
Emocje i nic poza nimi. Każdy z nas zna kogoś, kto jak Przemek Saleta zadeklarował że wyjeżdża. Bo PiS, bo reżim, bo "tu się nie da żyć". Jest to o tyle zabawne, że w gruncie rzeczy dla zwykłego Polaka jeszcze niewiele się zmieniło. No chyba, że ta nowa PiS-owska emigracja to działania wyprzedzające. Ludzie, mierzmy siły na zamiary, bo popadamy w śmieszność.
REKLAMA
Deklaracja o emigracji "przez PiS" ma być dowodem, iż jesteśmy w najwyższym stopniu zaniepokojeni sytuacją w ojczyźnie. Tak bardzo, że w akcie odwagi schodzimy z okrętu i wyjeżdżamy tam, gdzie (sięgając do słownika Joanny Senyszyn) nie sięgają macki kaczyzmu. Pozostaje pogratulować i pomachać na dowiedzenia, bo tacy "patrioci" są w Polsce potrzebni mniej więcej tak, jak ci biorący udział w Marszach Niepodległości.
Wszyscy pamiętamy powyborczy poranek, kiedy obudziliśmy się w Polsce prezydenta z PiS. Pisaliśmy wówczas w naTemat o pierwszym efekcie Andrzeja Dudy, czyli fali... deklaracji o emigracji. Na Twitterze pojawił się wówczas ten wpis pracowników lotniska w Modlinie.
Andrzej Skulski, przedstawiający się jako emigrant polityczny 2.0, nie poleca nikomu korzystania z takich ofert, jak powyższa. Sam opuścił Polskę w 1982 roku, a później raz jeszcze w 2002 roku. Za drugim razem przez "fundamentalny katolicyzm, wszechobecność watykańskiej mafii i zaściankowość "parafian'”. Jak mówi, takie decyzje każdy może podjąć sam i według własnego rozpoznania sytuacji w środowisku własnym i na świecie.
Skulski zaznacza jednocześnie, że każda decyzja o emigracji powinna być poważnie przemyślana, bo to są decyzje należące do tych egzystencjalnych, a nie wygłupy. – Polacy lubią "politykować", więc mogą w rozmowach tak usprawiedliwiać swój wyjazd. Ale to w przerażającej większości jest wyjazd za chlebem – mówi bloger naTemat.
Słomiana emigracja
Przypomnijmy, że ta moda zaczęła się jeszcze... przed wygraną Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie pisowskiego prezydenta Andrzeja Dudy. Gdyby brać na poważnie deklaracje o emigracji, w kraju nie byłoby m.in. miliardera Arkadiusza Musia. Już w 2009 roku powiedział, że jeśli Kaczyńscy i PiS wygrają wybory, sprzeda firmę i wyjedzie za granicę.
Przypomnijmy, że ta moda zaczęła się jeszcze... przed wygraną Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie pisowskiego prezydenta Andrzeja Dudy. Gdyby brać na poważnie deklaracje o emigracji, w kraju nie byłoby m.in. miliardera Arkadiusza Musia. Już w 2009 roku powiedział, że jeśli Kaczyńscy i PiS wygrają wybory, sprzeda firmę i wyjedzie za granicę.
– Mam nadzieję, że Bóg nas ponownie nie doświadczy, bo już nas raz ukarał rządami PiS-u, wszystko bym sprzedał i wyjechał z kraju. Naprawdę – powiedział otwarcie prezes i właściciel firmy Press Glass, jednego z największych w Europie wytwórców szyb zespolonych. Przy czym owe "naprawdę" straciło na aktualności... gdy wygrał PiS.
Głośnym echem w mediach odbiły się plany wyjazdowe "młodej Kopaczowej", która czuła "PiS-mo" nosem. Wizja rządów PiS przerażała młodą lekarkę do tego stopnia, że tuż przed wyborami poważnie rozważała możliwość wyemigrowania razem z mężem i synkiem do Kanady. Był to jednak bardziej niepokój polityczny, wyrażony na potrzeby kampanii wyborczej PO.
Na czas rządów PiS Polskę miał opuścić także bloger naTemat Jerzy Mazgaj. Właściciel Almy żartował niedawno, że szykuje sobie rezydencję w Monako. Po wygranej Andrzeja Dudy, a jeszcze przed zwycięstwem partii Kaczyńskiego mówił, że nie chce żyć w IV RP. – Przedsiębiorca, który prowadzi wiele spółek, nie może jeszcze dodatkowo stresować się tym, że o 6 rano zapukają do niego służby, a niestety to całkiem prawdopodobne - stwierdził Jerzy Mazgaj w rozmowie z "Pulsem Biznesu".
Od kilku dni z kolei swoją emigrację ogłasza w mediach Przemysław Saleta, dając pożywkę prawicowym "posło-trollom", takim jak Krystyna Pawłowicz. Stwierdził on, że wyprowadza się do Tajlandii i że przyczyniły się do tego rządy PiS. Wyjaśnił, że jest dumny z Polski i z tego, że jest Polakiem, w związku z czym... Polskę opuszcza.
Pawłowicz nie mogła przepuścić takiej okazji: „Taki Przemek Saleta, chłop wydziergana potęga, a już nie mógł antydemokratycznej, pisowskiej dyktatury wytrzymać i ucieka przed faszyzmem do Tajlandii! Zamiast bronić Ojczyzny" - śmieje się na jednym największych konkurentów Demotywatorów i wiocha.pl, czyli swoim fanpage'u. Ale trzeba posłance przyznać trochę racji. Unikanie problemu ani trochę nie zbliża nas do jego rozwiązania.
Nie róbmy farsy
Pozostający na emigracji Andrzej Skulski nie ma wątpliwości, że wizja państwa, działającego pod osłoną nocy, nie wesprze w przekonaniu zastanawiających się nad wyjazdem, by w Polsce pozostać. Według niego jednak sam PiS nie będzie powodem do emigracji, a stworzony system rządzenia krajem, który zapanował po Okrągłym Stole.
Pozostający na emigracji Andrzej Skulski nie ma wątpliwości, że wizja państwa, działającego pod osłoną nocy, nie wesprze w przekonaniu zastanawiających się nad wyjazdem, by w Polsce pozostać. Według niego jednak sam PiS nie będzie powodem do emigracji, a stworzony system rządzenia krajem, który zapanował po Okrągłym Stole.
– Efektem jest to, co jest, czyli dla Kowalskiego: „klepanie biedy”, więc nie możemy zapomnieć, że głównym powodem jest brak możliwości godnego życia według dzisiejszych wyobrażeń, tzw. pogoń za chlebem, więc nie jest to tylko czcze gadanie – mówi bloger naTemat. I ma rację. Wszelkie deklaracje to tylko dowód histerii, która zdaniem prawicy zapanowała w Polsce. Jeśli komuś naprawdę zależy na tym, aby zahamować obecną władzę, niech weźmie się w garść. Nie tędy droga.
Przestańmy zatem używać wielkich słów w kontekście żartu, bo trudno inaczej patrzeć na wciąż pojawiające się deklaracje odnośnie wyjazdu. Był w Polsce czas, kiedy Polacy naprawdę musieli upuszczać Ojczyznę, bo naprawdę nie mogli w niej dłużej egzystować. Miejmy nadzieję, że te czasu nie wrócą, a Polacy wybiorą inne formy nacisku na władzę, której działania przywołują najgorsze skojarzenia.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
