W ośrodkach dla uchodźców Czeczenów jest najwięcej
W ośrodkach dla uchodźców Czeczenów jest najwięcej fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

To nowy argument zwolenników przyjęcia syryjskich uchodźców w Polsce. ”Zobaczcie, przecież kiedyś już przyjmowaliśmy muzułmanów. Nikt nie protestował. Nikt nie burzył się, że będą siać zagrożenie! A było ich niemal 90 tysięcy!” Tylu czeczeńskich uchodźców rzeczywiście przewinęło się przez Polskę - od lat 90-tych aż do dziś. Z całej UE to Polska w ostatnich latatch przyjęła od nich najwięcej wniosków azylowych. Tylko co z tego, skoro większość z nich i tak nie chciała i nadal nie chce tu zostać?

REKLAMA
Według oficjalnych danych, tylko w ciągu ostatnich 12 lat o nadanie statusu uchodźcy we wszystkich państwach Unii Europejskiej ubiegało się ponad 270 tys. Rosjan, z czego najwięcej na terytorium RP - ponad 70 tysięcy. 90 procent z nich stanowią Czeczeni. "Obywatele Federacji Rosyjskiej deklarujący narodowość czeczeńską od 15 lat stanowią najliczniejszą grupę narodowościową wśród osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy w Rzeczypospolitej Polskiej" - informuje Urząd ds. Cudzoziemców.
Dzień uchodźcy w Białymstoku, czeczeński zespół
Dzień uchodźcy w Białymstoku, czeczeński zespół Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja
Zalewu nie było, boom zaczął się po 2004 roku
Pierwsi pojawili się w 1994 roku wraz z wybuchem I wojny czeczeńsko-rosyjskiej. Uciekali przed wojną, ale trudno mówić o wielkim napływie. Tamtego roku wnioski o azyl złożyły zaledwie...dwie osoby. A do wybuchu II wojny czeczeńskiej w 1999 roku było ich raptem 181. Prawdziwy boom zaczął się dopiero w XXI wieku. Rekorodowy był rok 2013. Wtedy wnioski o azyl złożyło blisko 12,5 tys. obywateli Federacji Rosyjskiej. Głównie Czeczenów.

Z danych Urzędu ds. Cudzoziemców

Głównym czynnikiem wypychającym (push factor) w przypadku Rosjan jest zwykle konflikt zbrojny. Jednak czynnikami przyciągającymi (pull factors) są często zmiany w sytuacji prawno-międzynarodowej. W przypadku Polski było to przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 r. oraz rozszerzenie strefy Schengen w 2007 r. (…) Największy dotychczas wzrost liczby rosyjskich wnioskodawców miał miejsce w 2013 r. i jest wiązany z wejściem w życie wyroku Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Niemiec zrównującego świadczenia socjalne dla uchodźców z wypłacanymi obywatelom niemieckim.

Ale zdecydowana większość i tak wyjechała potem na Zachód. – Pierwsza fala wyjechała do Austrii, Norwegii, Danii. Część z tych, którzy zostali w Polsce, wróciła do Czeczenii. Część udała się do Czech, bo tam mieli rodziny. Z tych prawie 90 tys. uchodźców, którzy przyjechali do Polski zostało tylko 7-8 tysięcy ludzi – mówi naTemat Mamed Musthanov, Czeczen, który jako wolontariusz pomaga w Warszawie innym uchodźcom.
Fot. Urząd ds. Uchodźców
Sam przyjechał do Polski dwa lata temu. Pracował w Dumie Państwowej, był w partii opozycyjnej. Mówi, że zaczął mieć problemy i wtedy migrował do Polski. – Dla mnie najważniejsze było to, by było bezpiecznie. Zdecydowałem, że zostaję. Nie chcę jechać na Zachód – mówi. Świetnie mówi po polsku. W latach 90. z Polski do Belgii wyjechała m.in. jego ciotka. I świetnie sobie radzi.
Mamed Musthanov nie dziwi się, że wtedy w Polsce nie było takiej dyskusji o uchodźcach, jak dziś. Że nikt w UE nie groził zamknięciem granic, nie zastanawiał się, czy trzeba pomagać, czy w ogóle przyjmować uchodźców i w jakich ilościach uchodźcom. – W tamtym czasie nie było tego, co dzieje się teraz. Nie było Państwa Islamskiego. Nie było religijnych wątków. To była wojna między Rosją i Czeczenią, wojna o wolność. W Polsce inaczej na to patrzono niż na Bliski Wschód – mówi.
Tylko rodziny z dziećmi, młodzi zostali na wojnie
Jak powiedział portalowi braci Karnowskich Adam Borowski, szef Komitetu Polska-Czeczenia, do Polski przyjechały głównie rodziny, samotne kobiety z dziećmi, osoby starsze. Młodzi mężczyźni zostali na wojnie. Czy to też mogło mieć wpływ na postrzeganie uchodźców? Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców mówi, że mężczyźni też przybywali do Polski. – Przede wszystkim przyjeżdżały i przyjeżdżają nadal duże, wielodzietne rodziny. Trudno jest nie odnieść wrażenia, że są to głównie kobiety i dzieci, skoro czeczeńska rodzina z czwórką dzieci to coś zupełnie normalnego – mówi.
Urząd ds. Cudzozemców

Wydział Informacji o Krajach Pochodzenia (WIKP) Departamentu Postępowań Uchodźczych UdSC sporządził profil obywateli Rosji ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy w RP deklarujących narodowość czeczeńską. Wynika z niego, że do 2000 r. wśród wnioskodawców dominowali samotni mężczyźni. W następnych latach zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze rodziny, w tym wielodzietne (także kilkunastoosobowe), a także samotne matki z dziećmi. Jako miejsce pochodzenia większość tych osób podaje stolicę Czeczeni (Grozny) lub jego okolice.

Nie wszyscy się integrują
Sami Czeczeni mówią, że ci, którzy zostali z pierwszej fali, nieźle się zintegrowali, choć większość do dziś chodzi w tradycyjnych strojach, chustach, hidżabach. Najwięcej mieszka ich w Łomży, sporo w Łodzi, w Pruszkowie, ale też w Gdańsku, w Warszawie i pewnie innych miastach. Najczęściej prowadzą własną działalność. Jak mówi Mamed Musthanov, wielu trudni się handlem, głównie ubraniowym. Ale wielu sprzedaje też wśród Czeczenów mięso.
Mahmed Khalidov
Mahmed Khalidov fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta
Najsłynniejszy dziś z tamtych uchodźców to Mamed Khalidov. Dziś polski zawodnik mieszanych sztuk walki, mistrz w wadze półciężkiej. Do Polski trafił w 1997 roku. Miał wtedy 17 lat. Skończył studia, otrzymał polskie obywatelstwo, jest praktykującym muzułmaninem.
Adam Borowski, szef Komitetu Polska-Czeczenia

Przede wszystkim nie można mówić, że my tych ludzi „przyjęliśmy”. Owszem, wpuściliśmy ich w nasze granice, to prawda, ale z dzisiejszej perspektywy oni po prostu przejechali przez nasz kraj na zachód. (...)Wiele osób z tej fali chciało u nas zostać, ale było to niemożliwe, ponieważ nie zapewnialiśmy im takiej opieki jaką dostawali na zachodzie.  Czytaj więcej

Wszyscy wyjechali na Zachód, zostałam sama
Larisa, która pracuje w fundacji Ocalenie z Łomży, jest w Polsce od 11 lat. Przyjechała z falą 2004 roku – gdy Polska wstępowała do UE. Najpierw trafiła do Ośrodka w Dębaku, potem w Czerwonym Borze. A potem zapytano, dokąd chce jechać dalej – Łomża, czy Białystok. Wybrała Łomżę, bo tu były mieszkania w bloku, z łazienkami, które nie były wspólne.
Liczba osób, które w latach 2007-2015 złożyły w Polsce wniosek o nadanie statusu uchodźcy. Stan na 15 września 2015
Liczba osób, które w latach 2007-2015 złożyły w Polsce wniosek o nadanie statusu uchodźcy. Stan na 15 września 2015 Fot. Urząd ds. Uchodźców
Przyjechała z bardzo dużą rodziną, ale dziś w Polsce została sama. – Uciekliśmy przed wojną. Nasz dom w Groznym został kompletnie zniszczony. W Polsce byliśmy szczęśliwi, że jest cicho, nie ma bombardowań, że możemy spać spokojnie. Ale z czegoś trzeba żyć. Wkrótce wszyscy wyjechali do Belgii, Francji, Niemiec, Francji. Dziś mają pracę, pieniądze, mieszkania. Kontaktujemy się przez Skype’a. Ja zostałam. I nie mam nic. Nic nie osiągnęłam. Za to uwielbiam moją pracę – mówi.
Dyskusje, które toczą się w Polsce o uchodźcach, nie robią na niej dużego wrażenia. Mówi, że ona to już słyszała. W 2008 roku pierwszy raz spotkała się z tak ogromną niechęcią Polaków. – Już to przeżyliśmy. Słyszeliśmy: ”Czeczeni brudasy. My was tu nie chcemy”. Były wlepki w autobusach. Baliśmy się wychodzić na ulice. Skarżyliśmy się do sądu. Wreszcie wzięliśmy sprawy w swoje ręce – opowiada. Czeczeni zaczęli Polakom opowiadać o sobie. Organizowali warsztaty, tłumaczyli, dlaczego chodzą w chustach, opowiadali o tradycjach. – Dziś jest lepiej – mówi Larisa. Inni Czeczeni też mówią, że relacje z Polakami nie są złe.
Uciekają po cichu, w nocy, byle z Polski
Czeczeni wciąż do naszego kraju napływają, choć skala zupełnie już nie jest ta. Ale spośród wszystkich uchodźców, którzy przekraczają polską granicę, ich właśnie wciąż jest najwięcej. – Od początku roku przyjechało do nas 4,5 tysiąca obywateli Federacji Rosyjskiej. 80 procent z nich to Czeczeńcy. 1800 jest Ukraińców. Inne narodowości to 200, 300 osób i to tych najliczniejszych – wymienia Ewa Piechota.
W czerwcu UNHCR i Urząd ds. Cudzoziemców zorganizował dla dziennikarzy wyjazd do Terespola i Białej Podlaskiej, by pokazać, jak przekraczanie granicy przez uchodźców wygląda ”od kuchni”. Reportaż zamieściliśmy w naTemat.
Przejście graniczne, Terespol
Przejście graniczne, Terespol Fot. K.Zuchowicz
Tamtego dnia na przejściu kolejowym w Terespolu zatrzymano 96 osób niespełniających warunków wjazdu, głównie Czeczenów. Tylko ponad 30 osób zdecydowało, że chce ubiegać się o status uchodźcy. Gdy chodziliśmy po dworcowych korytarzach, obok nas czekały całe rodziny, mnóstwo dzieci. Na walizkach, torbach. Ilu z tych Czeczenów dotarło potem do ośrodka? Być może nawet żaden. Każdy na granicy wie, że większość przyjeżdża tylko po to, by uciec na Zachód.
– Nikt ich nie pilnuje. Mogą wyjść z budynku i udać się w siną dal. Zgodnie z ustawą my nic nie możemy zrobić oprócz przyjęcia wniosków. Informujemy ich jedynie, że powinni udać się do ośrodka, ale muszą tam dojechać na własną rękę – przyznał podpułkownik Artur Barej, komendant Straży Granicznej w Terespolu. I na własną rękę jadą przez Polskę. Byle do zachodniej granicy.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl