Od 21 lat prawie każdy niedzielny rosół jem przy Familiadzie. Tak jak miliony Polaków – dziś urodziny teleturnieju

Tak wyglądał pierwszy odcinek w 1994 roku.
Tak wyglądał pierwszy odcinek w 1994 roku. Facebook/ Familiada TVP
Familiada kończy 21 lat. To ponad 2000 odcinków. Mimo gróźb TVP, że teleturniej zniknie z ekranów, wciąż jest. W weekendy i w święta, o godzinie 14, niezastąpiona do obiadu.


Pamiętam, kiedy na TVP 2 wyemitowano pierwsze odcinki Familiady. Miałam 5 lat, ale zwróciłam uwagę na to, jak dorośli mówili, że to pierwszy taki teleturniej w zagranicznym stylu. Bardzo mi się podobało, że twórcy postanowili przywołać "Rzepkę" Juliana Tuwima w czołówce. Z niecierpliwością czekałam na moment, kiedy rzepa w końcu się rozerwie i posypią się złotówki.


Lubiłam, kiedy zza dekoracji wychodził pan Karol Strasburger i coś opowiadał. Pamiętam taką scenę. Siedzę sama przed telewizorem, za chwilę obiad. Karol powiedział wtedy: – Witam państwa w studiu, i przed telewizorem. O widzę, że tylko jedna osoba siedzi przed teleodbiornikiem – a po kilku sekundach – o, już jest nas więcej. W tym momencie do pokoju wszedł mój tata. Poczułam wtedy więź z prowadzącym, wiedziałam, że on wie, że go lubię i w programie mówił właśnie o mnie.

Czy wyobrażacie sobie niedzielny obiad bez towarzystwa Familiady? :)Widzimy się jutro o 14:00 w dwójce! :)

Posted by Familiada TVP S.A. on 28 marca 2015
Po kilku latach cotygodniowego oglądania Familiady do obiadu, czułam niepokój, jeśli nie zaczynałam jeść rosołu zaraz po dowcipie Karola Strasburgera. Do tej pory, kiedy odwiedzam rodziców, lubię, gdy w tle leci ten program. Rosół to rozgrywka, pieczony kurczak przypada na czas finału. Kilkanaście lat temu po turnieju lecieli "Złotopolscy" i dzięki tym programom niedziele były bardzo swojskie.

Kiedy byłam nastolatką, trudno było mi przyznać się do tego, że Familiada jest w moim domu normą. Wydawało mi się, że to obciach i koledzy na pewno by się ze mnie śmiali. Po kilku latach w czasie rozmowy z rówieśnikami wyszło na jaw, że rosół/ pomidorowa i kurczak/schabowy w towarzystwie Karola Strasburgera to norma. A połowa osób, z którymi o tym rozmawiałam wyznała, że tak jak u mnie w domu, tradycją było również narzekanie, że ciągle oglądamy teleturniej zamiast filmu przyrodniczego. Ale tak naprawdę nikt nie chciał zmieniać kanału.
Kiedy ktoś powiedział coś głupiego, chciało mi się śmiać, a w głowie odpowiadałam na wszystkie pytania. Denerwowałam się, kiedy ktoś sobie źle radził. Z ponad 2000 odcinków Familiady widziałam pewnie połowę. Kiedy będąc na ulicy Inżynierskiej w Warszawie uświadomiłam sobie, że to tu znajduje się studio, w którym nagrywane są odcinki turnieju, poczułam wzruszenie.


Myślę, że moja czułość do Familiady nie jest niczym niezwykłym. W internecie pojawia się temat żartów prowadzącego, wpadek uczestników programu, a mało to przyznaje się do tego, że ten program ciepło kojarzy mu się z dzieciństwem. Z okazji urodzin "Familiady" życzę panu Karolowi wytrwałości.

Napisz do autorki:barbara.kaczmarczyk@natemat.pl