Pokaz "64x45" duetu Paprocki i Brzozowski odbył się w Arkadach Kubickiego w Warszawie.
Pokaz "64x45" duetu Paprocki i Brzozowski odbył się w Arkadach Kubickiego w Warszawie. Fot. Screen/Onet tv

Coroczny pokaz duetu Paprocki i Brzozowski przyciągnął tłumy znamienitości – począwszy od wielkich gwiazd telewizji, poprzez celebrytki, a kończąc na tych, którzy mają aspiracje gwiazdami się stać. Relacja jednego z zaproszonych gości nie pozostawia na tych ostatnich suchej nitki.

REKLAMA
Jeszcze nie opadły emocje po szarży warszawskich VIP-ów na pokazie Balmain dla H&M, o którym w naTemat pisaliśmy, a już mamy kolejny popis "szyku i klasy" w ich wykonaniu. Tym razem na pokazie sławnego polskiego duetu projektantów poszło o "gorące krzesła", czyli miejsca w pierwszym rzędzie wśród gwiazd, przy których można ogrzać się w blasku fleszy.
Modele przy wybiegu
Paprocki & Brzozowski to stały punkt programu w kalendarzu każdego szanującego się celebryty. Pokaz odbył się 19 listopada w Arkadach Kubickiego, gdzie projektanci zaprezentowali swoje dzieła na najbliższy sezon wiosna/lato. W związku z rangą tego wydarzenia modowego każdy chciał zabłysnąć i zostać zauważonym przez fotoreporterów. Tylko jak to zrobić z drugiego czy trzeciego rzędu? Odpowiedź jest jedna: Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. I łokcie.
Piotr Grabarczyk
Wypowiedź z bloga grabari.pl

Wisienką na torcie są moi faworyci czyli tzw. pół-ryje (dziękuję fotoreporterom za to słowo-klucz), którzy korzystając z chwili nieuwagi zajmują front row, mimo że nikt nie jest w stanie powiedzieć kim są.

Zawodowe "Pół-ryje"
Pomimo że miejsca w pierwszym rzędzie, będące obiektem pożądania aspirujących supernovych, są podpisywane imieniem i nazwiskiem zaproszonego gościa i tak nie gwarantuje to, że karteczka w magiczny sposób nie zniknie. Jak relacjonuje Piotr Grabarczyk, który obserwował liczne taktyki "pierwszorzędnych" łowców, dla osiągnięcia celu zdolni są do naprawdę wymyślnych i poniżających rozwiązań. Począwszy od mało wyrafinowanego posadzenia 4 liter na czyimś nazwisku, aż do żebrania o krzesełko, które "a nuż jest wolne".
Pat
wypowiedź jednego z komentujących

Ja byłem światkiem, jak jedna pani typu „pół-ryj” (genialne!) przyszła na pewien pokaz mody z osobistą karteczką, na której napisała swoje nazwisko. Tak mnie to zafascynowało (bardziej niż szmaty, wiadomo), że śledziłem jej poczynania. W odpowiednim momencie podmieniła rezerwacje i mogła z dumą oglądać pokaz z pierwszego rzędu. Full profeska.

Pan tu siedział?
Potencjalny karierowicz i złodziej krzesła najpierw bada sytuację, patrzy, gdzie siedzą cele fotoreporterów, po czym robi wszystko, by niepostrzeżenie zasiąść w ich gronie. W tym celu potrafi kartkę ukryć lub nawet przynieść własną. A potem, przy zachowaniu wszelkich fachowych min krytyka mody, będzie wdzięczył się w stronę kamer. Jak gdyby nigdy nic.
Piotr Grabarczyk
wypowiedź z bloga Grabari.pl

Do siedzących przede mną Joanny Horodyńskiej i Tomasza Jacykowa podeszła znana z telewizji seksowna blondynka i bez cienia zakłopotania zapytała: „Agnieszka będzie? Kurczę, bo gdyby jej nie było to ja bym usiadła!”

W środowisku show biznesu mówi się o nich noname'y albo pół-ryje, być może ze względu na to, że oznaczą na Facebooku nawet pół swojej twarzy na zdjęciu u boku kogoś znanego. Inną interpretacją jest też po prostu metoda sięgania po laur sławy, na tzw. "krzywy ryj". Sam bankiet, często zwany kotletem, to dla nich darmowa wyżerka. Jednak to obszerny temat na oddzielny artykuł.
Nietrudno odgadnąć, że wspomniane popisy nie były wyjątkiem od reguły, ale raczej częstą praktyką na tego typu wydarzeniach. Organizatorzy są bezsilni wobec takich zachowań. To kolejny dowód na poziom ludzi, którzy za wszelką cenę chcą być w centrum uwagi i zaliczać się do zaszczytnego grona elit.

Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl