
Wraz z wygraną w wyborach prezydenckich Andrzej Duda zrzekł się członkostwa w PiS. Nie odciął się jednak od polityków tej partii, którzy nieustannie wcielają się w funkcję jego nieformalnych rzeczników. W efekcie słyszymy o „miłosiernym prezydencie Dudzie” bądź obietnicach składanych podczas kampanii "w imieniu całych polskich władz". Posłowie PiS z uporem tłumaczą słowa prezydenta, precyzują wyborcze obietnice i tym samym robią mu coraz gorszy PR.
Na pierwszym miejscu najchętniej komentowanych spraw jest obietnica 500 zł przydzielane na każde dziecko. Podczas kampanii Andrzej Duda zapewniał, że jako prezydent zrobi wszystko, aby kwota ta co miesiąc zasilała konto każdej ubogiej rodziny. Po kampanii zaś zapowiedź „nieco” zweryfikował, twierdząc że samodzielnie tego nie zrealizuje, ponieważ jest to po części działka rządowa.
W podobnym tonie słowa prezydenta tłumaczy kolejny polityk PiS Witold Waszczykowski. Poseł twierdzi, że Andrzej Duda podczas kampanii składał obietnice w imieniu polskich władz, choć do ich grona dopiero wówczas aspirował. Dziś – jak podkreśla – albo rząd Ewy Kopacz zrealizuje obietnice, albo przegra z partiami, które podobne deklaracje w swoich programach mają.
Co mówi prezydent Duda temu rządowi? Ja wybrałem wybory dwukrotnie, w dwóch turach z takimi właśnie propozycjami. Polacy tego chcą. I teraz albo państwo pozwolicie, żebyśmy zrobili to razem, z tym rządem, albo przegracie te wybory i będę robił z następnym, bo inne partie polityczne podobny program mają i z prezydentem będą współpracować. Czytaj więcej
Po przeprowadzce do Pałacu Prezydenckiego Andrzej Duda ma własnych doradców, asystentów i rzeczników, którzy w jego medialnej promocji całkiem sprawnie sobie radzą. Nie potrzebuje dodatkowych pseudo-rzeczników, którzy – idąc tonem szkolnej retoryki – tłumaczą, co autor miał na myśli. Zwłaszcza, że ich „pomoc” nie przynosi nic dobrego.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
