Studiują w jednym kraju, mieszkają w drugim. "Weekendowe erazmusy" pokazują, że granice są tylko w głowach
Studiują w jednym kraju, mieszkają w drugim. "Weekendowe erazmusy" pokazują, że granice są tylko w głowach Fot. Archiwum własne

Polacy zachwycili się historią Brytyjczyka Jonathana Davey'a, który studiuje w Londynie, a mieszka w Gdańsku. Tymczasem takie lawirowanie między dwoma krajami to dobrze znany sposób na ekscytujące studiowanie. O wadach i zaletach studiowania za granicą opowiedzieli nam Łukasz Jakóbiak, Kasia i Luka.

REKLAMA

Brytyjczyk, który stał się bohaterem polskich mediów uznał, że bardziej opłaca mu się mieszkać w Gdańsku i latać na zajęcia do Londynu niż wynajmować pokój w pobliżu uniwersytetu. Ten ciekawy, choć dla niektórych ekstrawagancki sposób na studiowanie. To też rozwiązanie zarezerwowane tylko dla odważnych. I ambitnych.

Tu zarabiam, tam wydaję Życie w dwóch krajach jednocześnie prowadził youtuber Łukasz Jakóbiak. Studiował na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Wybrał tryb zaoczny, co dawało mu szerokie możliwości na aktywność w czasu studiów. Na drugim roku zdecydował się wyjechać do pracy w Londynie, gdzie szybko znalazł pracę w klubie.

– To był czas ogromnej popularności tanich linii lotniczych i mocno z tego korzystałem – mówi twórca programu "20m² Łukasza. Jakóbiak wykonywał typową, studencką pracę. Zbierał szklanki, popielniczki, czasem pracował też na kuchni. Udało mu się dogadać z szefostwem, że co jakiś czas będzie "znikał".

Łukasz Jakóbiak ostro krytykowany przez internautów
Łukasz Jakóbiak ostro krytykowany przez internautów Fot. materiały prasowe

Na zjazdy przylatywał co dwa, trzy tygodnie. Bilety kosztowały zaledwie kilkadziesiąt złotych, co przy zarobkach w Londynie nie stanowiło najmniejszej przeszkody. – Na zajęcia wylatywałem już w czwartki. Starałem się wybierać lotów na ostatnią chwilę, czyli prosto do szkoły. Do dziś, przed ważnymi wydarzeniami, zostawiam sobie jeden lot przede mną w zapasie, gdyby mój został odwołany – mówi Jakóbiak, który nigdy nie spóźnił się na zajęcia w innym kraju.

Takie "dojazdy" nie były dla Jakóbiaka niczym nowym. Wcześniej mieszkał w Radomiu, a zarabiał w Warszawie. – Ludzie mówili, że to dobry pomysł - zarabiać w Warszawie, gdzie są większe płace, a wydawać w Radomiu, gdzie życie jest tańsze – wspomina youtuber. Tu było podobnie, choć w innej skali. Zarabiał w Londynie, a za studia płacił w stawkach polskich. – Nawet dodając do tego koszty przelotu wychodziło o wiele taniej – słyszę od Jakóbiaka.

Łukasz Jakóbiak uważa życie w jednym kraju, a studiowanie w innym, za coś zupełnie normalnego. – Skoro było możliwe połączenie studiów i pracy, to pomyślałem, dlaczego nie? – mówi.

Trzy godziny i w domu Weekendowe "dojazdy" nie przestraszyły także Kasi, która od ośmiu lat mieszka na stałe w Amsterdamie. W Holandii ukończyła psychologię, ale ambicje nie pozwalały jej skończyć nauki na jednej magisterce. Rozpoczęła studia w Newcastle w Wielkiej Brytanii, bo w Holandii nie było jej wymarzonego kierunku - zachowania zwierząt.

Kasia, Polka mieszkająca w Holandii. Studiuje w Wielkiej Brytanii
Kasia, Polka mieszkająca w Holandii. Studiuje w Wielkiej Brytanii Fot. Archiwum własne

Kasia dojeżdża na uczelnię siedem razy w roku, najczęściej na cały tydzień. W jej przypadku, zagraniczne studia nie oznaczają oszczędności, bo za studia w Holandii zapłaciłaby znacznie mniej. A gdy doliczy się do tego koszt biletów i zakwaterowania, jej zagraniczne studia przeradzają się w prawdziwą inwestycję.

Droga od wyjścia z domu na uczelnię zajmuje Kasi mniej niż trzy godziny. Zdarza się, że część lekcji jej ucieka, bo musi wcześniej wyjść na samolot. Ale w Wielkiej Brytanii wszyscy rozumieją, że studenci przylatują na zajęcia nawet z Dubaju. – Ludzie czasem pytają, czy studiowanie za granicą mnie nie męczy. Ale moje studia są zbyt fajne, żebym mogła na cokolwiek narzekać – mówi Kasia z Amsterdamu.

Kontakty na całe życie Kolejny weekendowy "erazmus" to Luka. Zawsze chciał studiować w innym języku. Próbował w Stanach Zjednoczonych, ale okazało się, że ma problemy z wizą. Postanowił zatem rozpocząć naukę w Londynie, a przy okazji znalazł pracę w jednym z tamtejszych barów. Jednak już na drugim semestrze przeprowadził się do Warszawy, aby pomóc siostrze w prowadzeniu biznesu.

Studiowanie w jednym kraju i mieszkanie w innym to przygoda na całe życie
Studiowanie w jednym kraju i mieszkanie w innym to przygoda na całe życie Fot. Archiwum własne

Niemal przez całe studia podróżował między Warszawą a Londynem, mimo że zajęcia miał aż trzy razy w tygodniu. Pracę magisterską pisał mieszkając w Oslo, a z promotorem widywał się raz w miesiącu. – Jarało mnie to – wspomina dziś 32-latek. – To studenckie życie w biegu dawało mi nie tylko korzyści finansowe, ale też możliwość podróżowania i odwiedzania znajomych w Berlinie, Londynie czy w Warszawie – mówi.

Kontakty, które wyrobił sobie w czasie studiów sprawiły, że tuż po ich ukończeniu rozpoczął pracę w Indonezji. Dziś pracuje w znanym serwisie booking.com oraz prowadzi sklep internetowy w USA. Gdy pytam go o największą wadę studiowania za granicą mówi: – minusem jest tylko to, że ten czas nie może trwać wiecznie. Fajnie byłoby znów studiować w takim międzynarodowym towarzystwie – mówi.

A może Czechy? Za granicą wielokrotnie studiował również fotograf Tomek Gola. Za pierwszym razem w czasie wyjazdu do Budapesztu. Od paru lat studiuje na zaocznych studiach w czeskim Instytucie Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opawie.

– Podstawowy powód, dla którego wybrałem te studia to legenda, którą obrosła ta uczelnia w polskich kręgach fotograficznych. Dopiero podczas studiowania na niej poznałem inne jej zalety, których jednak nie zdradzę, pozostawię to przyszłym szczęściarzom, którzy przejdą przez egzaminy wstępne – mówi naTemat.

Tomek Gola studiuje zaocznie w Czechach
Tomek Gola studiuje zaocznie w Czechach Fot. archiwum własne

Zdaniem Tomka Goli, pieniądze nie powinny wpływać na decyzję o studiowaniu za granicą. – Dla chcących zawsze znajdzie się wyjście - stypendia, tymczasowe prace, współdzielenie kosztów w dojazdach, w mieszkaniu, w jedzeniu, w imprezowaniu.

Przeszkody i utrudnienia wszelkiej innej materii, to jego zdaniem, bezcenne doświadczenie, którego nie sposób nabyć w żadnych innych okolicznościach. – Jedyne co może się stać - można się od tego uzależnić – zachwala.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl