
Nominacje do Oscarów zaskoczyły – również dlatego, że zabrakło wyróżnień dla twórców innych niż biali. Internauci, a także przedstawiciele filmowej branży są oburzeni. I dają temu wyraz za pomocą hasztagu #OscarsSoWhite.
REKLAMA
O tej statuetce marzy niejeden, ale okazuje się, że może być ona źródłem konfliktu na tle rasowym. W czwartek miliony osób nie kryło bowiem zdziwienia, że Akademia pominęła kreacje Idrisa Elby, Benicia del Toro czy Teesy Thompson. Ci nie ustępowali bowiem w niczym Michaelowi Fassbenderowi, Eddiemu Redmayne'owi czy Cate Blanchett. Odebrano im jednak szansę na to, by mogli usłyszeć: Oscar jest twój.
– Członkowie Akademii są nadal w 97 proc. biali, 76 proc. z nich stanowią mężczyźni, a ich średnia wieku wynosi 63 lata – powiedział dziennikarz "Entertaiment Tonight", Kevin Frasier. To ma tłumaczyć, dlaczego wśród nominowanych nie ma ani jednego czarnoskórego albo Latynosa. Są za to Alicia Vikander, Brie Larson, Leonardo DiCaprio, Bryan Cranston i Matt Damon. Oczywiście wymienieni zasłużyli, ale nie bardziej niż choćby Michael B. Jordan za przejmującą rolę w "Creed: Narodzinach legendy".
– Witajcie na 87. Ceremonii Oscarów. Dziś wieczorem, uhonorujemy to, co w Hollywood najlepsze i najbielsze – skomentował ironicznie zeszłoroczny gospodarz imprezy, Neil Patrick Harris. Wtórują mu dziesiątki internautów.
Można się jednak zastanawiać, czy taka nagroda jak Oscar to powód do walki o prawa mniejszości. Akademia doceniła przecież m.in. Halle Berry i Lupitę Nyongo. Ta pierwsza przeszła do historii, tylko ilu było jeszcze takich jak ona? W końcu w filmowym świecie liczyć powinien się tylko talent, a nie kolor skóry.
źródło: CBS News
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
