
Gdy była dużo niżej w rankingu, w drugiej rundzie turniejów wielkoszlemowych trafiała na stosunkowo łatwe rywalki. Dziś Agnieszka Radwańska jest trzecia na świecie. I co? Na kortach Rollanda Garrosa wygrała swój pierwszy mecz, a już w drugim przyjdzie jej mierzyć się z Venus Williams. Polka, choć losowanie miała fatalne, i tak będzie faworytką meczu, który zacznie się dziś koło 18.00.
Williams jest byłą liderką światowego rankingu, do tego czterokrotnie wygrywała turniej Wielkiego Szlema. W Paryżu jak dotąd nie wygrała ani razu. Nieprzypadkowo, bo jej styl gry oparty na sile fizycznej i potężnych uderzeniach kończących nie sprawdza się na nawierzchni ziemnej, gdzie piłka jest sporo wolniejsza i odbija się wyżej. Czyżby więc to Polka miała większe szanse na triumf?
Tak zdaje się uważać Paweł Ostrowski, były trener Marty Domachowskiej, do którego zadzwoniliśmy i zapytaliśmy o różnice między Polką a Amerykanką. - Jeśli miałbym wskazać największy atut Williams, to rzeczywiście byłyby to tzw. winnery, czyli piłki kończące akcje. Ona jest zawodniczką, która potrafi grać świetnie, ale może też zagrać mecz bardzo nierówny. Z kolei Radwańskiej w ostatnim czasie świetnie gra się z takimi przeciwniczkami. Gdy osoba po drugiej stronie siatki trochę się gubi, nie gra najlepiej jak potrafi, Polka potrafi ją zdominować i wykorzystywać jej błędy - dlatego na nią bym stawiał - mówi nam Ostrowski w słuchawce.
Taką właśnie nierówną grę Williams pokazała w meczu pierwszej rundy z Argentynką Paulą Ormaechą, który ostatecznie wygrała z pewnym trudem, w trzech setach. Stopa przekonuje nas, że kluczowa będzie dyspozycja Amerykanki. - Jeśli będzie grała tak jak na początku tamtego meczu, Radwańska ma większe szanse. Ale niestety, jeśli zagra tak jak w jego końcówce, Polsce bardzo ciężko będzie pokonać Venus - mówi w rozmowie z naTemat.
Mecz Agnieszki z Venus nie będzie jednak jedynym starciem, które w najbliższych dniach powinny elektryzować polskich kibiców. W czwartek przed południem siostra Agnieszki - Ula - też w meczu drugiej rundy zmierzy się z inną wielką rywalką. Czeszką Petrą Kvitovą, aktualnie czwartą rakietą świata, zwyciężczynią ostatniego Wimbledonu. Ula faworytką na pewno nie będzie, ale motywację powinna mieć dwa razy większą. Jak pokona Kvitovą, zakwalifikuje się do turnieju singlowego na igrzyskach olimpijskich w Pekinie.
Siostra grała z nią parę razy. Mecz jest w czwartek, więc mam dzień przerwy i będę myślała o tym. Petra jest przeciwniczką jak każda inna, a wiele zależy od dnia. Przed tygodniem grałam już przeciwko zawodniczce z pierwszej dziesiątki rankingu, więc nie będzie zaskoczenia. Spróbuję zagrać na swoje 100 procent, a wtedy może mi się udać wygrać. Kvitova jest faworytką, a ja nie mam nic do stracenia.

