Liga Mistrzów - największe piłkarskie rozgrywki Europy
Liga Mistrzów - największe piłkarskie rozgrywki Europy fot. 1000goals.com

W gąszczu wszystkich informacji o Euro, zalewu fatalnego PR-u ze strony BBC i Sola Campbella czy politycznych utarczek Jana Tomaszewskiego, umknęła jedna dość ważna informacja. W tej chwili może nawet nie tak istotna, ale w kontekście najbliższych lat – jak najbardziej. Chodzi mianowicie o Ligę Mistrzów. A konkretnie o to, że będzie ona transmitowana przez TVP przez następne trzy sezony.

REKLAMA
I tak się zastanawiam, co mnie bardziej zniesmaczyło. Chamskie pomówienia ze strony Campbella czy właśnie ten news. Powiecie, że się uwziąłem, ale na samą myśl, że publiczna obsłuży nie tylko nadchodzące mistrzostwa, ale też najważniejszą klubową imprezę świata, nachodzi mnie ochota do wciśnięcia przycisku „mute” albo szukania zagranicznych kanałów. Wyobrażacie sobie? Koniec Euro, mija kilka tygodni i przed nasze uszy znów trafiają nietykalny relikt Szpakowski, wrzeszczący Iwański, usypiający Jasina i... ewentualnie ambitny Zawacki. Nie, nie liczę na ostatnią deskę ratunku, czyli Jacka Laskowskiego, bo jego TVP zakontraktowała jedynie na Euro.
Przemawia przeze mnie takie rozgoryczenie, bo obejrzałem ostatni mecz reprezentacji ze Słowacją i ręce opadały mi z każdą minutą coraz bardziej. Dariusz Szpakowski osiągnął apogeum swojej „formy” i chyba zaliczył „personal best” w ilości merytorycznych błędów. Już pomijam lapsusy przy czytaniu nazwisk – choć Wojtek Kowalczyk żartował, że niektóre nazwiska czyta na 18 sposobów, żeby mieć alibi, że poprawna wersja przecież pada! - chodzi mi o przygotowanie.
I tak, oglądając starcie ze Słowakami, człowiek dowiaduje się, że Maciej Żurawski grał w Hannoverze, a na boisko wchodzi Karim Gueda, choć jak byk ma na koszulce napis „Guede”. Ale mniejsza z tym, to jeszcze nic... Wbiega ten Guede i słyszymy, że to zawodnik Slovana Liberec. No, faktycznie Slovana, tyle że Bratysława. I to były, bo od stycznia gra w niemieckim Freiburgu. Czyli dzwoniło, ale nie w tym kościele i wygląda na to, że komentator rzucił okiem na kartkę ze składami, a następnie... ją wyrzucił i pojechał na rutynie.
Takich błędów jak ten Slovan było w sobotę multum i... właśnie, ta rutyna... Mówi się, że jak się nie rozwijasz, to się zwijasz i wygląda na to, że pan Dariusz nie ma ochoty zawrócić i co najgorsze ciągnie za sobą cały ten wózek pod szyldem TVP.
I tak się zastanawiam – co sobie myślą ci wszyscy eksperci – Majdan, Żewłakowowie, Dudek, Juskowiak? Przecież ci goście dostają zaproszenia z innych stacji, mają skalę porównawczą i przede wszystkim znają się na futbolu i nawet bez gruntownego przygotowania wiedzą, kto gdzie gra i jak się nazywa. Siadają w końcu obok Szpakowskiego i wbrew swojej woli (?) poszerzają swą wiedzę o tzw. football fiction. Bo – niestety – to, co Pan Darek opowiada, z „football reality” wiele wspólnego nie ma.

Od komentatora Telewizji Publicznej musimy wymagać szacunku dla widza, a ten szacunek objawia się profesjonalizmem. Szpakowski nie jest profesjonalistą, ponieważ niedostateczne interesuje się materią, o której opowiada. I w tym momencie mam w dupie, czy on pracuje w telewizji 30 lat czy 40, bo dzień, w którym przestał przygotowywać się do transmisji, a zaczął jechać na doświadczeniu powinien być jego dniem ostatnim. Facet ma głos, czuje rytm gry, ma to coś, że jak krzyknie „gooool” to włosy stają dęba, ale nie potrafię przejść obojętnie nad tym, że z każdym rokiem jest coraz większym piłkarskim ignorantem. CZYTAJ WIĘCEJ

Napisał do mnie przed kilkoma dniami jeden ze znajomych Szpakowskiego z pytaniem, właściwie prośbą, żeby traktować pana Darka delikatniej. Bo to legenda, świetnie przekazuje emocje (100% racji), ale źle reaguje na krytykę. Czyli w skrócie – można walić, jak w bęben, a „Szpak” obrazi się, będzie chodził nadąsany, ale wniosków nie wyciągnie. A jego wypowiedź na łamach „Polski The Times” - "mamy researcherów, ale to, co sam wypracuję, to moje. Pamiętajmy jednak, że widza można dziś łatwo zanudzić. Dziś widz siedzi w internecie, mnóstwo wie" - jest bezczelna. Przykro mi, panie Darku, może niektórych jeszcze daje się oszukiwać, ale po ostatnim meczu nie wierzę, że COKOLWIEK pan wypracowuje.
Autor jest dziennikarzem Weszlo.com