Mieszkania niby nowe, ale ciasne jak za Gierka: 3 pokoje i 50 metrów. "Polaków stać teraz tylko na tyle"

Apartament jak z klocków Lego, wszystko na 24 m2
Apartament jak z klocków Lego, wszystko na 24 m2 YouTube.com, Kirsten Dirksen
58 metrów kwadratowych, trzy pokoje, idealne dla pary mieszczuchów z dzieckiem – reklamuje ofertę sprzedaży mieszkania w bloku z 1980 roku jeden z ogłoszeniodawców. Trzy pokoje na 50-metrach to szczytowe osiągnięcie epoki Gierka i ostatnich budów z wielkiej płyty na warszawskim Ursynowie. Minęło 35 lat i historia się powtarza. Mamy największy boom w branży budowlanej, wzrost gospodarczy i podwyżki pensji, ale mieszkania o wielkości, jak z czasów PRL.


W tym roku biznes budowlany podobno znowu kwitnie. Deweloperzy ruszyli z budową 78 tys. tys. mieszkań, a na kolejne 80 tys. dostali już zezwolenia na budowę. Wiodące firmy branży: Dom Development, Atal, Dantex, Budimex Nieruchomości, JW Construction informują o rekordach sprzedaży. Każda z nich sprzedała ponad tysiąc mieszkań od stycznia do września. To boom porównywalny z tym z lat 2007-2008 z jedną ważną różnicą. Przed kryzysem budowano i projektowano coraz większe mieszkania. Teraz odwrotnie.


– Firmy, które chciały przetrwać na rynku musiały dostosować ofertę do zasobności portfeli klientów, a dokładniej do polityki banków – mówi Marek Roefler, szef znanej w Warszawie firmy Dantex. – Dziś para młodych ludzi ze średnimi zarobkami nie dostanie około 380-400 tys. złotych kredytu na 30 lat. Za takie pieniądze można kupić większe mieszkanie, ale na peryferiach stolicy albo coś kompaktowego bliżej centrum – szacuje prezes budowlanej spółki.


Biznesmen twierdzi, że są firmy, które w momencie zmiany polityki kredytowej banków, na nowo przeprojektowały wielkość mieszkań w budowanych już domach. I tak 40-metrowe kawalerki po dorysowaniu kilku ścian stały się dwupokojowe, a dwupokojowe 50-60 metrowe lokalne przycięto na 3 pokoje. Największe co dziś oferują deweloperzy w popularnych inwestycjach to 80-110 metrów, ale takie mieszkania w każdej inwestycji sprzedają się jako ostatnie, często rok i więcej po oddaniu budynku lokatorom.
Własne tylko ciasne?
To, jak w kilka lat zbiednieliśmy i zrezygnowaliśmy z marzeń o przyzwoitym mieszkaniu, pokazuje historia inwestycji miliardera Leszka Czarneckiego. Menedżerowie jego spółki LC Corp zaprojektowali i wybudowali w Warszawie dom, w którym dwupokojowe mieszkania miały ponad 60 m2, trzypokojowe więcej niż 80 m2. Tuż przed krachem finansowym wydawało się, że nawet cena 12 tys. zł za m2 nie jest jakoś specjalnie wygórowana.


Mimo nazwy Rezydencja Kaliska, inwestycja nie była apartamentowcem, a Czarnecki celował z ofertą w nową klasę średnią – pracowników wielkomiejskich korporacji. Wydawało się, że szybko dogonimy unijną średnią – 103 metry powierzchni i 1,6 pokoju na mieszkańca (dane Eurostatu). Po finansowym tsunami „M na wyrost” z trudem sprzedano i to zmniejszając ceny poniżej 8 tys. zł za metr.
Paweł Rabantek, deweloper Atal

To co się teraz sprzedaje najlepiej to trzypokojowe mieszkania w granicach 50-60 metrów. To wynik polityki kredytowej banków. Inaczej mówiąc właśnie na tyle może sobie pozwolić małżeństwo z jednym dzieckiem. To takie osoby, najczęściej wyprowadzają się na swoje, a podejmując decyzję finansową na lata starają się bardzo bezpiecznie określić jej cel.

W Danii metraż pierwszego mieszkania kupowanego przez małżeństwo na dorobku przekracza 100m2, podobnie w Austrii. W Niemczech, do których tak lubimy się porównywać, 87 metrów, a w pogrążonej w kryzysie finansowym Hiszpanii 87,3 metra. W Luksemburgu na jednego mieszkania przypadają 63 metry, tyle co w Polsce na całą kilkuosobową rodzinę.

Ile metrów za wypłatę
Dlaczego nasze ciasne mieszkania kontrastują z tym, co buduje się i sprzedaje w innych krajach Unii Europejskiej? Tłumaczą to dane o zarobkach zestawione z cenami, czyli współczynnik price to income. W Polsce to – delikatnie mówiąc – dwa odległe światy. Za średnią pensję w Warszawie można kupić niewiele więcej niż pół metra kwadratowego średniego mieszkania. W innych europejskich stolicach jest wprawdzie znacznie drożej, ale też lepiej się tam zarabia, w efekcie szybciej można odłożyć kapitał na własne mieszkanie. Przy teoretycznym założeniu, że odkładamy całość rocznych zarobków przeciętny Niemiec uzbiera na 50 metrów własnego "M" w 5 lat (rocznie zarabia prawie 27 tys. euro, a średnia cena m2 mieszkania w Berlinie to 2,7 tys. euro). W tym samym czasie przeciętny mieszkaniec z Warszawy zbierze kapitał pozwalający na zakup 25 m2 lokalu.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl