Czy w 1939 roku papież Pius XII, czyniąc zabiegi dla pokoju, był świadomy zagrożenia?
Czy w 1939 roku papież Pius XII, czyniąc zabiegi dla pokoju, był świadomy zagrożenia? Wikimedia Commons

Krytycy mówią o nim "papież Hitlera" i wskazują, że konsekwentnie przymykał oko na dokonujący się w Europie Holokaust. Inni podkreślają, że pomagał, jak mógł - uratować miał dziesiątki tysięcy Żydów. A czy zrobił coś dla Polski, zanim ta stała się pierwszą ofiarą II wojny światowej?

REKLAMA
Bezsprzecznie tragizm kard. Eugenio Pacellego wynika z faktu, że zasiadł na Stolicy Piotrowej w najtrudniejszym możliwie czasie. I już niemal od początku pontyfikatu, zainaugurowanego 2 marca 1939 roku, papieżowi nie była obca sprawa polska. Mało tego, żywo się w nią angażował.
Europa w cieniu wojny
Wiosną 1939 roku Europa zmierzała do wojny. Był koniec kwietnia, gdy Hitler wypowiedział polsko-niemiecki pakt o nieagresji sprzed pięciu lat, wkraczając na drogę konfrontacji. Jak zareagował na to papież? Nie mógł nie być zaskoczony. Przecież wychodził z założenia, że powtórka międzynarodowego kataklizmu, jaki przetoczył się przez świat przed ćwierćwieczem, nigdy nie nastąpi.

Ocalenie pokoju było jego dewizą. Nie miał nadmiernych złudzeń co do dobrej woli dyktatorów, ale doświadczenia z jesieni 1938 r. i pamięć konferencji monachijskiej pouczały jednak, że pokój za cenę ustępstw na rzecz mocarstw agresywnych jest możliwy. Czy było to wszakże do pogodzenia z dewizą pontyfikatu Piusa XII - "pokój dziełem sprawiedliwości" (opus iustitiae pax)? "Sprawa polska" - tak mocno związana w 1939 r. z losami pokoju europejskiego - stanowiła swoisty test-case z tego punktu widzenia.

M. Kornat, Polityka Stolicy Apostolskiej w dobie kryzysu międzynarodowego 1938-1939, [w:] Kampania polska 1939. Polityka-społeczeństwo-kultura, Warszawa 2013.
Polskę i Niemcy papież widział jako dwa katolickie kraje, zmuszone wejść na drogę rywalizacji, ale li tylko - jak sądził - dyplomatycznej. Niewątpliwie bliżej było mu do Niemiec, wszak spędził w tym kraju całe 13 lat, jako papieski dyplomata (1917-1930). Co prawda Hitler nie zdążył wówczas jeszcze dojść do władzy, ale przyszła głowa Stolicy Apostolskiej musiała o nim słyszeć. Później, wbrew wielu opiniom, papież wcale nie był zagorzałym zwolennikiem dyktatora rodem z Austrii.
Jeszcze zanim został głową Kościoła, Pacelli z uwagą obserwował rozwój wypadków europejskich. Przywódcy i dyplomaci zadawali sobie pytanie: gdzie jest granica ustępstw w stosunku do zbrojącej się III Rzeszy? Gdy świat obiegła wiadomość o "uratowaniu pokoju" w Monachium, wielu odetchnęło z ulgą. Dla Pacellego spotkanie na szczycie w stolicy Bawarii było przejawem politycznego konsensusu, nie zaś kapitulacją.
Pokój za wszelką cenę?
Czasem, aby utrzymać pokój, trzeba zgodzić się na ofiarę? To pytanie zapewne zadawali sobie watykańscy dyplomaci. Powróciło ze zdwojoną siłą w marcu 1939 roku, niecałe dwa tygodnie po objęciu urzędu przez Piusa XII. Hitler właśnie zajął Pragę. Jasne stało się, że wcześniej kłamał, gdy mówił, że w Monachium chodziło mu tylko o los niemieckiej mniejszości zamieszkującej Sudety. Dalsze "obdarowywanie" nazistowskiego dyktatora było bezsensowne, w każdym momencie mógł bowiem wyciągnąć rękę po... więcej.
Wojna wisiała na włosku, ale pokój - o czym wiedział i papież - był ciągle najwyższą wartością. Został mediatorem w sporze polsko-niemieckim. Z nadzieją patrzył przede wszystkim na Zachód - Wielka Brytania i Francja miały jeszcze raz, po jesieni zeszłego roku, "stanąć na wysokości zadania".
Wiele zależało od postawy mocarstw - po wypowiedzeniu polsko-niemieckiego paktu, Brytyjczycy potwierdzili swoje gwarancje dla Polski. Mimo wszystko jednak papież wykazał się krótkowzrocznością - niemal do końca wierzył w powodzenie swej misji i ułagodzenie Hitlera. Dyplomacja była dla papiestwa jedynym orężem - trudno się dziwić.
"Drugie Monachium"
Gdy 5 maja minister Beck wygłosił w Sejmie pamiętne przemówienie o "polskim honorze", wydawało się, że klamka zapadła. Ale jeszcze w tym samym dniu na jaw wyszła trzymana dotąd w ścisłej tajemnicy koncepcja Piusa XII, zakładająca zwołanie międzynarodowej konferencji. Lobbystą tej idei był papieski sekretarz stanu kard. Luigi Maglione. Polacy mieli być stroną w dyskusji - obok Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii.
Co było do przewidzenia, Hitler nie okazał żadnego zrozumienia dla papieskich planów. Propaganda nazistowska rozgłaszała, że spotkanie pięciu państw jest niepotrzebne, skoro Niemcy nie dążą wcale do konfliktu. Pytanie: na ile w te zapewnienia uwierzył papież? Wiele wskazuje na to, że w sporym stopniu dał się zwieść kłamstwom Hitlera.
Ale i strona polska, mając w pamięci wcześniejsze ustępstwa europejskiej dyplomacji wobec III Rzeszy, sceptycznie oceniała możliwości porozumienia. Zakładając, że pokój miał wtedy swoją cenę, a tajemnicą poliszynela było, że tą ceną jest Gdańsk, inicjatywa Piusa XII była skazana na niepowodzenie. Minister Beck stał na stanowisku, że dobre stosunki z Hitlerem nie mogą być pochodną ustępstw terytorialnych. Zresztą nie godził się oddawać mu ani metra kwadratowego polskiej ziemi.
Dyplomata Michał Łubieński do ambasadora Edwarda Raczyńskiego, 22 VI 1939

Watykan nakłania Londyn do konferencji, której owocem byłaby inkorporacja Gdańska do Rzeszy. Nuncjusz mówił, że intencje Rzeszy są pokojowe - lecz nic nie proponował.

M. Kornat, Polityka Stolicy Apostolskiej w dobie kryzysu międzynarodowego 1938-1939, [w:] Kampania polska 1939. Polityka-społeczeństwo-kultura, Warszawa 2013.
Apel o pokój
Choć zamiar zwołania konferencji spalił na panewce, papież ciągle mediował. Na miesiąc przed wojną atmosfera napięcia była aż nadto wyczuwalna - zapamiętał nowy polski ambasador w Watykanie Kazimierz Papée (zastąpił Stanisława Janikowskiego). Pius XII miał zapytać Polaka, czy rządzący nad Wisłą skłonni są do jakichkolwiek ustępstw, mając na myśli rzecz jasna sprawę Gdańska. Odpowiedź ambasadora nie była zadowalająca.
Rozmowy prowadzono dalej, głowa Kościoła wciąż liczyła na spotkanie Hitlera i innych wielkich tamtego świata w celu rozmowy o pokoju. Wszelkie iluzje przekreśliło podpisanie Paktu Ribbentrop-Mołotow. Tajna klauzula, której treść znali alianci już "dzień po" (nie ma pewności, że wiedział o niej papież), przewidywała de facto IV rozbiór Polski.
24 sierpnia, już chyba w przejawie bezsilności, papież - przebywając w Castel Gandolfo - wygłosił w Radiu Watykańskim apel o pokój. – Nic nie jest stracone z pokojem - wszystko można stracić w wojnie - podkreślił papież. Zło, nie po raz pierwszy, nie zostało nazwane "po imieniu". Papież nie chciał zadrażniać sytuacji nawet wówczas, gdy wojna była już faktem (goszcząc ambasadora odmówił błogosławieństwa dla walczącego Wojska Polskiego).
Umierać za Gdańsk?
Przemówienie Piusa XII tłumaczył na język polski ksiądz prałat w Kurii Watyńskiej, Walerian Meysztowicz - ten sam, który lada chwila wyjedzie do Polski i weźmie udział w kampanii zbrojnej. W ocenie duchownego, autora "Gawęd o czasach i ludziach", wszelkie ustępstwa na rzecz Hitlera jedynie przedłużałyby wątpliwy pokój.

Czułem się zawiedziony. Mogłem oczekiwać, że Papież zrozumie to, co mi w drodze do Castel Gandolfo przyznał Montini (ks. Giovanni Montini - późniejszy papież Paweł VI) - że sprawiedliwość jest po naszej stronie. Logicznie trzeba było oczekiwać nie wezwania obu stron do zgody - lecz napastnika do zaniechania napaści. Tego właśnie jasnego wskazania na to, kto jest napastnikiem, w mowie Papieża nie było - i dlatego mowa wydała mi się pozbawiona znaczenia. I uderzyło mnie to, że po jej wygłoszeniu Papież wyglądał tak, jak gdyby miał poczucie dokonanego wielkiego dzieła. A ja myślałem, że właściwie nie stało się nic, ze ta mowa niczego nie zmienia.

Ks. Walerian Meysztowicz, wspomnienia o Piusie XII, "Zwoje", 1999, nr 3 (16).
Papież jednak wciaż próbował wpłynąć na bieg wypadków. 26 sierpnia wystosował za pośrednictwem nuncjusza Filippo Cortesiego depeszę do polskiego rządu, w którym wspominał o tym, że Niemcy przyjmą z "satysfakcją" przekazanie Gdańska. To zaś - w przekonaniu papieża - ułatwi obustronne porozumienie. Pius XII zwrócił się do polskich władz o udział w negocjacjach z Niemcami. 31 sierpnia Watykan wystosował odpowiednią notę (do pięciu państw, które miały wziąć udział w konferencji), która nie została dobrze przyjęta nad Wisłą. Stolica Apostolska nalegała na spotkanie "na szczycie", w celu wysondowania możliwości oddania Gdańska III Rzeszy, a także uregulowania kwestii mniejszości niemieckiej w Polsce. Powrócił też pomysł zwołania konferencji międzynarodowej...
Nota papieska, 31 VIII 1939

Jego Świątobliwość błaga w imię Boże rządy Niemiec i Polski, by uczyniły wszystko, co tylko w ich mocy, aby uniknąć wszelkich incydentów, i by powstrzymały się od wszelkich drażliwych środków, mogących zaostrzyć obecne napięcie. Prosi rządy Anglii, Francji i Włoch o poparcie tej prośby.

J. Dębiński, Stolica Apostolska wobec hitlerowskiej agresji na Polskę w 1939 r., "Głos z Torunia", 2002, nr 35
Ewentualna cesja Wolnego Miasta, choć trudno w nią uwierzyć, z pewnością nie zadowoliłaby Hitlera, który od jakiegoś czas trwał w gotowości bojowej. Już 26 sierpnia jego wojska miały być w Polsce. Jak się okazało, pięć dni opóźnienia nie wpłynęło na bieg wypadków.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!