Jan Tomaszewski
Jan Tomaszewski Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Tuż przed Euro, kiedy wszyscy trąbią o dobrej atmosferze i nawołują do wspierania reprezentacji, kompletnej dewaluacji uległ Klub Wybitnego Reprezentanta. Organizacja zrzeszająca zawodników posiadających przynajmniej 60 występów w kadrze. Z założenia – absolutna elita. Do której nie łapie się nawet Jerzy Dudek. Ale... no właśnie. Elita? „Hall of fame” polskiego piłkarstwa? Bez Jana Tomaszewskiego?

REKLAMA
O tym, że „Tomek” lubi przeginać, nie trzeba nikogo przekonywać. Ranking jego medialnych wystrzałów dałoby się sporządzić bez gruntownego researchu w kilkanaście minut. Wielu przestało do niego podchodzić poważnie, a część traktuje z przymrużeniem oka na zasadzie - „a, niech sobie gada. Po burzy i tak musi przyjść słońce”. Ale to wszystko spowodowane jest bardziej formą, niż treścią poglądów pana Janka. Słowo „dyplomacja” nie należy i nigdy nie będzie należało do jego języka. Liczy się ekspresja, mocne słowa i takie „walnięcie”, żeby przekaz odbił się jak najszerszym echem. A najlepiej – takim, które wylegnie nawet poza granice Polski. Przemek Rudzki (Canal+ i Fakt) wspominał kiedyś, jak wybrał się ze znajomym angielskim dziennikarzem na wywiad z Tomaszewskim i ten właśnie Anglik, po wyłączeniu dyktafonu, stwierdził, że w jego kraju „Tomek” byłby gwiazdą showbiznesu i zarabiałby miliony.
Ale mieszka w Polsce i jest kukłą w medialnym cyrku.
Dziennikarze – króluje tu TVN24 – starają się go na każdym kroku deprecjonować za słowa, że wstydził się gry w reprezentacji Polski i na Euro będzie kibicował Niemcom. Więc pytam – po pierwsze, co złego jest w kibicowaniu naszym niemieckim sąsiadom? Reprezentacja jak każda inna – Słowacja, Dania czy Włochy – choć wielu z was pewnie podświadomie się wzburzy. I druga sprawa – istotniejsza - wspomniany wstyd. No, tu Tomaszewski odrobinę się zagalopował, bo chodziło mu zapewne o to, że żal mu, iż w takiej koszulce jak on kiedyś, biegają dziś „farbowane lisy”, czyli oportuniści z innych państw, którzy do niedawna nie chcieli mieć z Polską nic wspólnego. Dajmy już nawet spokój spasionemu Boenischowi, ale jeśli Obraniak po trzech latach w reprezentacji Pol... PZPN odpowiada PO FRANCUSKU, że jest stuprocentowym Polakiem, ale język taki trudny, gramatyka nie do przyswojenia i w ogóle, to to jest w porządku? Jeśli Eugen – prosi, żeby nazywać go „Ojgenem” - Polanski wprost mówił, że chce grać dla Niemiec, a nagle mu się odwidziało, bo potrzebował czasu, to powinien funkcjonować na takich zasadach jak Szczęsny czy Wasilewski? Przepraszam bardzo, ale mnie tłumaczenie, że „ma paszport”, nie przekonuje.
Tomaszewski przegiął, mówiąc, że wstydzi się koszulki, bo akurat za jego czasów nie była ona szmacona. Gdyby ubrał swoje opinie w delikatniejsze słowa, dziś nie byłby gwiazdą tych wszystkich „one man shows”.
Cała ta sytuacja nie spodobała się Władysławowi Żmudzie – wróć! – działaczom PZPN, którzy wysłużyli się Żmudą i nakłonili go, aby złożył wniosek o usunięcie Tomaszewskiego z grona wybitnych reprezentantów. Nagle w zapomnienie poszło słynne zatrzymanie Anglii i wybronienie dwóch karnych na mundialu w Niemczech. 63 mecze w kadrze? A co tam. Nie liczą się zasługi, liczą się poglądy. A jak one nie odpowiadają działaczom – wyjazd! Trzeba potakiwać PZPN-owskiej wierchuszce.
Wiecie, co w całej tej szopce jest najlepsze? Że Tomaszewski sam się chciał wypisać z Klubu Wybitnego Reprezentanta, ale usłyszał, że się nie da. To raz. A dwa – Żmuda przyznał, że decyzję o usunięciu „Tomka” konsultował z większością członków KWR. Nie, nie konsultował z nikim poza Grzegorzem Latą. Chciał facet skompromitować swojego byłego kolegę z reprezentacji, a sam wyszedł na perfidnego kłamcę.
I skompromitował cały ten śmieszny klub, który na naszych oczach traci właśnie swój sens. Był Klubem Wybitnego Reprezentanta, a jest Klubem Wybitnych Lizusów. Hmm... A może by tak zmienić zasady? Zrezygnujmy z tych 60 meczów, wprowadźmy na przykład test na poglądy. Co wy na to?