Pakiet demokratyczny. Co zostało z szumnych zapowiedzi?
Pakiet demokratyczny. Co zostało z szumnych zapowiedzi? Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Pakiet demokratyczny miał wprowadzić nową jakość do polityki, a przy okazji uciszyć opozycję, która z takim narzędziem miałaby poczucie, że ma jeszcze na cokolwiek wpływ. Iluzja tego szumnie zapowiadanego projektu właśnie rozwiewa się na naszych oczach. PiS nie spieszy się z zajęciem się wypełnianiem swojej obietnicy, a na dodatek chodzą słuchy, że zapowiadany pakiet demokratyczny wejdzie w końcu w życie, ale już nie w takim kształcie, w jakim miał. O co tu chodzi i gdzie ta "dobra zmiana"?

REKLAMA
Obiecanki-cacanki?
PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele szykował go od dawna. Podobno. Bo obserwując dzisiejsze dziwne ruchy partii rządzącej, trudno oprzeć się wrażeniu, że pakiet demokratyczny z priorytetowego projektu zszedł właśnie do rangi uciążliwej obietnicy, a tempo prac nad jego wprowadzeniem jakoś się ślimaczy. Pakiet demokratyczny w sytuacji, w której jedna partia ma sejmową większość to nie przelewki. Wręcz przeciwnie - znaczenie regulacji dających opozycji możliwość weryfikowania ekipy rządzącej jeszcze nigdy w historii polskiej polityki od roku 89. nie była tak ważna.
Śledząc losy tego pomysłu można jednak mieć uzasadnione wątpliwości odnośnie intencji posłów PiS, jak i dalszych losów samego pakietu. Wiele wskazuje na to, że z szumnych zapowiedzi nici, a zamiast realnego systemu do ukrócania swawoli sejmowej większości i kontrolowania kolejnych posunięć ekipy rządzącej, opozycja najprawdopodobniej dostanie niewiele wartą wydmuszkę.
Choć tuż po wyborach wszystko zdawało się iść w dobrą stronę, a sam Jarosław Kaczyński parokrotnie powtórzył, że osobiście dopilnuje, żeby opozycja miała coś do powiedzenia w tej kadencji Sejmu. – Pakiet demokratyczny będzie szczególnie ważny dla was, ale także dla nas. Przeprowadzimy go – mówił już po wygranych wyborach z sejmowej mównicy.
Jarosław Kaczyński, prezes PiS

[...]Jesteśmy gotowi nawet zrobić coś więcej. Wprowadzić pakiet demokratyczny, który będzie przecież umacniał pozycję formacji opozycyjnych. Próbowaliśmy to zrobić od lat. Ale nie mieliśmy większości. I teraz to zrobimy. Rząd, premier, będzie musiał stawać przed Sejmem raz na miesiąc i tłumaczyć się z różnych spraw. Odpowiadać na pytania, na trudne, często zaskakujące, pytania. Tak jak jest w Anglii. To jest potrzebne rządowi, społeczeństwo. My się kontroli nie boimy. Mamy uczciwe zamiary.

Pakiet demokratyczny był dobry tylko jak PiS było w opozycji
Pakiet demokratyczny nie jest niczym nowym. Kazimierz Ujazdowski z PiS już od 2010 roku był "twarzą" projektu. PiS dwukrotnie próbował przeforsować korzystne dla siebie zmiany sejmowego regulaminu. Za pierwszym razem posłowie Kaczyńskiego dostali kosza od Platformy i PSL. Koalicja rządząca uznała wówczas, że pakiet demokratyczny w kształcie, który proponowała formacja Kaczyńskiego może sparaliżować prace parlamentu, blokując Marszałka i Prezydium Sejmu.
Za drugim razem PO i PSL w ogóle nie rozpatrzyły projektu PiS, co w świetle dzisiejszych wydarzeń nie stawia opozycji w najlepszym świetle i jest niezłym argumentem dla PiS-u. Skoro ich projekt został odrzucony, to oni i tak w porównaniu z PO mogą odgrywać rolę wspaniałomyślnych posłów z nie lada gestem.
Tylko że wtedy PiS było opozycją, a proponowane rozwiązania miały ułatwić życie ugrupowaniu Kaczyńskiego. Teraz chodzi o usprawnienie pracy Platformy, Nowoczesnej, Kukizowi15' i PSL, więc sprawa już nie jest taka oczywista, a pakiet nagle wymaga korekty. I nie jest już tak atrakcyjny, o czym powiedział wprost jeden z prominentnych polityków PiS. – Inna była sytuacja, gdy byliśmy w opozycji, a inna, gdy rządzimy. Nie możemy utrudniać rządowi życia – mówił z rozbrajającą szczerością cytowany przez „Rzeczpospolitą” szef klubu PiS Ryszard Terlecki.
Deklaracja Terleckiego to w gruncie rzeczy nic takiego - tak myślą w PiS pewnie wszyscy, tak też myślała Platforma, kiedy była u władzy. Problem w tym, że nie tak miało być, a PiS w przeciwieństwie do PO, zapewniał, że da sobie patrzeć na ręce, a w parlamencie opozycja będzie miała sporo do powiedzenia.
PiS i odchudzony pakiet demokratyczny
Pierwotny projekt PiS różnił się od dzisiejszego kształtu proponowanych zmian w Regulaminie Sejmu, a posłowie opozycji mówią już wprost o "odchudzaniu" pakietu demokratycznego. Kiedy PiS było w sejmowej defensywie, posłowie tej partii w związku z pakietem wnioskowali m.in. o likwidację sejmowej "zamrażarki", zmianę zasad wysłuchania publicznego oraz zrównanie procedury uchwalania projektów ustaw podatkowych z kodeksami.
Teraz okazuje się, że to, co było dobre jeszcze w niedalekiej przeszłości, dzisiaj, kiedy PiS jest na uprzywilejowanej pozycji, straciło na aktualności. Sekretarz Platformy na konferencji prasowej wypunktował słabości obecnego pakietu demokratycznego. Zauważył, że obecny projekt PiS „nijak się ma” do „pakietu demokratycznego”, który ugrupowanie to składało jako ówczesna opozycja w poprzedniej kadencji Sejmu.

6 rzeczy, które wprowadza pakiet demokratyczny PiS-u

Deklaracja o poparciu dla rządu, likwidacja zamrażarki, jeden punkt w porządku obrad dla opozycji, pytania do premiera, ograniczenie wniosków formalnych, podniesienie większości w Komisji Ustawodawczej. Czytaj więcej

Najwięcej emocji budzi wymóg złożenia pisemnego oświadczenia dot. poparcia rządu i ograniczenie liczby wniosków o wprowadzenie punktu do porządku obrad. Jak tłumaczył poseł Tomasz Głogowski z PO, w poprzednim projekcie każdy klub mógł zgłosić swój punkt do porządku obrad, a teraz opozycja będzie mogła zgłosić łącznie tylko jeden punkt, co znacznie ograniczy możliwość ingerencji partii opozycyjnych w sejmową debatę.
Projekt pakietu demokratycznego miał się też w środę pojawić w Sejmie. Zapowiedziano pierwsze czytanie, ale po paru godzinach, w dosyć niejasnych okolicznościach wycofano się z tych zapowiedzi, a sprawa pakietu została na razie "odroczona". Opozycja alarmuje, że PiS chce jeszcze bardziej okroić projekt. Z kolejnego zamieszania w Sejmie PiS znowu wyjdzie obronną ręka. Ale tylko dzięki miażdżącej sile większości. Skoro obiecywali korzystne dla opozycji zmiany w Regulaminie Sejmu, to mówiąc krótko - powinni je wprowadzić, bez owijania w bawełnę, "zabiegów odchudzających" i zrzucanie winy na swoich poprzedników.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl