Jarosław Wałęsa z PO: PiS prowadzi kampanię na emocjach, może trzeba się zniżyć do poziomu konkurenta

Jarosław Wałęsa mówi, że kampania PO powinna być bardziej emocjonalna.
Jarosław Wałęsa mówi, że kampania PO powinna być bardziej emocjonalna. Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Pomimo intensywnego objazdu kraju przez Ewę Kopacz, Platforma Obywatelska nadal przegrywa z PiS. – Nie wiem, czy można tak prowadzić kampanię, że z jednej strony mamy propozycje merytoryczne, a z drugiej strony nie ma na to odpowiedzi. Może należało się zniżyć do poziomu konkurentów? – zastanawia się w "Bez autoryzacji" Jarosław Wałęsa, poseł PO do Parlamentu Europejskiego i szef think tanku partii Instytutu Obywatelskiego.


Jak pan ocenia kampanię wyborczą swojej partii? Coś trzeba zmienić na te ostatnie trzy tygodnie?

Nasza kampania jest bardzo merytoryczna. W przeciwieństwie do naszego głównego konkurenta, gdzie widać te czysto wyborcze zagrywki, obietnice nie do spełnienia, tę agresywność, która do niczego nie prowadzi. Nie wiem, czy można tak prowadzić kampanię, że z jednej strony mamy propozycje merytoryczne, a z drugiej strony nie ma na to odpowiedzi. Może należało się zniżyć do poziomu konkurentów?


Te propozycje chyba nie do końca są takie przemyślane, bo nawet politycy Platformy Obywatelskiej mają problem z wytłumaczeniem o co w nich chodzi.

To tylko kwestia dobrej komunikacji z naszymi kandydatami, kwestia ich dobrej woli, bo te propozycje są i są udokumentowane, wystarczy zapoznać się z tymi tekstami.

Mówi pan, że to PiS stawia na emocje, ale w ostatnich dniach pani premier kilkakrotnie mówiła o sprawach światopoglądowych, szczególnie po zawetowaniu przez prezydenta ustawy o uzgodnieniu płci.

Bo trzeba uderzać w emocje. One pobudzają ludzi do myślenia, są najlepszym wskaźnikiem w którą stronę trzeba iść. To, co zrobił prezydent Duda jest według mnie złe, nie na tym polega bycie prezydentem. Ale to dotyczy małej grupy ludzi i są kwestie, które dotyczą większej części Polaków, dlatego trzeba zachować umiar.


Na samym starcie kampanii był w Platformie pomysł, że oprze się kampanię na nowych twarzach, takich jak pan czy minister Trzaskowski. Po dwóch-trzech tygodniach i kilku występach w głównych programach na pierwszą linię znowu wrócili ci, których oglądaliśmy tam przez ostatnie osiem czy dwanaście lat.


Mogę mówić za siebie: zostałem poproszony przez panią premier o pokierowanie Instytutem Obywatelskim, więc moja praca z samego założenia jest pracą cichą, gabinetową, skoncentrowaną na przygotowaniu ekspertyz, które będą pomagały naszym kandydatom. Dlatego ja rozumiem obowiązki, które nałożyła na mnie pani premier trochę inaczej.

Mógłbym się pojawiać w telewizji niemal codziennie, ale proszę pamiętać, że moje obowiązki posła do Parlamentu Europejskiego wymagają, żebym był w Brukseli i w Strasburgu. Dlatego trudniej mi pojawiać się co chwilę w polskich mediach.

Czy przez ostatnie kilkanaście dni kampanii będzie pan się pojawiał na konwencjach, wiecach poszczególnych kandydatów?

Oczywiście, że tak. Chętnie udzielę pomocy naszym kandydatom, jeśli tylko będą takie zaproszenia, to postaram się pomóc.

Jak pan ocenia umiejętność wykorzystania posłów do PE w kampanii? Na wieczorze wyborczym Bronisława Komorowskiego Dariusz Rosati narzekał, że chciał się zaangażować, ale nie było odzewu. Teraz jest inaczej?

To zależy od indywidualnych chęci. Jeśli jakiś europoseł chce się włączyć w kampanię, to nie musi czekać na sztab, tylko może sam się zaangażować. Ale ja zawsze powtarzam moim koleżankom i kolegom w Brukseli, że to tutaj są nasze obowiązki, że zostaliśmy wybrani w konkretnym celu i musimy być na komisjach, na grupach, na posiedzeniach.

Za to dostajemy pieniądze i to nasz obowiązek. Dopiero jak je wypełnimy, to możemy pomagać w Polsce, ale nie możemy zaniedbywać obowiązków.

Uda się Platformie nadrobić dystans? Bo on nadal jest duży, a czasu na pościg coraz mniej.

Na pewno mamy jeszcze dużo do zrobienia. Wydaje mi się, że powolutku, choć pewnie za wolno, zbliżamy się do naszego głównego konkurenta. Pytanie, jak będzie wyglądała końcówka kampanii. Czy ona może być jeszcze bardziej brudna i niemerytoryczna? Wydaje mi się, że może. Ze szkodą dla naszego kraju, bo jak nie walczy się merytorycznie, to pozostaje gra na emocjach, całkowicie niezwiązana z tym, jak ma wyglądać ustrój w naszym kraju.

A to jest pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć: jakiej Polski chcemy po wyborach. Czy ona ma być zamknięta i ksenofobiczna, czy otwarta na świat, rozwijająca się i mająca swoje miejsce w Europie. Na to pytanie odpowiemy sobie 25 października, ale rzeczywiście zostało mało czasu na to, by przekonać naszych obywateli do tego, że pod rządami PO Polska rozwija się w naprawdę dobrym kierunku.

Zaszkodził wam temat uchodźców?

Oczywiście, że nie. Ten temat nie działa ma korzyść całej Unii Europejskiej, ale powinniśmy byli się tym zająć już cztery lata temu, kiedy zaczął się kryzys w Syrii. Ale chyba liderzy na całym świecie postanowili nie zauważać, że tam jest wojna i w tym jest problem.

Pytam o kontekst wyborczy, polski. Ten temat działa na korzyść PiS, a szczególnie Korwin-Mikkego.

To nieracjonalne. Trzeba się zastanowić nad tym, co się dzieje. Te osiem tys. uchodźców to jak kropla w morzu. Przypominam, że przyjęliśmy ponad 80 tys. Czeczenów. Kiedy konflikt tam się uspokoił, oni wrócili. Mówimy o dużo mniejszej liczbie ludzi, którzy potrzebują pomocy, a gra na emocjach jest dużo, dużo większa. Jeśli mielibyśmy pomóc tej garstce ludzi, to można to instytucjonalnie zrobić tak, że zwykły Polak nawet tego nie zauważy.

To na koniec: ile procent PO zdobędzie 25 października?

Liczę, że wynik będzie zbliżony do PiS, że różnica będzie nieduża. Dopiero wtedy będzie się decydowało, jak będzie wyglądał rząd. Ale nie chcę jeszcze podawać dokładnych liczb.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...