
Coroczny pokaz duetu Paprocki i Brzozowski przyciągnął tłumy znamienitości – począwszy od wielkich gwiazd telewizji, poprzez celebrytki, a kończąc na tych, którzy mają aspiracje gwiazdami się stać. Relacja jednego z zaproszonych gości nie pozostawia na tych ostatnich suchej nitki.
Paprocki & Brzozowski to stały punkt programu w kalendarzu każdego szanującego się celebryty. Pokaz odbył się 19 listopada w Arkadach Kubickiego, gdzie projektanci zaprezentowali swoje dzieła na najbliższy sezon wiosna/lato. W związku z rangą tego wydarzenia modowego każdy chciał zabłysnąć i zostać zauważonym przez fotoreporterów. Tylko jak to zrobić z drugiego czy trzeciego rzędu? Odpowiedź jest jedna: Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. I łokcie.
Wisienką na torcie są moi faworyci czyli tzw. pół-ryje (dziękuję fotoreporterom za to słowo-klucz), którzy korzystając z chwili nieuwagi zajmują front row, mimo że nikt nie jest w stanie powiedzieć kim są.
Pomimo że miejsca w pierwszym rzędzie, będące obiektem pożądania aspirujących supernovych, są podpisywane imieniem i nazwiskiem zaproszonego gościa i tak nie gwarantuje to, że karteczka w magiczny sposób nie zniknie. Jak relacjonuje Piotr Grabarczyk, który obserwował liczne taktyki "pierwszorzędnych" łowców, dla osiągnięcia celu zdolni są do naprawdę wymyślnych i poniżających rozwiązań. Począwszy od mało wyrafinowanego posadzenia 4 liter na czyimś nazwisku, aż do żebrania o krzesełko, które "a nuż jest wolne".
Ja byłem światkiem, jak jedna pani typu „pół-ryj” (genialne!) przyszła na pewien pokaz mody z osobistą karteczką, na której napisała swoje nazwisko. Tak mnie to zafascynowało (bardziej niż szmaty, wiadomo), że śledziłem jej poczynania. W odpowiednim momencie podmieniła rezerwacje i mogła z dumą oglądać pokaz z pierwszego rzędu. Full profeska.
Potencjalny karierowicz i złodziej krzesła najpierw bada sytuację, patrzy, gdzie siedzą cele fotoreporterów, po czym robi wszystko, by niepostrzeżenie zasiąść w ich gronie. W tym celu potrafi kartkę ukryć lub nawet przynieść własną. A potem, przy zachowaniu wszelkich fachowych min krytyka mody, będzie wdzięczył się w stronę kamer. Jak gdyby nigdy nic.
Do siedzących przede mną Joanny Horodyńskiej i Tomasza Jacykowa podeszła znana z telewizji seksowna blondynka i bez cienia zakłopotania zapytała: „Agnieszka będzie? Kurczę, bo gdyby jej nie było to ja bym usiadła!”
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
