
Rok życia spełniając wszystkie zasady biblijne, podszywanie się za znanego aktora na Oskarach, a może przeczytanie encyklopedii Britannica od deski do deski. Takie wyzwania stawiają przed sobą życiowi kaskaderzy, testujący na własnej skórze niekonwencjonalne formy życia. Mało kto ma odwagę, czas i ochotę podjąć się podobnych prób. Poznajcie tych, którzy są z tym "za pan brat".
REKLAMA
Nuda, monotonia, niezmienność. Nie zawsze życie to pasmo ekscytacji. Wyjątkowo rzadko taki scenariusz zdarza się jednak dziennikarzowi A.J. Jacobsowi, który od 10 lat podejmuje się bardzo nietypowych wyzwań, zagłębiając się w nietypowe praktyki współczesnej kultury. Nie jest jednak teoretycznym odkrywcą, ale - o ile to możliwe - testuje wszystko sam na sobie.
Starotestamentowy kodeks
A.J. Jacobs postanowił między innymi w 2007 roku przez 12 miesięcy żyć według zasad jakie znalazł w Biblii. Wybrał te, które skierowane były do Izraela. Wszystkie polecenia, jakie "lud boży" otrzymał od Boga Jahwe postanowił wcielić w życie. Za wzór swojego postępowania przyjął oczywiście sławne 10 przykazań - między innymi przykazanie o kochaniu swojego sąsiada oraz byciu "dającym owoc", ale nie omieszkał wziąć pod uwagę również przykazania o noszeniu odzieży z tego samego włókna, nie goleniu brody i… kamienowaniu cudzołożników.
O swoim doświadczeniu sam autor mówił, że było fascynujące, zabawne i wzbogacające. "Każdy mój dzień wypełniony był zaskakującymi spostrzeżeniami" mówił. Przez rok starał się nie pożądać, plotkować czy kłamać, co jak sam mówi, było bardzo trudne pracując jako dziennikarz w redakcji New York Times.
Motywacją dla podjęcia się tego nietypowego wyzwania był w tym przypadku agnostycyzm autora. Jak sam mówi, poza pewnymi faktami historycznymi i kilkoma pojęciami ze studiów, religia była dla niego zupełnie obca. Chciał zagłębić się w sens wierzeń judeochrześcijańskich. Pisarz zmierzyć się musiał nie tylko ze swoją niewiedzą, ale z ogromem interpretacji religijnych na które natrafił. Każda denominacja, każde wyznanie każdy okręg a nawet każdy zbór, parafia, społeczność czy kościół miały swoją interpretację i rozumienie Boga Jahwe. Zarazem jednak żadna z nich nie brała tego co napisane dosłownie.
Najgorszy miesiąc w życiu
A.J. Jacobs w swoim życiu stał się prawdziwą świnką doświadczalną. Testował na własnej skórze nie tylko prawdy biblijne. W jednej z nietypowych prób przyłączył się do ruchu „Radykalnie Szczerych”. Nadrzędną zasadą ich działania jest przekonanie o tym, że nigdy nie wolno kłamać. Więcej, powinni zawsze mówić to co akurat mają na myśli. Bez żadnego krygowania się ani zbędnych oporów. I tak Jacobs mówił wszystkim otyłym osobom z otoczenia, że powinny zadbać o swój wygląd. Każdemu obłudnikowi nie omieszkał wytknąć jego naiwności. Jeśli ktoś natomiast wydał mu się niezbyt rozgarniętym intelektualnie, nazywał go otwarcie głupcem i zalecał odwiedzenie najbliższej biblioteki. Jak sam mówi, był to najgorszy miesiąc w jego życiu.
Aby przekonać się o tym, jak wygląda życie celebryty, pisarz podszył się pod osobowość znanego aktora, Noah Taylora, do którego sam jest wyjątkowo podobny. Podając się za niego przybył na rozdanie filmowych Oskarów. Udzielał wywiadów, dawał autografy, witał się z innymi gwiazdami. Wszystko żeby poczuć splendor blasku fleszy na własnej skórze.
Outsourcing obowiązków
Kiedy już oficjalnie nazwał się "świnką doświadczalną", całą swoją pracę dziennikarską poświęcił pracy "odkrywcy-eksploratora". Jako że przybyło mu obowiązków, na jeden miesiąc powierzył wszystkie je wszystkie firmom zewnętrznym. Z Indii. Zatrudnił firmę z Bangladeszu aby zajmowała się wszystkim co zaprzątało jego głowę na co dzień. I tak hindusi odbierali jego maile, telefony, odpisywali na pytania czytelników, robili zakupy (przez internet), które później dostarczane były mu do domu. Nieszczęśnicy musieli wziąć na siebie nawet kłótnie z jego żoną.
Najbardziej nużącym z doświadczeń Jacobsa był rok, który spędził nad encyklopedią Britannica. Zadanie było dosyć ambitne – przeczytać zbiór od deski do deski. Od hasła a-ak (rodzaj koreańskiej muzyki) do Żywiec (miasto w południowej Polsce). Przez rok też dziennikarz przestrzegał wszelkich możliwych zasad zdrowego życia. To o mało co nie doprowadziło do jego śmierci (film z napisami).
Ekologiczna rodzina
Podobny pomysł na doświadczalne laboratorium utworzone na kanwie codzienności miał John Webster. Ten wziął się za ekologię, podejmując próbę zdrowego życia w mieście w Finlandii. Śmiałek postanowił swoje starania o środowisko, miejsce w którym żyje i rzeczy, które zjada, uwiecznić na filmie "Przepis na klęskę". Wraz z rodziną na cały rok zrezygnował z elektryczności, przetworzonego jedzenia oraz płacenia za plastik w jakiejkolwiek postaci. Samochód zamieniali na rower, a zamiast komunikacji miejskiej wybierali spacer. Wszystko aby zmniejszyć choćby trochę 13 ton gazów cieplarnianych, które za sprawą działalności każdego Fina wydalane są do atmosfery.
Karkołomne zmiany, których Webster się podjął, okupione były ogromnym spadkiem komfortu życia. Dojazdy do pracy czy do szkoły stały się kilkugodzinnymi wyprawami. Na rodzinne weekendy natomiast, dopływali łódką, od brzegu do brzegu wiosłując pospołu przez ponad trzy godziny w jedną stronę. Mimo niewątpliwych korzyści ekologicznych (ilość gazów cieplarnianych wydalonych do atmosfery według autora udało się zmniejszyć w tym czasie o połowę), wszyscy bez wyjątku byli zadowoleni, kiedy eksperyment się skończył. Sam film, dokumentujący cały ten okres, otrzymał szereg nagród (między innymi Planet Doc Review).
McDonald nie służący zdrowiu
Dużo gorzej swoją próbę zniósł Morgan Spurloc, który aby przysłużyć się ludzkości podjął się wyzwania jedzenia przez miesiąc wyłącznie posiłków w McDonaldzie. Trzy dania z tej "restauracji" dziennie, wszystko pod czujnym okiem lekarzy. Eksperyment z trudem doprowadzono do końca, a Morgan nie wyszedł z próby bez szwanku. W ciągu zaledwie miesiąca przytył aż 11 kilogramów. Podupadł też dramatycznie na zdrowiu. Wcześniej będąc w pełni sił, po miesiącu stał się wrakiem człowieka, mając wyniki jak osoba w podeszłym wieku. Powrót do pierwotnego stanu zajął mu aż 14 miesięcy. Film rozpoczął jednak debatę o żywieniu w krajach rozwiniętych, nierzetelnych reklamach i nachalnym marketingu sieci fast food, często kierowanych do osób młodych. Sam McDonald od tego czasu zaczął zmniejszać porcje serwowanych dań. Wprowadził też do oferty mniej kaloryczne sałatki, wodę czy owoce.