Troll zadręcza Pudelka w komentarzach. I zarabia na tym lepiej, niż opisywane na nim gwiazdy

Nie interesują go plotki z Pudelka, ale zarzuca sieć na ich czytelników
Nie interesują go plotki z Pudelka, ale zarzuca sieć na ich czytelników naTemat.pl
Komentarz Tomasza Terlikowskiego o niedozwolonym seksie analnym u katolików, Doda pogwałciła uczucia religijne Polaków, Lewandowski strzela gole, gdzie były pupa i biust Grycanek – czytając doniesienia z Pudelka 99,99 procent czytelników angażuje się w wojny światopoglądowe albo recenzuje urodę celebrytów. Jednak jest jeden, wyjątkowy, który z internetowego ruchu pod plotkami uczynił żyłę złota.


Tajemnicy „gość” niemal pod każdym postem na Pudelku zamieszcza jeden i ten sam tekst: "Już mnie to nie obchodzi od dawna zarabiam 14 tys. miesięcznie, nie ruszając się z domu. Niektórzy jak ja, już latami tak zarabiają Idealess.pl już nie muszą się zrywać do pracy, mędrcy"


Łatwy sposób za zarabianie w domu, praca zaledwie 2-3 godziny? Brzmi intrygująco, kliknąłem i ja. Na stronie bloger przedstawiający się jako Adrian Woźniak przekonuje, że odkrył sposób na genialne proste zarabianie w internecie. Wystarczy rozpocząć grę w ruletkę w internetowym kasynie. Jego „patent” polega na konsekwentnym obstawianiu czerwonego lub czarnego pola. Jeśli w danej kolejce przegrywasz w następnej zwiększasz stawkę dwa razy. „System gry” ma gwarantować nawet 1000 euro wygranej dziennie. Tyle reklamy.

Gra w naiwniaka
Jednak potwierdzam, pan Adrian odkrył łatwy sposób na zarabianie. Nie polega on jednak na grze w kasynie tylko na naganianiu kasynom naiwniaków, którzy będą to robić. Za każdego zarejestrowanego klienta rzekomy bloger otrzymuje nagrodę. To prowizja sięgająca 30 do nawet 50 procent zysku kasyna ugranego na „dostarczonym kliencie”. A niektóre z internetowych kasyn, które intensywnie poszukują graczy w Polsce płacą te prowizje latami, tak długo, dopóki internetowy hazardzista jest w stanie przegrywać kolejne kwoty. Tak naprawdę praca „Adriana z Berlina” polega na tym, żeby unikając interwencji wydawców Pudelka publikować swoje komentarze jako pierwsze pod tekstami, ewentualnie klikając przycisk „kciuk w górę” utrzymywać je jak najwyżej w serwisie.

Sam system to ściema. Gry internetowych kasyn opracowane są na podstawie rachunku prawdopodobieństwa, a ten zawsze jest przeciwko graczowi. Co zgrabnie opisał Maciej Karsznia, wykładowca finansów, bankowiec i bloger.

Najśmieszniejsze jest to, że w przechwałki "gościa" o zarobkach wcale nie muszą być przesadzone. Pudelek generuje około 200 mln odsłon miesięcznie i ma 2 mln użytkowników. Jeśli zaledwie jeden na tysiąc czytelników zagra ruletkę i przegra 5 euro, na koncie cwanego komentatora wylądowałoby 3 do 5 tys. euro. Oczywiście z pominięciem fiskusa, bo internetowe kasyna mają już dziesiątki sposobów na dyskretną wypłatę zysków. Na przykład przy większych kwotach przysyłają kartę kredytową. Ewentualnie zysk można zadeklarować w urzędzie jako osiągnięty z prostytuowania się. Przypomnijmy, że w tym roku powstała pierwsza oficjalna interpretacja podatkowa, która zalegalizowała kupno domu za pieniądze z nierządu. Zostały one zwolnione z podatku dochodowego oraz 75-procentowego podatku od nieujawnionych źródeł dochodu.
Tańczący z promocjami
Rozpowszechnione w serwisach internetowych programy partnerskie polecające produkty i usługi innych instytucji to dla wielu sposób na życie. Według raportu Money.pl, najlepsi w tej branży zarabiają nawet 150 tys. zł miesięcznie. Każdy by tak chciał, dlatego znajdziecie już dziesiątki poradników o tym, jak zarabiać w internecie. Na ogół sprowadzają się do tego, że trzeba znaleźć naiwniaków gotowych kliknąć w ramkę i podać swoje dane osobowe. Serwis, który na co dzień straszy wysokimi kosztami ZUS, w krzykliwej ramce poleca „zwolnienie z ZUS dla małych firm”. Klikasz, a tam, bank oferuje sfinansowanie ZUS dla mikroprzedsiębiorcy w zamian za założenie konta i otwarcie linii kredytowej. A pieniążki już lecą na konto "partnera".


W ten sposób wykreowali się także mistrzowie porad o domowych finansach. Szereg blogów polega na zgrabnym opisywaniu promocji banków i podpinaniu do tekstów linku do promowanego produktu. Na jednej takiej akcji autor chwalił się, że zarobił kilkadziesiąt tysięcy złotych, zapraszając do rzekomo atrakcyjnej lokaty ponad 1000 osób. Brawo. Nie dziwię się, że niedawno zaczęła go sponsorować jedna z organizacji bankowych.

Pisałem już o samonakręcającym się rynku i ludziach, który świetnie zarabiają na udzielaniu porad o zarabianiu. Szefem wszystkich szefów okazuje jednak autor pod pseudonimem Mr. Złotówa, przekonujący, że z premii za założenie darmowego konta, kart kredytowych, moneyback itp. „zarobił” kilka tysięcy złotych i iPada. Tak ograć chciwe banki, bohater! To wszystko oczywiście może być prawdą. Obok zamieszczanych reklam zapomniał dodać, że aby otrzymać promocyjnego iPada, trzeba było ulokować w jednym banku „tylko"180 tys. zł na dwa lata i na niewysoki procent. W innej lokacie kupiłby go z odsetek po roku.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl