Koszenie trawy przy ul. Ciszewskiego, Warszawa
Koszenie trawy przy ul. Ciszewskiego, Warszawa Fot. Piotr Mołecki / Agencja Gazeta

Najwyższa Izba Kontroli sporządziła raport, w którym stwierdza: centra miast zadbane, a na obrzeżach ponad metrowe chwasty i chaszcze. NIK proponuje, by samorządy mogły nakazywać właścicielom gruntów porządkowanie zieleni, a jeśli tego nie zrobią - karać ich finansowo lub nawet wykonać to za właściciela, a potem obarczyć go kosztami. Politycy i specjaliści popierają ten pomysł. A Wy?

REKLAMA
NIK przeprowadził kontrole na terenie 13 gmin w województwie Mazowieckim i sprawdzał jak właściciele gruntów utrzymują parki, skwery, place i zieleń wzdłuż ulic i torów - donosi "Dziennik Gazeta Prawna". Celem Izby było sprawdzenie, czy takie tereny wyglądają estetycznie i posiadają "walory krajobrazowe". Ponieważ wyniki raportu nie zachwycają, NIK proponuje, by samorządy mogły nakazywać właścicielom gruntów "dbanie o zieleń". A co z ludźmi, którzy chcieliby mieć dziki ogród? Jeśli projekt wejdzie w życie, będą musieli przenieść swoje dzikie trawniki "na zaplecze" domu.
Niezadbana trawka
Większość terenów należących do zarządców dróg i torów kolejowych to chaszcze i zarośnięte zbocza. Lepiej sytuacja wypada, jeśli chodzi o parki i publiczne trawniki. Niestety, "lepiej" tyczy się głównie terenów reprezentacyjnych lub rekreacyjnych w centrum miast.
Najgorzej w tym zestawieniu, pisze "Dziennik", wypadają prywatne grunty. Metrowe chwasty, drzewa "wchodzące" na sąsiednie posesje, zapuszczone żywopłoty - to częsty widok w Polsce. Gminy, chociaż starają się walczyć z takimi przypadkami choćby poprzez regulaminy, nie mają jednak podstaw prawnych, by takie lokalne zapisy egzekwować. NIK chce przyjść z pomocą samorządowcom i dać im ustawową możliwość dbania o zielone tereny.
Kontrowersyjny przepis?
Według Najwyższej Izby Kontroli, poprawiona powinna zostać ustawa i utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Gminy miałyby regulować zasady i wymagania dotyczące utrzymywania zieleni. W przypadku, kiedy właściciel nie stosowałby się do
Marzena Machałek
Posłanka PiS

Samorządowcy powinni raczej znajdować pozytywne źródła motywacji do utrzymywania porządku w zieleni. Można przecież dofinansowywać albo proponować nagrody. To lepsze niż straszenie karami.

tych przepisów, wójt, burmistrz bądź prezydent mogliby nakazać posiadającemu grunt uprzątnięcie zieleni. Zaś w przypadku niewypełnienia nakazu, samorząd mógłby ukarać zbuntowanego właściciela grzywną - pisze "DGP".
W przypadku terenów przylegających do dróg - niezależnie od tego, czy właścicielem jest prywatna osoba czy spółka skarbu państwa - samorząd mógłby posuwać się jeszcze dalej. Izba proponuje, by władze lokalne same uprzątały teren nieposłusznego posiadacza, a następnie wystawiały mu za to rachunek. Według ekspertów: sekretarza generalnego Związku Gmin Wiejskich Edwarda Trojanowskiego i Pawła Lisickiego z komisji ds. Ochrony Krajobrazu i Środowiska Unii Metropolii Polskich to dobry pomysł.
U znanej blogerki Kataryny z kolei projekt ten wzbudził zdziwienie, by nie powiedzieć - lekkie oburzenie. "To NIK już nie ma poważniejszych problemów niż prywatne trawniki? A jak ktoś lubi dzikie ogrody?" - pytała na Twitterze Kataryna. W podobnym tonie wypowiada się wielu internautów.
Z konstytucją nie ma nic wspólnego
Część komentujących w internecie pyta, czy taki przepis - który pozwoli samorządowi nakazać zrobić coś na prywatnym terenie - nie godzi w wolności zagwarantowane w konstytucji. - Nie ma czegoś takiego jak absolutna wolność, by robić na posesji, co się komu żywnie podoba - odpowiada na te wątpliwości prof. Stanisław Gebethner. Konstytucjonalista zdecydowanie stwierdza, że takie przepisy nie są sprzeczne z konstytucją.
Co więcej, profesor Gebethner wspiera taką inicjatywę. - Jeśli zarośnięty teren jest od strony ulicy, są tam zaniedbane zieleńce i żywopłoty i wszystko jest wystawione na widok publiczny, to należy coś z tym zrobić. Zarośnięte chaszcze i chwasty można hodować w ogródku "na zapleczu" - ocenia profesor.
Niektórzy popierają
Część parlamentarzystów z sejmowej komisji ds. samorządu terytorialnego nie mają wątpliwości: pomysł NIK-u zły nie jest. - Do tej pory tego typu regulacje nie były możliwe. Sama, będąc samorządowcem, wielokrotnie prosiłam właścicieli o dbanie o swoje trawniki i nie przynosiło to efektów - mówi nam Halina Rozpondek z PO. - Takie przepisy mogłyby być dodane do nowej ustawy śmieciowej.
Również zdaniem posła SLD Zbigniewa Zaborowskiego propozycja NIK-u ma sens. - Jeżeli taka nieruchomość leży przy miejscach komunikacyjnych, jak droga czy tory, to powinna być możliwość wyegzekwowania dbania o nią - ocenia poseł.
Z tymi stanowiskami nie zgadza się inna członkini komisji ds. samorządu, Marzena Machałek. Posłanka potwierdza, że raport NIK mówi o realnym problemie - dysproporcji w dbaniu o zieleń w centrach i na obrzeżach miast - ale że proponowany przez Izbę sposób nie jest najlepszy. - Samorządowcy powinni raczej znajdować pozytywne źródła motywacji do utrzymywania porządku w zieleni. Można przecież dofinansowywać albo proponować nagrody. To lepsze niż straszenie karami - stwierdza Machałek.
Oczywiście, posłanka PiS ma świadomość, że "samorządy są w słabej sytuacji finansowej" i taka "pozytywna motywacja" na chwilę obecną jest niemożliwa do spełnienia. - Ale w tej wizji musi być motywowanie, a nie tylko karanie - podkreśla nasza rozmówczyni. Kary finansowe mogłyby być nakładane, ale tylko w skrajnych przypadkach zaniedbania lub takich, kiedy bujna zieleń obniża bezpieczeństwo w ruchu - na przykład przy drogach.
Marzena Machałek
Posłanka PiS

Kto miałby oceniać, czy dany ogród jest estetyczny, czy nie jest? Czy te chaszcze już przeszkadzają, czy są ładne? To za daleko idące kompetencje samorządu, nie tędy droga.


Nie ma miejsca na wolność?
A co z ludźmi, którzy - jak to określiła Kataryna - chcieliby uprawiać sobie dziki ogród, a nowe przepisy mogłyby im to uniemożliwić? - Nie mieszajmy do tego wielkich rzeczy, takich jak "wolność" - odpowiada Zbigniew Zborowski. - Żyjemy w pewnej wspólnocie i musimy stosować się do pewnych standardów - dodaje poseł SLD.
Zaś dla Marzeny Machałek to problem, który trzeba rozwiązać, a nie bagatelizować. - Kto miałby oceniać, czy dany ogród jest estetyczny, czy nie jest? Czy te chaszcze już przeszkadzają, czy są ładne? To za daleko idące kompetencje samorządu, nie tędy droga - podkreśla posłanka Prawa i Sprawiedliwości.
Projekt NIK, oczywiście, budzi spore kontrowersje. Popiera go wielu ekspertów, a jak widać - także polityków, bowiem i inni nasi rozmówcy, oprócz tych wymienionych w tekście, wstępnie popierało takie zmiany w prawie. Najwyższa Izba Kontroli już wysłała swój pomysł do resortów: finansów, transportu, środowiska i rozwoju regionalnego. To drugi, po możliwości budowania wyciągów narciarskich bez zgody właściciela, projekt ingerujący we własność prywatną, o którym słyszymy w mediach. Pytanie tylko - czy chęć dbania o doznania estetyczne to wystarczający powód do tego, by samorządy mogły ograniczać wolność właścicieli gruntów?