Cmentarze dla zwierząt. Czasem ludzie odwiedzają je częściej niż zmarłych krewnych

Nagrobek z Cmentarza Małych Zwierząt w Rzędzianach.
Nagrobek z Cmentarza Małych Zwierząt w Rzędzianach. cmentarz-zwierzat.pl
Chowanie zwierząt domowych w ogródku jest nielegalne. W Stanach Zjednoczonych pupile spoczywają na cmentarzach, które są praktycznie w każdym mieście. W Polsce takich miejsc jest tylko kilka. Często to wciąż jest uważane za fanaberię zakochanych właścicieli.


Dlaczego mamy ich tak mało?
Chowanie zwierząt praktykowane jest od czasów starożytnych. W Egipcie mumifikowano je, a kilka lat temu, na Syberii odkopano datowany na 7 tysięcy lat grób psa, który został pochowany dokładnie tak, jak człowiek. W Ameryce takich miejsc najwięcej, a najbardziej znany znajduje się w Hartsdale nieopodal Nowego Jorku. W Europie pierwszym zwierzęcym cmentarzem był założony na terenie londyńskiego Hyde Parku, w 1881 roku. W Polsce jest ich tylko kilka, zwykle na obrzeżach miast.

– Marchewka wyhodowana koło cmentarza dla zwierząt nie będzie różnić się od normalnej, ale i tak mało kto będzie chciał ją jeść – mówi właściciel Cmentarza Małych Zwierząt w Rzędzianach koło Białegostoku. To jeden z powodów, dla których tak trudno jest u nas założyć taki cmentarz.


– W Polsce nie ma specjalnych regulacji prawnych, natomiast istnieje problem pozyskania terenu, na którym taki cmentarz mógłby powstać. Z jednej strony warunki fizjograficzne, z drugiej strony sprzeciw sąsiadów. I to jest największym problemem. Przez to nie ma cmentarzy w Poznaniu, Szczecinie, w Łodzi, czy w Krakowie. Jeżeli ktoś ma kawałek pola i chciałby założyć cmentarz, to należy sobie zdawać sprawę z tego, że wartość terenu sąsiadów od razu spadnie. Oni tam niczego nie wybudują, ten teren nie nadaje się do sprzedania – wyjaśnia.

Lepsze doświadczenia z zakładaniem cmentarza miał Emil Wojda. – Żeby otworzyć cmentarz dla zwierząt nie jest wymagane pozwolenie. Trzeba mieć swój teren, który musi być odpowiedni, spełniać wymagania pewnych norm, które określa Sanepid, weterynaria i lokalny samorząd, na którego terenie cmentarz ma powstać. Jeżeli te wszystkie normy i warunki zostaną spełnione, to wtedy można się ubiegać o pozwolenie burmistrza, albo wójta danej miejscowości na prowadzenie tego typu działalności – wyjaśnia Emil Wojda, założyciel cmentarza "Psi Los" w Koniku Nowym pod Warszawą.
– My prowadzimy dwa cmentarze. Jeden stary, na którym zwierzaki chowamy już od 25 lat. Tam skończyło się już miejsce. Trzy lata temu otworzyliśmy nowy. W sumie na obu cmentarzach jest pochowanych blisko 8 tysięcy zwierząt – dodaje Emil Wojda.

Pochówek
Koszt pochówka pupila na cmentarzu to około 200-300 złotych. Do tego dochodzą opłaty roczne, około 30 złotych, za pielęgnację grobu. Właściciele zwierząt mają wpływ na to, jak będzie wyglądał nagrobek, ale na to, w czym będzie spoczywał zwierzak - już mniejszy.
– Przy pochówku dopuszczalne są wszelkie materiały, które są biodegradowalne. Nie wolno zanieczyszczać środowiska i wprowadzać do gleby materiałów niebiodegradowalnych. A czy zwierzę jest zapakowane w drewnianą skrzyneczkę, czy w pudełeczko tekturowe, czy będzie owinięte w materiał lniany, bawełniany, to nie ma znaczenia. Ma być biodegradowalne. Tak mówią przepisy i w tym można chować – wyjaśnia Emil Wojda z "Psiego Losu" pod Warszawą.


– Kwestia położenia na miejscu pochówku zabawek, czy innych przedmiotów jest standardem. Z ekstrawagancji na Podlasiu specjalnie niczego takiego nie ma. Można zobaczyć na stronie cmentarza - jest jakaś figurka kota, psa, czy innego zwierzaka. Mniejsza lub większa. I na tym się sprawy ekstrawagancji tutaj kończą – opowiada właściciel Cmentarza Małych Zwierząt.
– Oczywiście, ludzie mają ekstremalne pomysły, ile pomysłów, tyle ciekawych historii. Natomiast nas obowiązują przepisy. Kontrolują nas instytucje - Sanepid i Weterynaria. Mamy ścisłe wytyczne w jaki sposób te zwierzaki mają być pochowane i się do tego stosujemy. Wszelkie próby ciekawych pomysłów ludzi niestety kończą się na tym, że musimy robić to, jak nam nakazują przepisy. Nie ma możliwości, żeby sobie wymyślać – wyjaśnia Emil Wojda.

Bez ceremonii
Kościół nie miesza się zbytnio do kwestii pochówku zwierząt, mimo że według religii zwierzęta nie mają duszy. Wszystko jest dopuszczalne, pod warunkiem, że ludzie będą również dbali o groby swoich zmarłych krewnych. Nie może odbyć się pogrzeb, bo ten zarezerwowany jest dla ludzi.
– W tym przypadku nie mówimy o pogrzebach, ale o pochówkach, żeby tym wszystkim moherom nie robić przyjemności. Miejsca są wcześniej przygotowane. Ktoś przywozi swojego zwierzaka, wkłada go do ziemi, jest zasypywany. Spisujemy umowę, stawiamy standardową, pięciokątną płytę na miejscu pochówku i sprawa się kończy. Jeżeli właściciele mają potrzebę włożenia zwierzęcia do pudełka - to to robimy. Większość zwierzaków jest chowana w miarę ekologiczny sposób, owinięta w jakiś kawałek prześcieradła, ręcznika, płótna i wkładana do ziemi – tłumaczy właściciel cmentarza w Rzędzianach.
– Czasami może właściciele by sobie może życzyli obchodów, ale my tego nie robimy. U nas to jest po prostu fizyczna czynność. Trzeba pochować zwierzaka, jest przygotowana kwatera, jest wykopany dołeczek, tam wkładamy zawinięte zwierzę w ten materiał biodegradowalny zasypujemy ziemią i po pochówku stawiamy tabliczkę terakotową, taka firmowa tabliczka nasza, na której jest napisany numer kwatery, czyli numer tego miejsca, gdzie jest zwierzak chowany i jest napisane jego imię – wyjaśnia właściciel "Psiego Losu". Płyty nagrobne właściciele zwierząt mogą zrobić na własną rękę albo poprosić o to pracowników cmentarnych.

Co roku w "Psim Losie" obchodzone jest święto zwierząt, które pochowane są na cmentarzu. Wypada na miesiąc przez Świętem Zmarłych, w pierwszą niedzielę października. To dzień Świętego Franciszka, obrońcy i patrona zwierząt. Jest to okazja do wpłacenia opłaty rocznej, posprzątania grobu. Przychodzi również ksiądz, który święci cmentarz.
Psy, koty i agamy
W "Psim Losie" w ciągu 25 lat widziano wiele. Na cmentarzu oprócz małych zwierząt pochowany jest koń. Oczywiście skremowany, w przeciwnym wypadku byłoby to wręcz niemożliwym przedsięwzięciem.

– Wśród zwierząt, które znajdują się na naszym cmentarzu, większość to są psy. Myślę, że to jakieś 80 proc. Potem są koty i pojedyncze przypadki, jeden procent to są inne zwierzęta, które ludzie trzymają w domach. Żółwi jest dosyć sporo, jest rybka, wąż, agama, różnego typu, ciekawe, egzotyczne zwierzęta – mówi właściciel cmentarza "Psi Los". Pod Białymstokiem miesięcznie chowa się około 10 zwierząt. Większość to psy, bo około 60 proc., potem są koty, które stanowią 30 proc.
– Właściciele odwiedzają zwierzęta bardzo często i przez długi okres czasu, nawet przez kilka lat. Co zresztą może pani zobaczyć na stronie cmentarza. Na stronie cmentarz-zwierząt.pl, w zakładce "Zwiedzamy wirtualny cmentarz" są zdjęcia wszystkich pochowanych zwierzaków, jest ich prawie pół tysiąca. I obserwując te zdjęcia widzimy, że ilość zabawek i zniczy pozostawionych na cmentarzu pokazuje, że ludzie przyjeżdżają tutaj nawet częściej niż na normalne cmentarze.

Ludzie czują coraz większą potrzebę pochówku swoich ulubieńców. Ostatnio pojawiły się informacje, że powstanie cmentarz w Lublinie. To bardzo ważne dla osób, które chcą być blisko swoich przyjaciół, żeby móc często ich odwiedzać bez wielogodzinnych podróży.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl