
Podobno nie ma polityka i biznesmena, który nie odbierze od niego telefonu. To na jego imprezie Donald Tusk ogłosił, że polska przyjmie euro w 2012 roku, a później że jest zieloną wyspą. To w Krynicy PiS prezentowało swój program gospodarczy, przechodząc do ofensywy wyborczej w 2013 roku, a teraz Jarosław Kaczyński odebrał nagrodę Człowieka Roku.
REKLAMA
Forum Ekonomiczne w Krynicy służy nie tylko "wykuwaniu idei dla nowej Europy" – jak to sugerują wzniosłe tytuły paneli dyskusyjnych. To tu prezes i polityk mogą wziąć się pod mankiet i omówić ważne sprawy. Najważniejsze, że bez wzbudzania sensacji jakim na przykład było spotkanie Jana Kulczyka z prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim.
– Chodzę i szukam ministra gospodarki oraz naszego komisarza Lewandowskiego. Unijne regulacje utrudniają mi biznes. Trzeba coś robić. Lobbować za polskim biznesem – prezes znanej przesyłowej firmy stojąc na deptaku w Krynicy ściska pod pachą teczkę wypełnioną papierami. Podobno już drugiego dnia przebił się do najważniejszych osób w państwie i wyłożył kawę na ławę.
Polityk czy biznesmen?
Dlatego twórcy imprezy Zbigniewowi Berdychowskiemu bliżej jest do wpływowego biznesmena niż skromnego, lokalnego polityka za jakiego chce uchodzić. Przez fundację Instytutu Studiów Wschodnich, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy, przepływają miliony w zaledwie parę dni. Roczny budżet Fundacji zamyka się w 15 mln złotych.
Dlatego twórcy imprezy Zbigniewowi Berdychowskiemu bliżej jest do wpływowego biznesmena niż skromnego, lokalnego polityka za jakiego chce uchodzić. Przez fundację Instytutu Studiów Wschodnich, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy, przepływają miliony w zaledwie parę dni. Roczny budżet Fundacji zamyka się w 15 mln złotych.
Taki jest koszt dotarcia do najważniejszych polityków w Polsce. A czas jest gorący i sporo problemów na karku. Wkrótce zmieni się władza i trzeba poznać się z prezydentem Andrzejem Dudą, dopchać się i przywitać z Beatą Szydło, prawdopodobnej przyszłej premier rządu PiS. Słusznie Włodzimierz Cimoszewicz podsumował, że tegoroczna edycja forum „ociekała wazeliną”. Gdy tylko na forum pojawiło się reprezentacja PiS, rozpoczął się wyścig, kto z kim się spotka, aby porozmawiać o tym, co będzie "po wyborach”, kto kogo może polecić albo wesprzeć. W tych politycznych koteriach bardzo sprawnie porusza się organizator forum Zygmunt Berdychowski.
Karierę polityczną zaczynał w 1980 roku w rolniczej "Solidarności". Był posłem na Sejm I kadencji z listy Porozumienia Ludowego oraz III kadencji z listy Akcji Wyborczej Solidarność, wybranym w województwie nowosądeckim. Po kilkuletniej przygodzie w stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, zajął się biznesem, by w 2010 roku wstąpić do Platformy Obywatelskiej i z jej list zostać radnym sejmiku woj. małopolskiego. – Nie jestem kunktatorem. Miejscem, w którym najefektywniej można działać na rzecz wspólnoty lokalnej, jest właśnie samorząd województwa i uważałbym sytuację, w której kandyduję z list PO, ale nie jestem członkiem PO, za nienormalną, za niezwyczajną – odpowiadał na pytania dziennikarzy.
Ale kiedy notowania rządzącej partii zaczęły spadać, nie wystartował w wyborach. Znajomi mówią, że potrafi wyczuć, skąd wieje polityczny wiatr. Gdyby nie to, nie mógłby liczyć na poparcie polityków i możnych sponsorów ze spółek Skarbu Państwa. To dlatego Jarosław Kaczyński odebrał nagrodę Człowieka Roku z rąk kapituły, której przewodzi Berdychowski.
– Pamiętam pierwsze forum z 1992 roku, kiedy do Krynicy przyjechał jeden autokar gości, a Berdychowski zaprosił nas do małej sali w domu zdrojowym. To było spotkanie towarzyskie, ludzi, którzy w ciągu roku nie mają czasu ze sobą pogadać. Szacunek, że rozpędził to forum do takiej skali – opowiada stały bywalec imprezy. Teraz skarży, że na forum zwycięża komercja. – W zeszłym roku byliśmy sponsorem wydarzenia. Teraz liczyłem na zniżkę, ale skąd. W ogóle nie było o tym mowy – opowiada.
8 tys. za wejście na deptak
Ceny udziału w imprezie wyśrubowano niemal do poziomu słynnych już hot-dogów na Forum Ekonomicznym w Davos – sprzedawanych za 156 zł. Wejściówka na imprezę w Krynicy kosztuje 7 tys. plus VAT od osoby i nie zmienia się od kilku lat. Do tego hotel – jeśli porządny to za 3 tys. zł. Co ciekawe, na czas imprezy organizatorzy rezerwują wszystkie przyzwoite miejscówki w mieście, co skutkuje nawet kilkukrotnym podbiciem cen. To nie wszystko. Załóżmy, że prezes firmy chce opowiedzieć jak niekorzystne dla niej są regulacje urzędowe dotyczące ich biznesu. Zorganizowanie panelu dyskusyjnego kosztuje kilkadziesiąt tysięcy zł. Z kolei pakiety sponsorskie wykupują największe w Polsce firmy – także te kontrolowane przez skarb państwa.
Ceny udziału w imprezie wyśrubowano niemal do poziomu słynnych już hot-dogów na Forum Ekonomicznym w Davos – sprzedawanych za 156 zł. Wejściówka na imprezę w Krynicy kosztuje 7 tys. plus VAT od osoby i nie zmienia się od kilku lat. Do tego hotel – jeśli porządny to za 3 tys. zł. Co ciekawe, na czas imprezy organizatorzy rezerwują wszystkie przyzwoite miejscówki w mieście, co skutkuje nawet kilkukrotnym podbiciem cen. To nie wszystko. Załóżmy, że prezes firmy chce opowiedzieć jak niekorzystne dla niej są regulacje urzędowe dotyczące ich biznesu. Zorganizowanie panelu dyskusyjnego kosztuje kilkadziesiąt tysięcy zł. Z kolei pakiety sponsorskie wykupują największe w Polsce firmy – także te kontrolowane przez skarb państwa.
To w Krynicy Wiesław Pietraszkiewicz, szef Związku Banków Polskich, zwrócił się do kamer i atakując frankowiczów skrytykował ustawę o przewalutowaniu kredytów mająca rozwiązać problem. – To bogaci ludzie, którym państwo nie powinno pomagać – mówił. Inny prezes banku mówił, że dodatkowy podatek obrotowy bankowy jest zły i niepotrzebny. Szef sieci handlowej w kuluarach przekonywał, że nie można wprowadzać podatku obrotowego dla marketów, bo to będzie musiało się odbić na cenach oferowanych produktów. Za kilka miesięcy zobaczymy co zdziałali.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
