
Polska reprezentacja sportowców nie może w pełni cieszyć swoim sukcesem. Igrzyska w Rio miałaby bowiem pochłonąć ogromne pieniądze – a wszystko przez wygórowane ceny biletów lotniczych. Komitet prosi o wsparcie ministra sportu i LOT.
REKLAMA
Budżet na Igrzyska nie pokryje kosztów przelotów, to już pewne – te miałyby wynieść ok. 8 mln złotych. Sportowcy ustalili, że za jeden bilet do Rio trzeba by zapłacić od 10 do 12 tys., a na zawody wybiera się niemal 500 osób.
Wyjść z patowej sytuacji miałoby pomóc Ministerstwo Sportu. Adam Korol, szef resortu, nie chce jednak składać wiążących deklaracji. Zaznacza jednak, że nie wyobraża sobie, by z takiego powodu nasi sportowcy nie dojechali na Igrzyska.
Inne rozwiązanie to negocjacje cen biletów z LOT-em. A ten od jakiegoś czasu boryka się z problemami – pójście olimpijczykom na rękę nie wchodzi w grę. Oddanie samolotu czarterowego w okresie wakacyjnym byłoby bowiem sporą finansową stratą. W zamian LOT może jednak zaproponować przelot samolotami jednej z linii zrzeszonych w Star Alliance albo własnymi – wtedy podróż zakończy się w Nowym Jorku albo Chicago. Tam olimpijczycy przesiądą się do innej linii.
– Trzeba poważnie przemyśleć system wysyłania reprezentacji, bo powoli staje się to mission impossible – mówi w rozmowie z "Wyborczą" sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński. – Jesteśmy jedynym komitetem olimpijskim w Europie, który jest na własnym rozrachunku i nie korzysta z pomocy budżetu państwa. Wszystkie inne są organizacjami, których budżet od kilkudziesięciu do nawet stu procent pochodzi ze źródeł państwowych, czyli z podatków obywateli – dodaje. Od 2014 r. komitet borykał się z długami w wysokości 5 mln zł, niedawno zostały one spłacone.
Krzesiński zaznacza, że nie chodzi o przewiezienie sportowców za darmo, ale o rozsądne rozwiązanie,
Źródło: sport.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
