
Ojciec młodej dziewczyny, choć urzędnik państwowy, tonął w długach, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie, otrzymał wyjątkową propozycję. Oto w kolejce po rękę córki stanął sam car!
Jeszcze niedawno wojewoda sandomierski Jerzy Mniszech potraktowałby ten pomysł jako ponury żart przypominającego nędzarza mnicha (najprawdopodobniej Jurija Otriepiewa), który szukał schronienia w Polsce. Kiedy jednak ten sam człowiek obwołał się carem (synem samego Iwana Groźnego), a następnie jako Dymitr I (zwany "Samozwańcem"), wyraził chęć poślubienia kilkunastoletniej Maryny, wojewoda był wniebowzięty. Dobro dziecka to jedno, ale liczyło się też ratowanie rodzinnego majątku.

"Ceną" za rękę córki była oczywiście spora suma pieniędzy. Znaczenie miała zapewne też wielka ambicja wojewodzianki. Nie można jednak kategorycznie stwierdzić, że nie było w tym związku prawdziwego uczucia. Dziewczyna była ponoć wyjątkowo urodziwa.
Prof. Magdalena Ujma
Ślub odbył się w listopadzie 1605 roku Krakowie - per procura, bez pana młodego. Świeżo upieczony rosyjski car (przejął władzę w czerwcu 1605 roku), a także wspierający go bojarzy, oczekiwali w Moskwie. Tymczasem w stolicy Królestwa biesiadowano... na weselu. Bawił się nie byle kto, bo sam król Zygmunt III, jego syn przewidziany do korony - Władysław, a także inni wielcy.
W pewnym momencie oczy zgromadzonych zwróciły się ku rosyjskiemu posłowi, który reprezentował Dymitra i w jego imieniu obdarował Marynę prezentami. Kosztownych darów nie było końca - złoto, diamenty, rubiny, perły... Dymitr wiedział, jak obchodzić się z kobietami.

To miała być jednak tylko zapowiedź luksusów, w jakich mogła się pławić wojewodzianka. Smak rosyjskiego przepychu miała poznać dopiero na Kremlu. Jej uroczysty wjazd wiosną 1606 roku był nie lada wydarzeniem. Najpierw założyła na skronie koronę, potem powtórnie zaślubiła Dymitra.
Oficjalnie, wraz z mężem, Mniszchówna rozpoczęła panowanie 8 maja 1606 roku (według kalendarza juliańskiego) - jako "najjaśniejsza wielka władczyni Maria Juriewna, wielka księżna pskowska i nowogrodzka". Na dobrą sprawę nie zakończono jeszcze hucznych uroczystości weselnych, a już trzeba było żegnać się z władzą...
17 maja było już po wszystkim. Spiskowcy zamordowali cara, niezwykle krwawo rozprawili się też z Polakami, którzy przybyli do Moskwy w asyście nowej carycy. Wydarzenia te przeszły do historii jako "krwawa jutrznia". 10-dniowa władczyni została pojmana i osadzona w areszcie. Szczęście w nieszczęściu - dane jej było doczekać wolności.

Niedługo po moskiewskiej rzezi po władzę sięgnął Wasyl Szujski, ten sam, który po sromotnej klęsce pod Kłuszynem w 1610 roku, pomaszerował do polskiej niewoli. Następnie ukorzył się w Warszawie przed Zygmuntem III, oddając mu czołobitny hołd.
– Będąc panią narodów, carową moskiewską, wracać się do stanu szlachcianki polskiej i znowu poddanką być nie mogę – miała powiedzieć po zrzuceniu z tronu Maryna. I tak zapisała się w historii, jako pierwsza caryca w dziejach Rosji!
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
