
Najwyższa Izba Kontroli sporządziła raport, w którym stwierdza: centra miast zadbane, a na obrzeżach ponad metrowe chwasty i chaszcze. NIK proponuje, by samorządy mogły nakazywać właścicielom gruntów porządkowanie zieleni, a jeśli tego nie zrobią - karać ich finansowo lub nawet wykonać to za właściciela, a potem obarczyć go kosztami. Politycy i specjaliści popierają ten pomysł. A Wy?
Większość terenów należących do zarządców dróg i torów kolejowych to chaszcze i zarośnięte zbocza. Lepiej sytuacja wypada, jeśli chodzi o parki i publiczne trawniki. Niestety, "lepiej" tyczy się głównie terenów reprezentacyjnych lub rekreacyjnych w centrum miast.
Według Najwyższej Izby Kontroli, poprawiona powinna zostać ustawa i utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Gminy miałyby regulować zasady i wymagania dotyczące utrzymywania zieleni. W przypadku, kiedy właściciel nie stosowałby się do
Samorządowcy powinni raczej znajdować pozytywne źródła motywacji do utrzymywania porządku w zieleni. Można przecież dofinansowywać albo proponować nagrody. To lepsze niż straszenie karami.
Część komentujących w internecie pyta, czy taki przepis - który pozwoli samorządowi nakazać zrobić coś na prywatnym terenie - nie godzi w wolności zagwarantowane w konstytucji. - Nie ma czegoś takiego jak absolutna wolność, by robić na posesji, co się komu żywnie podoba - odpowiada na te wątpliwości prof. Stanisław Gebethner. Konstytucjonalista zdecydowanie stwierdza, że takie przepisy nie są sprzeczne z konstytucją.
Część parlamentarzystów z sejmowej komisji ds. samorządu terytorialnego nie mają wątpliwości: pomysł NIK-u zły nie jest. - Do tej pory tego typu regulacje nie były możliwe. Sama, będąc samorządowcem, wielokrotnie prosiłam właścicieli o dbanie o swoje trawniki i nie przynosiło to efektów - mówi nam Halina Rozpondek z PO. - Takie przepisy mogłyby być dodane do nowej ustawy śmieciowej.
Kto miałby oceniać, czy dany ogród jest estetyczny, czy nie jest? Czy te chaszcze już przeszkadzają, czy są ładne? To za daleko idące kompetencje samorządu, nie tędy droga.
Nie ma miejsca na wolność?
A co z ludźmi, którzy - jak to określiła Kataryna - chcieliby uprawiać sobie dziki ogród, a nowe przepisy mogłyby im to uniemożliwić? - Nie mieszajmy do tego wielkich rzeczy, takich jak "wolność" - odpowiada Zbigniew Zborowski. - Żyjemy w pewnej wspólnocie i musimy stosować się do pewnych standardów - dodaje poseł SLD.

