
Najwyższa Izba Kontroli sporządziła raport, w którym stwierdza: centra miast zadbane, a na obrzeżach ponad metrowe chwasty i chaszcze. NIK proponuje, by samorządy mogły nakazywać właścicielom gruntów porządkowanie zieleni, a jeśli tego nie zrobią - karać ich finansowo lub nawet wykonać to za właściciela, a potem obarczyć go kosztami. Politycy i specjaliści popierają ten pomysł. A Wy?
NIK przeprowadził kontrole na terenie 13 gmin w województwie Mazowieckim i sprawdzał jak właściciele gruntów utrzymują parki, skwery, place i zieleń wzdłuż ulic i torów - donosi "Dziennik Gazeta Prawna". Celem Izby było sprawdzenie, czy takie tereny wyglądają estetycznie i posiadają "walory krajobrazowe". Ponieważ wyniki raportu nie zachwycają, NIK proponuje, by samorządy mogły nakazywać właścicielom gruntów "dbanie o zieleń". A co z ludźmi, którzy chcieliby mieć dziki ogród? Jeśli projekt wejdzie w życie, będą musieli przenieść swoje dzikie trawniki "na zaplecze" domu.
Niezadbana trawka Większość terenów należących do zarządców dróg i torów kolejowych to chaszcze i zarośnięte zbocza. Lepiej sytuacja wypada, jeśli chodzi o parki i publiczne trawniki. Niestety, "lepiej" tyczy się głównie terenów reprezentacyjnych lub rekreacyjnych w centrum miast.
Najgorzej w tym zestawieniu, pisze "Dziennik", wypadają prywatne grunty. Metrowe chwasty, drzewa "wchodzące" na sąsiednie posesje, zapuszczone żywopłoty - to częsty widok w Polsce. Gminy, chociaż starają się walczyć z takimi przypadkami choćby poprzez regulaminy, nie mają jednak podstaw prawnych, by takie lokalne zapisy egzekwować. NIK chce przyjść z pomocą samorządowcom i dać im ustawową możliwość dbania o zielone tereny.
Kontrowersyjny przepis? Według Najwyższej Izby Kontroli, poprawiona powinna zostać ustawa i utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Gminy miałyby regulować zasady i wymagania dotyczące utrzymywania zieleni. W przypadku, kiedy właściciel nie stosowałby się do
Marzena Machałek
Posłanka PiS
tych przepisów, wójt, burmistrz bądź prezydent mogliby nakazać posiadającemu grunt uprzątnięcie zieleni. Zaś w przypadku niewypełnienia nakazu, samorząd mógłby ukarać zbuntowanego właściciela grzywną - pisze "DGP".
W przypadku terenów przylegających do dróg - niezależnie od tego, czy właścicielem jest prywatna osoba czy spółka skarbu państwa - samorząd mógłby posuwać się jeszcze dalej. Izba proponuje, by władze lokalne same uprzątały teren nieposłusznego posiadacza, a następnie wystawiały mu za to rachunek. Według ekspertów: sekretarza generalnego Związku Gmin Wiejskich Edwarda Trojanowskiego i Pawła Lisickiego z komisji ds. Ochrony Krajobrazu i Środowiska Unii Metropolii Polskich to dobry pomysł.
U znanej blogerki Kataryny z kolei projekt ten wzbudził zdziwienie, by nie powiedzieć - lekkie oburzenie. "To NIK już nie ma poważniejszych problemów niż prywatne trawniki? A jak ktoś lubi dzikie ogrody?" - pytała na Twitterze Kataryna. W podobnym tonie wypowiada się wielu internautów.
Z konstytucją nie ma nic wspólnego Część komentujących w internecie pyta, czy taki przepis - który pozwoli samorządowi nakazać zrobić coś na prywatnym terenie - nie godzi w wolności zagwarantowane w konstytucji. - Nie ma czegoś takiego jak absolutna wolność, by robić na posesji, co się komu żywnie podoba - odpowiada na te wątpliwości prof. Stanisław Gebethner. Konstytucjonalista zdecydowanie stwierdza, że takie przepisy nie są sprzeczne z konstytucją.
Co więcej, profesor Gebethner wspiera taką inicjatywę. - Jeśli zarośnięty teren jest od strony ulicy, są tam zaniedbane zieleńce i żywopłoty i wszystko jest wystawione na widok publiczny, to należy coś z tym zrobić. Zarośnięte chaszcze i chwasty można hodować w ogródku "na zapleczu" - ocenia profesor.
Niektórzy popierają Część parlamentarzystów z sejmowej komisji ds. samorządu terytorialnego nie mają wątpliwości: pomysł NIK-u zły nie jest. - Do tej pory tego typu regulacje nie były możliwe. Sama, będąc samorządowcem, wielokrotnie prosiłam właścicieli o dbanie o swoje trawniki i nie przynosiło to efektów - mówi nam Halina Rozpondek z PO. - Takie przepisy mogłyby być dodane do nowej ustawy śmieciowej.
Również zdaniem posła SLD Zbigniewa Zaborowskiego propozycja NIK-u ma sens. - Jeżeli taka nieruchomość leży przy miejscach komunikacyjnych, jak droga czy tory, to powinna być możliwość wyegzekwowania dbania o nią - ocenia poseł.
Z tymi stanowiskami nie zgadza się inna członkini komisji ds. samorządu, Marzena Machałek. Posłanka potwierdza, że raport NIK mówi o realnym problemie - dysproporcji w dbaniu o zieleń w centrach i na obrzeżach miast - ale że proponowany przez Izbę sposób nie jest najlepszy. - Samorządowcy powinni raczej znajdować pozytywne źródła motywacji do utrzymywania porządku w zieleni. Można przecież dofinansowywać albo proponować nagrody. To lepsze niż straszenie karami - stwierdza Machałek.
Oczywiście, posłanka PiS ma świadomość, że "samorządy są w słabej sytuacji finansowej" i taka "pozytywna motywacja" na chwilę obecną jest niemożliwa do spełnienia. - Ale w tej wizji musi być motywowanie, a nie tylko karanie - podkreśla nasza rozmówczyni. Kary finansowe mogłyby być nakładane, ale tylko w skrajnych przypadkach zaniedbania lub takich, kiedy bujna zieleń obniża bezpieczeństwo w ruchu - na przykład przy drogach.
Marzena Machałek
Posłanka PiS
Nie ma miejsca na wolność? A co z ludźmi, którzy - jak to określiła Kataryna - chcieliby uprawiać sobie dziki ogród, a nowe przepisy mogłyby im to uniemożliwić? - Nie mieszajmy do tego wielkich rzeczy, takich jak "wolność" - odpowiada Zbigniew Zborowski. - Żyjemy w pewnej wspólnocie i musimy stosować się do pewnych standardów - dodaje poseł SLD.
Zaś dla Marzeny Machałek to problem, który trzeba rozwiązać, a nie bagatelizować. - Kto miałby oceniać, czy dany ogród jest estetyczny, czy nie jest? Czy te chaszcze już przeszkadzają, czy są ładne? To za daleko idące kompetencje samorządu, nie tędy droga - podkreśla posłanka Prawa i Sprawiedliwości.
Projekt NIK, oczywiście, budzi spore kontrowersje. Popiera go wielu ekspertów, a jak widać - także polityków, bowiem i inni nasi rozmówcy, oprócz tych wymienionych w tekście, wstępnie popierało takie zmiany w prawie. Najwyższa Izba Kontroli już wysłała swój pomysł do resortów: finansów, transportu, środowiska i rozwoju regionalnego. To drugi, po możliwości budowania wyciągów narciarskich bez zgody właściciela, projekt ingerujący we własność prywatną, o którym słyszymy w mediach. Pytanie tylko - czy chęć dbania o doznania estetyczne to wystarczający powód do tego, by samorządy mogły ograniczać wolność właścicieli gruntów?
