
Jeden z blogerów Radek Zaleski, wprowadził na swoim blogu mikropłatności za zamieszczane tam treści. Czy mikropłatności w internecie to przyszłość? - Jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie - mówi Przemysław Pająk z serwisu Spidersweb. - Internet przyzwyczajony jest do wszystkiego za darmo - dodaje Michał Rutkowski z Supergiganta. - Nie widziałem jeszcze bloga, za którego byłbym w stanie zapłacić - deklaruje Wojciech Orliński z "Gazety Wyborczej".
REKLAMA
Za dostęp do jednej notki należy zapłacić 30 centów (na godzinę) lub 50 (na zawsze) centów. Jak deklaruje autor, w zamian otrzymujemy "Notkę Premium" (autor spędził nad jej pisaniem co najmniej 2 godziny), gwarancję szybkiej reakcji (szybkie poprawianie błędów merytorycznych, technicznych i językowych), gorącą dyskusję w komentarzach (bez trollowania) oraz "Refund", czyli zwrot pieniędzy jeśli uznamy, że wpis nie był tego warty. Jak twierdzi sam autor, na razie chętnych na dostęp do płatnego wpisu nie brakuje.
Za wartościowe treści w sieci będziemy płacić. Komentują Polskapresse, Polityka, Wyborcza, WP i Onet
System płatności w użyciu jest dosyć prosty. Zaimplementowany na blogu Zaleskiego przez Piotra Kliksa TinyPass wymaga od nas jedynie podania za pierwszym razem numeru karty. Każdy następny zakup to już tylko kliknięcie w odpowiednie przycisk na stronie. Zaleski tłumaczy, że model zarabiania na treściach w internecie w tej formie ma coraz mniej sensu. - Sytuacja taka prowadzi wyłącznie do konflikt - klient oczekuje wyższej jakości, ale ze względu na konkurencję ze słabymi, ale atrakcyjnymi treściami, jakość ta się stopniowo obniża - mówi Radek Zaleski.
Jak sam pisze na swoim blogu, słabszy pieniądz wypiera ten lepszy. - Proszę przyjrzeć się chociażby HuffingtonPost, który jest ciągle pod kreską. Serwisy typu Yahoo czy AOL też są w ciągłej stagnacji i od długiego czasu już nie rosną. Przyszłość w internecie, w takiej formie w jakiej funkcjonuje on teraz, jest taka sobie. Nie opłaca się po prostu tworzyć treści. Szczególnie nie opłaca się tworzyć treści wysokiej jakości - mówi.
Funkcjonuje zaskakująco dobrze
Sam więc stara się być dobrej myśli: "System mikropłatności napawa mnie oczywiście nadzieją. Nie decydowałbym się na nią gdyby było inaczej. Wbrew pozorom umożliwia on czytelnikom stawianie wysokich wymagań, oczekiwania od twórców, blogerów czegoś więcej".
Dopytywany o dotychczasowe doświadczenia z takim systemem, odpowiada, że funkcjonuje to zaskakująco dobrze - Liczba osób, które odwiedziły blog, a potem zakupiły treść jest dosyć duża. Wprawdzie ja piszę dla znajomych, więc to na razie wygląda tak, że oni kupują mi za tekst kawę - mówi. Twierdzi też, że na tą chwilę autor musi mieć bliski kontakt z odbiorcami, żeby przekonać ich do takiej formy płatności. - Nie da się w tej chwili wprowadzić tego na jakimś internetowym molochu.
Sam uważa, że mikropłatności mogą w tej chwili istnieć obok reklam - Zdecydowanie koegzystencja jest na razie najlepszym wyjściem. Właśnie zgłosiła się do mnie firma, która za otwarcie jednej z notek chce mi zapłacić sto złotych. Taki układ zmienia dynamikę funkcjonowania w sieci. To nie ja jestem zmuszony szukać sponsorów i być od nich w pełni zależny, ale to oni mają przywilej dostarczania reklamy obok treści wyższej jakości. Można też pozostawić nadal możliwość wyboru: ci którzy nie chcą oglądać reklamy mogą uiścić drobną opłatę - tłumaczy.
Jeszcze długo mikropłatności nie będą miały racji bytu
Trochę mniej entuzjastycznie podchodzi do tej nowinki Przemysław Pająk, autor Spidersweb.pl. Z wpisu, który zamieścił na swoim serwisie można odnieść wrażenie, że 50 centów to według niego zdecydowanie zbyt dużo, nawet za - jak to sam pisze - teksty "internetowego celebryty ". Jako czytelnik bloga Zaleskiego, stwierdza, że "trochę to dziwne, płacić za coś, co jeszcze wczoraj miało się za darmo. Sam Zaleski jednak w swoim pierwszym płatnym wpisie stwierdza:
Nie podoba Ci się że musiałaś/eś zapłacić te kilka groszy? Żal Ci było postawić mi wirtualną kawę za kilka minut ciekawe lektury? Wstydź się.
Pająk nie wróży pomysłowi Zaleskiego wielkiego sukcesu. - Dużo jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim taka forma płatności będzie miała jakąkolwiek skuteczność. Długo jeszcze dobrowolne płatności za teksty nie będą miały w sieci racji bytu - mówi Pająk. - Sami na swojej stronie udostępniamy czytelnikom możliwość finansowego wspierania nas mikropłatnościami. Przez siedem miesięcy zebraliśmy w sumie 250 złotych, czyli setną część zarobków z reklam. Klient nie jest jeszcze do takiej formy przekazu przyzwyczajony - mówi. Sam jednak deklaruje, że jest ciekaw jak będzie to wyglądać w przypadku Radka Zaleskiego. Trzeba pamiętać jednak, że on nie żyje z pisania na blogu, także łatwo jest mu sobie na coś takiego pozwolić.
"Bardzo fajna sprawa, na razie jednak mało prawdopodobna"
Michał Rutkowski z popularnego bloga sportowego Supergigant pomysł mikropłatności nazywa bardzo fajnym. - Majątku na pewno się na tym jednak nie zbije. Fajnie jest sobie tak kalkulować, że jeśli jest 10 tysięcy czytelników miesięcznie, i każdy zapłaciłby za dostęp do treści złotówkę miesięcznie, to wychodzi przyzwoita suma. Sam jednak wiem z doświadczenia, że nawet popularny blog, takim jaki był nasz w czasach świetności, może zarobić maksymalnie kilkaset, do tysiąca-kilkuset złotych - mówi bloger.
Dodaje jednak, że taki system szybko spotkałby się prawdopodobnie z niezadowoleniem czytelników - Jestem przekonany, że szybko czytelnicy wyszydziliby taką formę płatności. Już teraz jak na stronie prowadzona jest jakaś akcja promocyjna, to jest grupa czytelników, która szybko stwierdza: "o, sprzedał się", "ohydny", "komercha", "obrzydlistwo", a są tacy, którzy mówią "dajcie spokój, oni też muszą zarobić". Na pewno jest grupa skłonna płacić w takiej formie. Internet przyzwyczajony jest jednak do tego, że wszystko jest za darmo. Też jest problem taki, że tekst płatny bardzo szybko trafi do tej darmowej części sieci - mówi Rutkowski.
Bloger z Supergiganta uważa, że taka płatność możliwa jest, ale na małą skalę - Myślę, że wielkich pieniędzy się na tym nie zarobi - konkluduje.
"Pisanie za darmo to swego rodzaju dziwaczna przyjemność"
Koncepcja mikropłatności jest zupełnie obca Wojciechowi Orlińskiemu, piszącemu bloga Ekskursje w dyskursie. - Jako autor nie myślę o wprowadzeniu czegoś takiego jak mikropłatności. To, że treści które tworzę w sieci są za darmo, sprawia mi jakąś dziwaczną przyjemność. To, że jest to bezpłatne, w tym przypadku jest przyjemne samo w sobie. Tworzenie czegoś dla pieniędzy motywowane jest chęcią zdobycia tych pieniędzy. Robienie czegoś kompletnie za friko sprawia, że ta treść ma inną formę, inny charakter. Nie próbuję się nikomu przypodobać, czuje się całkowicie swobodnie, piszę od czasu do czasu, wtedy kiedy sam uważam to za stosowne. Nie muszę brać pod uwagę gustu kogokolwiek. - mówi dziennikarz "Gazety Wyborczej".
- Jako czytelnik muszę powiedzieć, że nie widziałem jeszcze w internecie bloga, za którego gotów byłbym zapłacić - ocenia Orliński. A czy wy bylibyście skłonni płacić za treści w sieci?
