Radary, mandaty, sprawy w sadzie - prawnicy okpili cały system ścigania kierowców łamiących przepisy
Radary, mandaty, sprawy w sadzie - prawnicy okpili cały system ścigania kierowców łamiących przepisy fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Można przekroczyć dozwolona prędkość o 100 kilometrów na godzinę, dać się sfotografować przez fotoradar, nagrać w policyjnym wideorejestratorze, a oni wyciągną cię z opresji. Dziesiątki tysięcy kierowców kpi sobie z przepisów drogowych wykorzystując prawne luki w przepisach o karaniu piratów drogowych

REKLAMA
– To co Paweł, schylasz się teraz nawet po sprawy mandatowe? - żartowali koledzy z mecenasa Pawła Dowgiłłowicza. Ten znany w Olsztynie adwokat bronił Krzysztofa Hołowczyca w sprawie o przekroczenie prędkości. W wyroku pierwszej instancji za przekroczenie dozwolonej prędkości o 71 km Hołowczyc został skazany na karę grzywny w wysokości 4 tys. złotych, miał też do zapłacenia 2,6 tys. zł kosztów sądowych. Złożył apelację i sprawa się przedawniła w sądzie w Płocku.
Podobny bulwersujący opinię publiczną finał miała sprawa banalnej stłuczki drogowej we Wrocławiu, w której uczestniczyła żona sędziego. Doszło do przedawnienia po dwóch latach. Pisze o tym "Gazeta Wrocławska", publikując przy tym nagranie z monitoringu, na którym widać dokładnie, kto komu wjeżdża w błotnik.
Miliony kar, tysiące niewinnych
To zaledwie czubek góry lodowej. Prawnicy uznali, że 2 mln mandatów jakie rocznie wystawiają służby za przekroczenie prędkości to całkiem dochodowy rynek. A kierowcy zachęceni przypadkiem Hołowczyca czy sprawy z Wrocławia protestują do upadłego (pisaliśmy o drogowych pieniaczach). Trudno zabraniać komuś korzystania ze swoich praw jako oskarżonego o wykroczenie drogowe, ale na sali sądowej wychodzi jak dziurawe i idiotyczne prawo przygotowano na użytek karania kierowców.
– W 10 tys. spraw nie doszło do ukarania. Zarejestrowaliśmy kilkaset wygranych spraw sądowych, 7 apelacji przegraliśmy, z czego większość tylko dlatego, że nie udało się odkręcić błędów popełnionych przez obwinionych - podsumowuje skuteczność akcji antymandatowej Tomasz Parol. To prawnik, bloger i twórca serwisu Anuluj-Mandat, bazy porad i druków,którymi można odpowiadać na pisma policji, Straży Miejskich czy Inspekcji Transportu Drogowego. Jak przekonuje, jego inicjatywa to odpowiedź na system bezprawnego łupienia obywateli, który pod pretekstem walki o bezpieczeństwo na drogach ma grzywnami zasilać budżet państwa oraz kasy samorządów.
Podobną akcję „Odwołaj Mandat” rok temu uruchomił Yanosik.pl. To internetowy serwis drogowy - aplikacja do omijania korków i informująca o kontrolach drogowych. 90 tys. osób skorzystało z wzorów pism w sprawie mandatów przygotowanych przez kancelarię Brykczyńscy i Partnerzy. Producent aplikacji Yanosik podkreśla, że nie pobiera i nie będzie pobierać opłat za korzystanie z aplikacji, i tak samo jest w przypadku nowego serwisu: – Od kilku lat pomagamy kierowcom na drodze, a teraz chcemy okazywaną im pomoc przenieść na kolejny poziom, zapewniając również wsparcie w walce o swoje prawa – dodaje Jakub Wesołowski z Yanosika.
Mandaty są dla frajerów
Kierowcy mogą zakwestionować już wszystko: wskazania ręcznego radaru Iskra (nieprecyzyjny), nagrania policyjnych wideorejestratorów (wbrew powszechnemu przekonaniu nie mierzą prędkości obserwowanego pojazdu - dzięki opinii biegłego Hołowczyc obniżył swoje przekroczenie prędkości z ponad 114 km/h do 71 km/h), ustawienie fotoradarów GITD... Do obalenia przed sądem jest nawet zaakceptowanie swojej winy - czyli przyjęcie mandatu karnego.
Tomasz Parol z wdziękiem prawnika-czarodzieja okpił kolejny rzekomy bat na piratów drogowych. Odcinkowy pomiar prędkości będzie nieskuteczny ponieważ nie odpowiada wymogom kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeniach. Dane z pomiarów na kilkukilometrowych odcinkach monitorowanych dróg nie wskażą ani sprawcy wykroczenia, ani konkretnie czasu oraz miejsca popełnienia wykroczenia . A tego precyzyjnie wymagają przepisy KPW. - Bubel - podsumowuje Parol na blogu. Podobnie jak wcześniej okazało się nim wezwanie do wskazania kierowcy auta przekraczającego prędkość jakie zarejestrował fotoradar, które rozsyła Generalna Inspekcja Transportu Drogowego. A jeśli już dojdzie do sprawy sądowej należy bronić się w ten sposób.
Sąd pyta kto był kierowcą na zdjęciu z fotoradaru

Wysoki Sądzie, a kogo miałem wskazać jeśli nikomu nie powierzałem, bo jak widać na zdjęciu prawdopodobnie to ja kierowałem (choć pewności mieć nie mogę), a zgodnie z prawem nie muszę się samooskarżać? Czy aby uniknąć kary miałem kłamać, narażając się przy tym na odpowiedzialność za przestępstwo fałszywego oskarżenia o wykroczenie? Czy oskarżyciel publiczny stawiając mi zarzut i składając wniosek o ukaranie wykluczył na podstawie fotografii, że na pewno nie ja kierowałem? Skąd przekonanie, że powierzyłem pojazd komuś innemu i że zataiłem tę informację przed uprawnionym organem?

Pokrętne, ale podobno gwarantuje uniewinnienie.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl