
Krytycy mówią o nim "papież Hitlera" i wskazują, że konsekwentnie przymykał oko na dokonujący się w Europie Holokaust. Inni podkreślają, że pomagał, jak mógł - uratować miał dziesiątki tysięcy Żydów. A czy zrobił coś dla Polski, zanim ta stała się pierwszą ofiarą II wojny światowej?
Wiosną 1939 roku Europa zmierzała do wojny. Był koniec kwietnia, gdy Hitler wypowiedział polsko-niemiecki pakt o nieagresji sprzed pięciu lat, wkraczając na drogę konfrontacji. Jak zareagował na to papież? Nie mógł nie być zaskoczony. Przecież wychodził z założenia, że powtórka międzynarodowego kataklizmu, jaki przetoczył się przez świat przed ćwierćwieczem, nigdy nie nastąpi.
Ocalenie pokoju było jego dewizą. Nie miał nadmiernych złudzeń co do dobrej woli dyktatorów, ale doświadczenia z jesieni 1938 r. i pamięć konferencji monachijskiej pouczały jednak, że pokój za cenę ustępstw na rzecz mocarstw agresywnych jest możliwy. Czy było to wszakże do pogodzenia z dewizą pontyfikatu Piusa XII - "pokój dziełem sprawiedliwości" (opus iustitiae pax)? "Sprawa polska" - tak mocno związana w 1939 r. z losami pokoju europejskiego - stanowiła swoisty test-case z tego punktu widzenia.
Czasem, aby utrzymać pokój, trzeba zgodzić się na ofiarę? To pytanie zapewne zadawali sobie watykańscy dyplomaci. Powróciło ze zdwojoną siłą w marcu 1939 roku, niecałe dwa tygodnie po objęciu urzędu przez Piusa XII. Hitler właśnie zajął Pragę. Jasne stało się, że wcześniej kłamał, gdy mówił, że w Monachium chodziło mu tylko o los niemieckiej mniejszości zamieszkującej Sudety. Dalsze "obdarowywanie" nazistowskiego dyktatora było bezsensowne, w każdym momencie mógł bowiem wyciągnąć rękę po... więcej.
Gdy 5 maja minister Beck wygłosił w Sejmie pamiętne przemówienie o "polskim honorze", wydawało się, że klamka zapadła. Ale jeszcze w tym samym dniu na jaw wyszła trzymana dotąd w ścisłej tajemnicy koncepcja Piusa XII, zakładająca zwołanie międzynarodowej konferencji. Lobbystą tej idei był papieski sekretarz stanu kard. Luigi Maglione. Polacy mieli być stroną w dyskusji - obok Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii.
Watykan nakłania Londyn do konferencji, której owocem byłaby inkorporacja Gdańska do Rzeszy. Nuncjusz mówił, że intencje Rzeszy są pokojowe - lecz nic nie proponował.
Choć zamiar zwołania konferencji spalił na panewce, papież ciągle mediował. Na miesiąc przed wojną atmosfera napięcia była aż nadto wyczuwalna - zapamiętał nowy polski ambasador w Watykanie Kazimierz Papée (zastąpił Stanisława Janikowskiego). Pius XII miał zapytać Polaka, czy rządzący nad Wisłą skłonni są do jakichkolwiek ustępstw, mając na myśli rzecz jasna sprawę Gdańska. Odpowiedź ambasadora nie była zadowalająca.
Przemówienie Piusa XII tłumaczył na język polski ksiądz prałat w Kurii Watyńskiej, Walerian Meysztowicz - ten sam, który lada chwila wyjedzie do Polski i weźmie udział w kampanii zbrojnej. W ocenie duchownego, autora "Gawęd o czasach i ludziach", wszelkie ustępstwa na rzecz Hitlera jedynie przedłużałyby wątpliwy pokój.
Czułem się zawiedziony. Mogłem oczekiwać, że Papież zrozumie to, co mi w drodze do Castel Gandolfo przyznał Montini (ks. Giovanni Montini - późniejszy papież Paweł VI) - że sprawiedliwość jest po naszej stronie. Logicznie trzeba było oczekiwać nie wezwania obu stron do zgody - lecz napastnika do zaniechania napaści. Tego właśnie jasnego wskazania na to, kto jest napastnikiem, w mowie Papieża nie było - i dlatego mowa wydała mi się pozbawiona znaczenia. I uderzyło mnie to, że po jej wygłoszeniu Papież wyglądał tak, jak gdyby miał poczucie dokonanego wielkiego dzieła. A ja myślałem, że właściwie nie stało się nic, ze ta mowa niczego nie zmienia.
Jego Świątobliwość błaga w imię Boże rządy Niemiec i Polski, by uczyniły wszystko, co tylko w ich mocy, aby uniknąć wszelkich incydentów, i by powstrzymały się od wszelkich drażliwych środków, mogących zaostrzyć obecne napięcie. Prosi rządy Anglii, Francji i Włoch o poparcie tej prośby.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!
