mieszkańcami. Oczywiście były pytania i wątpliwości. Czy podatki lub inne opłaty będą większe, a nawet, czy ludzie w mieście będą mogli hodować gołębie, tak jak to robią do tej pory. Oczywiście zakazu nie będzie – przekonywał wójt w krótkiej wypowiedzi dla mediów.
Mieszkańcy nie lubią zmian i boją się podatków
Do grona miast dołączył też Urzędów. Dla przyszłego miasta zmiana statusu nie jest niczym nowym. W przeszłości Urzędów położony, podobnie jak Lubycza Królewska w województwie lubelskim, był już miastem. I chociaż o Urzędowianach w sąsiednim Kraśniku często mówi się "cebularze", to mieszkańcy są dumni, że odzyskali prawa miejskie. Nie brakuje jednak głosów, że teraz, w związku z awansem do ligi miast, urzędnicy nałożą nowe wyższe podatki.
logo
Screen z YouTube.com/Lubelska TV
To zresztą powszechna obawa podzielana przez wszystkich mieszkańców, którzy od 2016 roku będą mogli o sobie mówić "miastowi". I w tej sprawie na nic są zapewnienia lokalnych polityków, którzy tłumaczą, że nikt nie wyciągnie ręki po ich pieniądze. – Ludzie są trochę podzieleni na trzy obozy. Jedni uważają, że to ogromny prestiż i szansa na rozwój, na innych padł blady strach i jak diabeł święconej wody boją się nowych podatków, a jeszcze innym jest to zupełnie obojętne, przynajmniej do czasu, kiedy na własnej skórze nie odczują ewentualnych zmian. Wiadomo, każdy liczy grosz i to właśnie pieniądze mogą zachęcić albo zniechęcić do popierania czegokolwiek – mówi nam Grzebulska Eliza z Gminnego Ośrodka Kultury.
logo
Screen z YouTube.pl/Lublin TV
W Jaraczewie położonym w Wielkopolsce pomysł również przeszedł pomyślnie fazę konsultacji. Mieszkańcy poparli pomysł samorządowców i powiedzieli "tak" wizji nabycia po raz kolejny praw miejskich. W miejscowości trudno mówić jednak o wielkiej fecie z powodu powrotu do miejskich tradycji sprzed 81 lat. – To umiarkowanie dobra informacja – mówi nam Katarzyna Roszak, dyrektor biblioteki w Jaraczewie. – Mówi się o tym, że teraz będzie łatwiej pozyskać pieniądze na lokalne inwestycje, to świetna informacja. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że dobrze było i jak psu na budę potrzebne są takie zmiany. Ludzie trochę się obawiają, że dostaną po kieszeni i już nie będą się rozliczać jak wieś, tylko nałożą na nich miejskie, wyższe podatki. Słychać jednak też takich, którzy zacierają ręce na myśl o tym, że już wkrótce powiedzą o sobie "miastowi". Może nawet zbudują tu obwodnicę? – zastanawia się bibliotekarka.
logo
Najstarszy rejon Jaraczewa - Cerekwice, w którym znajduje się stary zespół kościelny. www.jaraczewo.pl
Warto być "miastowym"?
Co roku do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji wpływa po kilka wniosków o nadanie bądź przywrócenie praw miejskich. Żeby stać się miastem, miejscowość musi mieć co najmniej 2 tys. mieszkańców, odpowiednią infrastrukturę, a większość lokalnej społeczności nie może utrzymywać się z rolnej działalności. Po nadaniu statusu miasta rosną możliwości pozyskiwania pieniędzy unijnych z różnych programów zarówno miejskich jak i wiejskich, to prawda. Rosną ceny ziemi, co może mieć akurat blaski i cienie, a koniec końców, nie wszystkim wsiom takie manewry się kalkulują.
Przez ostanie cztery lata do grona miast, oprócz pięciu wsi, o których wspomnieliśmy, dołączyło jedynie 8 wiejskich miejscowości. I chociaż w Polsce jest sporo wsi, które potencjalnie mogłyby być miastami, to nie wszyscy się do tego garną. Przeciwnie, w niektórych wypadkach zachowanie statusu wsi staje się priorytetem. Tak jest m. in. w Jemielnicy na Opolszczyźnie. Jak twierdzą gminni samorządowcy, wtedy ucięliby im dotacje na edukacyjne projekty. A bywa nawet tak, że miasta zrzekają się uprzywilejowanego statusu - tak jak było to w zeszłym roku w przypadku nadmorskiego Władysławowa.
Kiedy porozmawiać z mieszkańcami i prześledzić internetowe komentarze tych, którzy już za pół roku dołączą do elitarnego klubu polskich miast pojawiają się wątpliwości, czy taki "zaszczyt" i "awans" nie jest nie tylko i wyłącznie prezentem dla znudzonych samorządowców. Urzędnicy ze wszystkich pięciu miejscowości pękają z dumy i powtarzają, jak np. sekretarz gminy w Jaraczewie, że "tak naprawdę kosztem będzie wymiana kilku pieczątek i szyldu na urzędzie".

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl