Polski sejm za panowania Zygmunta III Wazy.
Polski sejm za panowania Zygmunta III Wazy. Fot. Wikimedia Commons

Gdyby naszych parlamentarzystów przenieść w czasie i dać możliwość uczestniczenia w sejmach dawnej Rzeczypospolitej, okazałoby się, że milkną nawet najwięksi krzykacze. Kiedyś w czasie szlacheckich zjazdów naprawdę się nie patyczkowano. Obrażony poseł, przedstawiciel elity, mógł "wyjaśnić" z delikwentem sporną kwestię nie tylko za pomocą słowa, ale i czynu...

REKLAMA
Rzecz jasna, obrazki, jakie obserwujemy ostatnio dzięki wybrańcom narodu debatującym w Sejmie, budzą politowanie, a nawet odrazę. Bo jak inaczej odnieść się do obraźliwych słów, kierowanych ad personam? Z drugiej strony... "zamknij się pan!" – dziś brzmi bardzo ostro, ale kilka wieków wcześniej? Wtedy obrażano się nawzajem jak popadnie, szlachecka brać nie była solidarna. To dopiero była "rozpierducha" - nawiązując do ostatniej "mowy" posłanki PO.

Krzysztof Warszewicki (1543-1603)

A posłowie? Ci posłowie, których wy trybunami nazywać i z nimi równać lubicie. Jaka z nich korzyść i pociecha? Wybierają się kiedy chcą, jak chcą, na sejmikach, które sejm Rzplitej poprzedzać zwykły; tam między sobą i swoimi to i owo uradzą i chcą potem, żeby to, co im się podoba, Rzplita cała uchwalała i robiła. A niechże kto sprzeciwić się spróbuje, to go za nieprzyjaciela mają, krzyczą i nic nie sprawiwszy, z sejmu się rozjeżdżają. A czyż nie wiemy, jak ci trybuni gotowi za pieniądze lub za inną jaką korzyść zawsze gotowi przejść na stronę czy króla czy którego z senatorów?

J. M. Życki, Wczoraj i dziś. O sejmowładztwie w dawnej Polsce, Warszawa 1930.
logo
Plan izby poselskiej - "Encyklopedia staropolska" Zygmunta Glogera. Fot. Wikimedia Commons
Cóż, takie były czasy, że na sejmach (i sejmikach) - zazwyczaj długotrwałych, niekiedy nawet wielomiesięcznych (!) - dochodziło nie tylko do "obrzucania się mięsem", ale i gróźb. Bywało, że członkowie skłóconych ze sobą stronnictw gotowi byli nawet zakasać rękawy i użyć argumentu siły, aby skłonić opozycję do swych racji. To zupełnie naturalna sprawa - myśląc oczywiście tamtymi realiami. Wszak krewka szlachta skłonna była pobić się nawet w kościele!
logo
Bójka szlachty w kościele, rycina ze zbiorów Biblioteki Narodowej. www.wilanow-palac.pl
Wszak liczyła się siła przebicia. Poseł nie obdarzony przez naturę donośnym głosem, choćby najaktywniejszy, merytoryczny prymus, za nic nie przekrzyczał oponentów. Wszelkie poprawki do uchwał, zapytania do marszałka, składano właśnie krzycząc. Sejm przypominał jedno wielkie targowisko. A poza tym gwizdano, buczono, krząkano, imitowano kaszel czy inne dolegliwości, wybuchano śmiechem. Jak nie szło po myśli, to się obrażano. Nawet na króla!

Prymas Stanisław Karnkowski (1520-1603)

Chlubicie się tem p. p. posłowie, że na was Rzeczypospolitej wiele zależy, i jesteście jednym mocnym filarem w Rzeczypospolitej, jakoż prawdę mówicie; ale nie dosyć nam braci waszej, że te nazwiska i tytuły na sobie nosicie, kiedy rzeczą samą powołaniu waszemu nie dosyć czynicie. (...) I owszem starajcie się, abyście matkę swą miłą, która was porodziła i ozdobiła, w cale zachowali i potomstwu nienaruszoną podali.

J. M. Życki, Wczoraj i dziś. O sejmowładztwie w dawnej Polsce, Warszawa 1930.
– Na przeszłym (sejmie w 1590 roku - red.) zawodziłem się kilkakroć o tym mówić, ale mnie barany żołnierskie zagłuszały – narzekał kanclerz koronny na sejmie 1592 roku. Tę naszą narodową skłonność do kłótni i swar wytknął ks. Piotr Skarga, autor słynnych "Kazań sejmowych".

Ks. Piotr Skarga (1536-1612)

A w ich poselskim kole, o Boże mój, jakie tam wstydu godne postępki! Kila dni obierając marszałka, a raz - pomnię - pół-trzecie niedziele na tym trawiąc, czas tracili, gdy ich Król J[ego] M[ość] z radami swymi teskliwie i z utratą dobrego czasu czekać musiał. Co jako jest gruba wina, jaka z tego panu i radzie jego niecześć, uważyć każdy może.

Jakie zaś swary, zwady i wrzaski, i broni dobywania między nimi bywają, wstyd powiadać. Dotkniono tego wiele w ich egzorbitancyjach. Boże, aby była poprawa! Nie dotykam, jako czas na próżnych słowach tracą, a cicho targi i zmowy czyniąc, na dobre pospolite i pokój domowy nie pamiętają.

"Kazania sejmowe"
Nie zawsze Duch Święty, do którego modlono się o "rozum" na inaugurację posiedzenia, skutecznie interweniował... Liczył się też refleks - w ekstremalnych wypadkach można było oberwać wprawioną w lot rzeczą osobistą, a nawet jajkiem. Doprawdy trudne było życie przemawiającego na sejmie posła. A honoru, nawet w sytuacjach na pozór błahych, wypadało bronić.

Diariusz z sejmu warszawskiego, 1585

Potym JMć Kanclerz wstał, wziąć chciał de more suo skrypt z ręki P. Kazimirskiego, on go mocno trzymając nie chciał dać aż się go nadarło. Potym Kazimirski: Czemu mnię szarpasz P. Kanclerzu? – ów zaś: Nie szarpam, ale daj ten skrypt, coś z niego czytał, bo to moja rzecz odbierać. Zatym Kazimirus heros zdarł on skrypt w kęsy a murmur wstał między posły. Czytaj więcej

A. Kalinowska, "Kłótnie i wyzwiska na sejmach" (http://www.wilanow-palac.pl)
W szlacheckiej Rzeczypospolitej nie było jednej siedziby sejmu, obradowano choćby za Zamku Królewskim. Nie dziwmy się więc, że stłoczona szlachta generowała ogromny hałas. Posłowie wzajemnie się przekrzykiwali, padały najrozmaitsze hasła - a to o obronie szlacheckiej wolności, a to o skrępowanej kajdanami ojczyźnie, a przynajmniej niebezpieczeństwie niewoli.

Ks. Piotr Skarga (1536-1612)

Bo jedni są, którzy na księżą i stan duchowny waśń głęboką w sercu noszą, jako są wszyscy heretycy, którzy się radzi na ten poselski urząd cisną, tym religiej katolickiej chcąc szkodzić. Jakoż szkodzą, żal się Boże!

Drudzy swego podwyższenia i pożytku się spodziewając, do tego wszytkie swe prace na sejmie obracają. Drudzy na swoje przeciwnik! w domowych waśniach poselstwem onym pomocy szukają (...) z wymową i rozumem postawić się na sejmie chcą, aby sobie mniemania u ludzi nabywali. Ażeby Rzeczyposp[olitej] dobrze było, rzadki, co by szczerze o tym myślił. O tych mówię, którzy się w ten urząd wtrącają.

"Kazania sejmowe"
Odwoływano się do wyższych uczuć i wartości, niestety także partykularnie. Realizowano interesy własne i kolegów. Dlatego emocje sięgały zenitu, a krzyki nie były niczym dziwnym. Nieco przewrotnie można założyć, że skoro poseł krzyczał, znaczyło, że... ciężko pracował. Chwilowa utrata głosu była częstą przypadłością.
logo
Sejm koronny za panowania Zygmunta II Augusta, grafika z dzieła Jana Herburta "Statuta y Przywileie Koronne" z 1570 roku. Fot. Wikimedia Commons
Ważne uchwały powzięte, król wyjechał, można było rozpocząć tzw. część nieoficjalną. Niestety, dyskusje o stanie państwa w gospodach często przeradzały się w zwykłe pijatyki. Szlacheckie popijawy obrosły legendą.

Mikołaj Rej (1505-1569)

Wszyscy chodzą prawie jak głuszy a jako ryby w odmęcie, jeden drugiego jako ślepy ślepego wodzi od gospody do gospody... Zabrnęli w tak głęboki brud, a snadź bym mógł rzec w głębokie błoto, iż ani wiedzą ani umieją, jako się z tego wyplątać mają.

"Żywot człowieka poczciwego"
Ale obrady często się przeciągały, chyba, że zerwał je wolny sprzeciw - liberum veto, zgłoszone przez któregoś, niekoniecznie działającego z patriotycznych pobudek, posła. Zasada ta, zastosowana po raz pierwszy w 1652 roku przez posła Władysława Sicińskiego, była prawdziwą zmorą sejmów. Odtąd można je było zrywać do woli, wystarczył głos jednego niezadowolonego, albo... upartego.
Nie bez powodu autor broszury "Wolność polska" (przypisywano ją m.in. Stanisławowi Konarskiemu) stwierdzał: – Co mi dziś jeden zamknie gębę, nie pozwala mi tego albo owego mówić albo czynić, to ja mu toż samo i wszystkim jutro zrobić mogę, krzyknąwszy "veto - nie pozwalam".

Stanisław Orzechowski (1513-1566)

Jeżeli tak ma iść dalej, to się raczej rozjeźdźcie, niż postronnym w pośmiewisko, a swoim na wstyd i oburzenie się podawać. Albo się bawcie, tańczcie, biesiadujcie, powiedzcie, żeście się na to zjechali; w takim razie nieprzyjaciele nie tyle będą się z was śmiać, a wy sami wesoło przynajmniej doczekacie się zguby.

"Mowa Rzeczypospolitej"
Trudno się dziwić żalom ks. Skargi, który stwierdził ze smutkiem, że to sejmy, które wcześniej były lekarstwem na wszystkie Rzeczpospolitej choroby, "w jad się obróciły". Jakieś analogie?

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl