
Trwająca przez lata wojna na linii Tusk-Kaczyński mocno zniechęciła Polaków do obu polityków. Według najnowszego sondażu IBRiS, blisko 70 proc. respondentów nie chciałoby ich powrotu. – Nie ma się co dziwić. Byli nadobecni w polskiej polityce, więc wyborcy mówią dają jasny sygnał. Czas na zmiany – komentują politolodzy. Te z jednej strony następują, z drugiej – wręcz przeciwnie, bo choć twarze w polskiej polityce „nowsze”, to scenariusz wzajemnych podjazdów wciąż ten sam.
– Koń jaki jest, każdy widzi. Więc różnice między nami są wielkości konia – mówił o relacjach między dwoma liderami Donald Tusk. Przez lata politycy nie szczędzili sobie drobnych złośliwości (Tusk wielokrotnie wypominał Kaczyńskiemu, że nie ma prawa jazdy ani konta w banku), ale też nie bali się wysuwać wobec siebie poważnych oskarżeń.
Tusk i Kaczyński byli nadobecni w polskiej polityce, ich przywództwo było bardzo silne. Nieustannie się o nich mówiło, więc przyszedł czas, że trzeba ich odsunąć. Nie ma w tym nic zaskakującego. Większość obywateli po prostu krytycznie diagnozuje stan państwa. Czytaj więcej
Tusk od grudnia 2014 roku zasiada w Brukseli, gdzie pełni funkcję szefa Rady Europejskiej, zaś Kaczyński – choć wciąż poseł i szef PiS – nie udziela się w kampanii, nie jest obecny w mediach, a partię do wyborów jej wiceszefowa prowadzi Beata Szydło. Teoretycznie obaj zniknęli z pierwszej linii politycznego frontu. Praktycznie w polityce stale są obecni i ciągle się o nich mówi.
W naTemat pisaliśmy, że na szczytach władzy coraz bardziej widoczna jest kolejna wojna na górze. Od zaprzysiężenie minęły prawie trzy tygodnie, a poważna rozmowa z premier rządu do tej pory się jednak nie odbyła. Wsłuchując się w wypowiedzi obu stron, nic na nią nie wskazuje również w najbliższej przyszłości.
