Car Mikołaj I chciał oddać większość "zbuntowanego" Królestwa.
Car Mikołaj I chciał oddać większość "zbuntowanego" Królestwa. Fot. Wikimedia Commons

Ciekawe spojrzenie na przyszłość Królestwa Polskiego miał car Mikołaj I. Kilka miesięcy po detronizacji, wiosną 1831 roku, gdy szala zwycięstwa nie przechyliła się jeszcze ostatecznie na korzyść żadnej ze stron, bił się z myślami, czy aby nie odpuścić władzy nad większością ziem polskich. I to sam z siebie...

REKLAMA
Wiosną 1831 roku rosyjski władca dał upust swojej głębokiej frustracji, w którą wprawił go wybuch ogólnonarodowego polskiego zrywu. Jeszcze półtora roku wcześniej, w Warszawie, z dumą nakładał na skroń królewską koronę. Teraz, w napisanym przez siebie memoriale, jasno stwierdzał, że "Polska była zawsze rywalką i najbardziej z nieubłaganych wrogów Rosji". Nawet jeśli zaraz po 1815 roku, kiedy powstała tzw. Kongresówka, Polacy byli wiernymi poddanymi.
– Wszystko, co zaszło i co się dzieje jeszcze w Polsce, dowodzi oczywiście, że chwila wspaniałomyślności minęła, niewdzięczność Polaków uczyniła ją niemożliwą, a w układach, które będą jej (Polski) dotyczyć, wszystko winno być w przyszłości podporządkowane prawdziwym interesom Rosji – pisał car.
Konkluzja była wyjątkowo gorzka, przynajmniej dla władcy rosyjskiego imperium: Rosja nie może wyciągnąć z Polski, takiej jaka jest, żadnej prawdziwej korzyści. Mało tego, "nie ma na przyszłość dla cesarstwa żadnej gwarancji spokojnego posiadania tego kraju".

Memoriał Mikołaja I ws. ziem polskich

Kraj ten nie daje niczego cesarstwu. Przeciwnie, może istnieć tylko dzięki stałym ofiarom ze strony cesarstwa, dzięki którym może zaspokoić potrzeby swojej administracji. Jest więc więc przekonywające, że korzyści z owego niedogodnego posiadania są żadne, niewygody wielkie, nawet niebezpieczne.

W przekonaniu Mikołaja I, wybuch powstania uwydatnił wiele palących problemów rozległego imperium. – Rzucając spojrzenie na mapę można by się przerazić widząc granice polskiego terytorium cesarstwa dotykające prawie Odry, podczas gdy flanki cofnięte są aż do Niemna i Bugu, aby oprzeć się o Bałtyk w pobliżu Połągi, a o Morze Czarne w pobliżu ujścia Dunaju. Wygięcie to wymaga całej armii, aby utrzymać je w posłuszeństwie – czytamy w memoriale.
Co zdecydować, jakże tu zaradzić? - pytał car. I zaraz podawał gotową odpowiedź: Rosja powinna zachować przy sobie tylko mniejszą część "zbuntowanych ziem", pod warunkiem, że uda się je doprowadzić na porządku. Resztę obszary Królestwa trzeba scedować na rzecz innego zaborcy - Prus.

Memoriał Mikołaja I ws. ziem polskich

Należy ogłosić, że honor rosyjski został w pełni usatysfakcjonowany przez zwycięstwo nad Królestwem, ale że Rosja nie ma żadnego interesu w posiadaniu prowincji, której niewdzięczność okazała się tak widoczna; że prawdziwe interesy nakazują jej ustalić swe granice na Wiśle i Narwi, że opuszcza resztę jako niegodną należenia do niej, pozostawiając swym sprzymierzeńcom troskę o uczynienie z tego obszaru użytku, jakiego zapragną.

Czego dowodzą powyższe słowa cara? Według Jerzego Łojka, autora "Szans powstania listopadowego", notatka z wiosny 1831 roku zasługuje na uwagę z wielu powodów. Przede wszystkim pokazuje ewolucję poglądów zdetronizowanego trzy miesiące wcześniej (w styczniu) przez Polaków władcy, dla którego dalsze utrzymywanie ziem polskich było "nie na rękę", skoro - jak pisał car - "interesy rosyjskie nie godzą się z istnieniem Królestwa Polskiego, takiego, jakie utworzono w roku 1815".
Mikołaj I nie tylko nie widział szans na całkowite stłumienie polskiego zrywu niepodległościowego, ale i zapobieżenie podobnym walkom w przyszłości. Groźba ich wybuchu miała tu znaczenie zasadnicze.
– Chciał zachować jedynie nieznaczną część ziem polskich i przyznać im tytuł Królestwa, oddając resztę Prusom. Trochę co prawda śmiesznie i dziwacznie wyglądało w koncepcji Mikołaja owo projektowane "Królestwo Polskie", złożone z województwa lubelskiego, ale nie o to w końcu chodzi. Decyzja wyzbycia się ziem, uzyskanych przecież w pojęciu cesarza "prawem zwycięstwa" i "po wieczne czasy", była dowodem jego zasadniczego psychicznego przełomu. Był gotów zadowolić się jedynie pozorami moralnego sukcesu - pisze Łojek.
W jego opinii, oddanie dwóch trzecich terytorium Królestwa zarządowi pruskiemu (w celu połączenia z Wielkim Księstwem Poznańskim), przywracałoby sytuację sprzed 1807 roku, choć najpierw trzeba było uzyskać zgodę Berlina. 3 miliony Polaków obudziłoby się w nowej rzeczywistości - mając za władcę nie rosyjskiego cara, a króla Prus. Gdyby Fryderyk Wilhelm III się na to zgodził, musiałby udzielić Rosji pomocy wojskowej przy tłumieniu powstania.
Gdy Mikołaj I zastanawiał się dalszym losem "niewdzięcznych" ziem, Polacy walczyli bohatersko, ale znacznie liczebniejsza armia rosyjska i tak miała przewagę. Car mógł być prawie pewien końcowego zwycięstwa - dysponował przecież ogromną siłą militarną. Jeśli jego memoriał był oznaką słabości, to jedynie chwilową. Ale wtedy nawet chwila mogła zmienić bieg historii.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl