
Prawie dwa lata po przyjęciu przez Parlament Europejski dyrektywy tytoniowej (TPD2) wciąż brakuje polskiej ustawy, która ma wprowadzić unijne wymagania w życie. Projekt opracowany przez Ministerstwo Zdrowia grzęźnie na etapie konsultacji społecznych. Na rychłe wyjście z impasu nie ma co liczyć. Tymczasem deadline zbliża się wielkimi krokami, branża tytoniowa może nie wyrobić się z wprowadzeniem wymaganych zmian. Eksperci obawiają się wstrzymania produkcji papierosów nad Wisłą.
REKLAMA
Tempo prac nad polską ustawą tytoniową bez ogródek nazywane jest przez publicystów „ślimaczym”. Wszystko dlatego, że zgodnie z pierwotnymi zapowiedziami rządu projekt miał być gotowy pod koniec ubiegłego roku. Nie został dotrzymany także kolejny termin, wyznaczony na pierwszy kwartał 2015 r. Opracowana przez Ministerstwo Zdrowia ustawa została przedstawiona opinii publicznej dopiero w lipcu. Nic nie dały apele przedstawicieli branży tytoniowej o przyśpieszenie prac legislacyjnych.
Sprawa wydłuża się o kolejne miesiące. Jeżeli po październikowych wyborach będzie się nią zajmował nowy rząd, nie wiadomo, czy proces ustawodawczy nie zostanie rozpoczęty od początku. Byłoby to spełnieniem najgorszych obaw producentów papierosów, którzy na dostosowanie parku maszynowego do nowych przepisów muszą mieć co najmniej 8 do 12 miesięcy. Chodzi przede wszystkim o wyposażenie 6 polskich fabryk w blisko 40 tys. nowych cylindrów drukujących. Cały proces będzie kosztował branżę, bagatela, 400 mln zł.
Branża nie może rozpocząć wymaganych inwestycji w park maszynowy, ponieważ wciąż nie ma pewności co do ostatecznego kształtu zmian. Projekt opracowany przez resort zdrowia nie zawiera m.in. informacji dotyczącej wielkości ostrzeżeń zdrowotnych ani nie wskazuje miejsca, gdzie ostatecznie ma znaleźć się znak akcyzowy. Branża tytoniowa apeluje do władz o wprowadzenie w Polsce przewidzianego przez Brukselę okresu przejściowego, który umożliwia utrzymanie znaków akcyzy w górnej części paczki, aż do maja 2019 r. W innym przypadku producenci będą musieli zapłacić kolejnych 200 mln zł za wymianę maszyn pakujących, potrzebnych m.in. do naklejana akcyz.
Im dłużej trwa proces legislacyjny, tym większa niepewność dosięga całą branżę. Tymczasem zegar tyka – termin implementacji unijnej dyrektywy został wyznaczony na maj 2016 r. Sprawia to, że niebezpieczeństwo wstrzymania produkcji papierosów nad Wisłą staje się bardzo realne, a pod znakiem zapytania znajdzie się ponad... pół miliona miejsc pracy. Tyle właśnie osób bezpośrednio pracuje w sektorze tytoniowym bądź w branżach z nim współpracujących.
Przez własną opieszałość rząd podcina gałąź, na której siedzi. Producenci wyrobów tytoniowych to bowiem jedni z największych podatników w kraju. Tylko w ubiegłym roku branża oddała fiskusowi blisko 23 mld zł, z czego 78 proc. stanowiły wpływy akcyzowe. Jest to aż 10. część wszystkich dochodów budżetowych. Władze najwyraźniej jednak mają za nic powyższe kwoty. Inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że przy materii wymagającej precyzji chirurga plastycznego zachowują się z gracją słonia w składzie porcelany.