
Mają po dwadzieścia kilka lat. Dopiero startują na swojej drodze zawodowej. Wchodzą w swoje pierwsze poważne związki. Mają głowy pełne pomysłów i marzeń. Często nie zderzyli się jeszcze z murem szarej rzeczywistości, który teoretycznie może pozbawić ich energii. Jak widzą siebie za 10 lat? – Po pierwsze, to trzeba dużo marzyć i ja to robię – usłyszałam.
– Wyobrażam sobie, że coś będzie i tak się dzieje – powiedziała w rozmowie z nami Marta – Dążę do tego, żeby to, co zaprojektuję w swojej głowie, stawało się prawdą. Mam dużo małych celów i marzeń i staram się je spełniać. Robię listy zadań na przyszły tydzień, ale też plany na przyszły rok. Realne życie i obowiązki toczą się jednym torem, który mam nadzieje prowadzi do spełnienia tych wielkich marzeń.
Paweł zdecydowanie mniej mówi o marzeniach, ale ma swoje minimum – 5 tysięcy złotych na rękę. Jeżeli mam mieć rodzinę, to nawet tyle byłoby zapewne za mało. Mam dość wysokie wymagania wobec tego, co chciałbym zapewnić swoim najbliższym. Za 10 lat będę miał stałą pracę, bo nie jestem raczej typem, który skacze z kwiatka na kwiatek. Wolę stabilizację – tłumaczy.
Paweł ma 21 lat i kiedy mówi o tym, jak będzie wyglądać jego życie za dekadę, skupia się przede wszystkim na rodzinie – Na pewno chcę mieć dzieci. Widzę po moich rodzicach, jak dobrze jest im z tym, że przed 50-tką mają dorosłego syna. Też bym tak chciał. Chciałbym być przy tym w stałym związku, aby dzieci miały pełną rodzinę. Sam przez chwilę takiej nie miałem i wiem, jak jest to ważne – stwierdza.
Ostatnimi czasy słyszymy najgłośniej o tym, że młodzi ludzie nie chcą się angażować w związki. Badania pokazują, że 23 proc. Polek w wieku 18-45 lat nie chce urodzić dziecka. Są kobiety, które otwarcie o tym mówią. Kiedy jednak pytaliśmy młodych ludzi, jak widzą siebie za 10 lat, większość z nich stawiała, o dziwo, właśnie na rodzinę. Podobnie jak Paweł, Paulina upatruje swojego szczęścia w bliskich. Ma 24-lata i niemałe doświadczenie zawodowe, kończy właśnie studia. Owszem, na najbliższą dekadę ma także plany związane z pracą, jednak to rodzina jest priorytetem.
Za 10 lat będę mieszkała w swoim pięknym domu z mężem i dwójką lub trojką dzieci. Będę pomagała ludziom, a godziny mojej pracy będą elastyczne tak, żebym mogła zająć się dziećmi i poświęcić im wystarczająco dużo czasu. Oczywiście będę zarabiała takie pieniądze, które pozwolą mi na spokojne i bezstresowe życie i umożliwią spełnianie moich zachcianek. Możliwe, że całkowicie zmienię branżę z reklamy i marketingu na aranżację wnętrz. Będę też pisała, robiła notatki z życia, spostrzeżenia, które staną się pamiątką dla moich dzieci i wnuków.
Młodzi ludzie, z którymi rozmawialiśmy, widzą swoją przyszłość w pozytywnych barwach. Zdają sobie jednak sprawę, że nie bierze się to znikąd. Są świadomi wysiłku, który muszą włożyć we własne szczęście. Wielu z nich jest "tytanami", którzy nawet jeśli nie muszą, pracują. Ania ma 25 lat. Pracuje, ciągle się uczy, szuka nowych doświadczeń. Chociaż wiele ją to kosztuje, wierzy, że warto.
Marzenia są piękne. Często to one trzymają nas w pionie. Ważne jest jednak znalezienie równowagi pomiędzy nimi, a rzeczywistością. Tylko realizacja własnych założeń pozwoli dojść do określonych celów. Jak widzimy siebie za 10 lat? Zapewne w glorii i chwale. Dla jednego to oznacza sukces zawodowy, dla drugiego rodzinę, dla trzeciego pieniądze. Jak możemy sprawdzić czy to się uda? Napiszmy do siebie list i otwórzmy go za 10 lat. Ciekawe czy uda nam się zrealizować wszystkie plany.
Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl
