
Ostatnio coraz częściej w mediach ukazują się informacje o tym, że w naszym kraju brakuje rąk do pracy, a bezrobocie staje się znikomym problemem. Czy rzeczywiście tak jest i ile to twierdzenie ma wspólnego z rzeczywistością? Patrząc na tematykę zakończonej niedawno kampanii wyborczej można było odnieść wrażenie, że zagadnienie to wygląda inaczej, wszak jednym z głównych tematów było to jak skutecznie rozruszać gospodarkę, a przez to także rynek pracy. Powstaje pytanie, jak sytuacja wygląda z punktu widzenia zwykłego człowieka. Czy zgłaszając się do urzędu jest on odprawiany z kwitkiem, czy też może przebierać spośród mnóstwa ofert?
We Włocławku jest duże bezrobocie? Mimo to brakuje chętnych do pracy
W Wałbrzychu zabrakło…bezrobotnych.
W przywołanym na wstępie mieście dużym bodźcem dla miejscowego rynku pracy było powstanie specjalnej strefy ekonomicznej. W tamtejszych fabrykach brakuje m. in. monterów, operatorów wózków widłowych i szwaczy. Ci ostatni mogą liczyć na zarobek w wysokości minimalnego wynagrodzenia, czyli 1750 zł brutto. Niekoniecznie trzeba mieć odpowiednie kwalifikacje, firmy razem z urzędami pracy zapewniają odpowiednie przeszkolenie. Jakkolwiek praca ta nie jest łatwa, odbywa się na 3 zmiany, oferuje początkowo umowę tymczasową i odbywa się przez 8 godzin cały czas w pozycji stojącej.
W Inowrocławiu miejscowy urząd już dwukrotnie bezskutecznie próbował znaleźć pracowników na posadę w straży miejskiej. Wymagane było średnie wykształcenie, nienaganna opinia i zaświadczenie o niekaralności. Podczas rekrutacji sprawdzana była sprawność fizyczna oraz szczegółowa znajomość ustawy o strażach gminnych. Spośród nielicznych kandydatów nie wybrano nikogo.
Nie ma chętnych do pracy. Liczba ofert w urzędach ciągle wzrasta
W Zakopanem Ministerstwo Skarbu Państwa nie może znaleźć kandydata na objecie stanowiska dyrektora jednej z miejscowych spółek – Polskie Tatry (składają się na nią m. in. hotele i aquapark). Wynagrodzenie to, bagatela! 14 000 zł brutto miesięcznie. Wymagania nie wprawiają w osłupienie. Wystarczy pięcioletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym i zaświadczenie o niekaralności. Sęk w tym, że osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje niekoniecznie są zainteresowane pracą za, z ich punktu widzenia, tak niewielkie pieniądze.
Wiesław Drożdżyński, wicedyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Olsztynie, czyli obszaru gdzie słupki bezrobocia są najwyższe w kraju, też zauważa znaczącą poprawę. W całym Warmińsko-Mazurskim jeszcze w zeszłym roku było zarejestrowanych 98 139 osób, teraz jest to 80 600, czyli o 17 500 mniej. Ok. 9 proc. to osoby z wyższym wykształceniem, jeżeli są absolwentami studiów technicznych z urzędu wyrejestrowują się maksymalnie do pół roku. Gorzej z absolwentami studiów humanistycznych w rodzaju politologii, socjologii i im podobnych. Ci tradycyjnie mają dużo ciężej, a znaczny odsetek wśród nich to absolwenci studiów licencjackich.
Jak widać z powyższego sytuacja na rynku pracy jest mocno zróżnicowana. Zależnie do kogo się zwrócimy uzyskamy obrazy, które nieraz różnią się od siebie diametralnie. Niemniej warto zwrócić uwagę na to, że chyba rzeczywiście dla osób szukających pracy rozpoczynają się nieco lepsze czasy, gdy niekoniecznie będą już skazani na minimalne wynagrodzenie i wymagania, którym bez wieloletniego stażu w danym zawodzie trudno podołać.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
