
O samym meczu Bayernu z Chelsea chyba wszystko już zostało powiedziane. Wygrała drużyna słabsza piłkarsko, ale sprytniejsza, perfekcyjnie przygotowana taktycznie i posiadająca wybitnego bramkarza. Ale moją uwagę przykuła inna sprawa... Cechy, szczególnie ostatnio, zapomniane na polskich boiskach. Czyli szeroko pojęta kultura i dobre wychowanie.
REKLAMA
Nie tak dawno Canal+ przeprowadził pomysłową ankietę wśród polskich ligowców. Padło kilkanaście pytań, w tym dwa o najlepszego i najgorszego sędziego Ekstraklasy. W pierwszej kategorii wygrał Tomasz Musiał, arbiter prowadzący mecze „po angielsku”. Czyli – dla laików – pozwalający grać i nie odgwizdujący na siłę fauli. I lubiany też za to, że traktuje piłkarzy po kumpelsku i nie zadziera nosa. Drugą „nagrodę” zgarnął natomiast Marcin Borski, który patrzy na zawodników z góry. Efekt taki, że 43% z nich uważa go za najmniej lubianego, a Musiała docenia 41%.
Dlaczego piszę o tym teraz? Bo przedwczoraj, patrząc na poczynania sędziego finału, Pedro Proency przypomniał mi się cytat z autobiografii Zlatana Ibrahimovicia. „Na szacunek się nie pracuje, szacunek się ma”. Proenca pracować nie musiał, bo może się mylę – jeśli tak, to mnie poprawcie – ale nie widziałem, żeby w finale podbiegło do niego z pretensjami więcej niż dwóch-trzech piłkarzy. Sędzia nie dyskutował, nie tłumaczył decyzji. Wystarczył gwizdek i komunikacja niewerbalna. A piłkarze zaakceptowali jego autorytet bez mrugnięcia okiem.
Ale Proenca to to i tak tylko punkt wyjścia, bo takie zachowanie piłkarzy to nie kwestia doskonałego sędziowania, ale też, a może przede wszystkim – ich mentalności. Dobrego wychowania i szacunku. W Ekstraklasie Radović biega z pianą na ustach, Ljuboja wymachuje rękami, Małecki wyzywa od pedałów, a Skorża ma pretensje, że sędzia mówi do niego na ty.
A w Lidze Mistrzów – klasa.
Właśnie, to słowo klucz. Nie tylko na boisku, ale też poza nim. Konferencja prasowa – Roberto Di Matteo dedykuje sukces poprzednim trenerom, a Jupp Heynckes zaznacza, że jego przeciwnik powinien dostać trzyletni kontrakt. Nie ma szpilek, nie ma krytyki, jest chwała zwyciężonym i zwycięzcom.
A wcześniej szpaler dla piłkarzy Bayernu. Dla przegranych, żeby i oni mogli poczuć się zwycięzcami. Mega kultura, mega klasa, mega szacunek. I nie ma przyśpiewek o tym, że – parafrazując Semira Stilicia – Bayern to kurwa.
Wyciągajmy wnioski z takich meczów.
Będzie mniej wiochy.
