Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Mistrzostwa Europy rozpoczną się lada dzień. Impreza jest nie lada gratką dla kibiców. Ci, którzy chcą poczuć się na imprezie ekskluzywniej mogą na czas Euro wynająć miejsce lub lożę w strefie Prestiż. Nie trzeba być żadnym oficjelem, wystarczy zapłacić. Będzie sporo jedzenia i alkohol. Ten drugi limitować będą barmani. 3 piwa, 2 kieliszki wina i 3 shoty wódki. Spokojnie, w razie czego mają zapas.

REKLAMA
Luksus nie dotyczy jednak oglądania meczy na stadionie, a jedynie w "lepszej" części strefy kibica. Po szybkim przeliczeniu można zobaczyć, ze cena za prestiżowe oglądanie meczu jest porównywalna z ceną biletu na mecz.
Miejsce w strefie Prestiż jest dla każdego, trzeba jednak dodatkowo zapłacić. W
Gdańsku to sport koszt, bo aż 800 złotych. W Poznaniu jest taniej, bo ceny zaczynają się od 350 złotych za miejscówkę do 4200 złotych za całą lożę. Na 30 piętro warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki będzie można wejść za 60 złotych, ale za drinki i jedzenie trzeba płacić dodatkowo.

Katolik nie powinien iść na mecz otwarcia, ani pić piwa na stadionie? Wątpliwości rozwieje w "Strefie Jezusa"

Oprócz "zwykłych" kibiców, będą tam także ludzie z "rodziny UEFA", sponsorzy, biznesmeni oraz ich znajomi.
Marcin Wojciechowski
wicedyrektor MOSiR w Gdańsku

Wszystkim proponujemy oglądanie spotkań w strefie Prestiż, które porównałbym do wczasów all inclusive. Kibic wchodzi o godzinie 12 w dzień i może przebywać do 1 nocy, a w tym czasie je i pije do woli.


źródło: "Gazeta Wyborcza"

A jeść będzie co, bo menu jest zaplanowane i bogate. W skład oferty wchodzą również alkohole. Jednak mimo ofery bez limitów, barmani będą serwować je w sposób limitowany.

Minimalna ilość alkoholu na osobę to 3 małe piwa, 2 kieliszki wina (po 150 ml), 3 kieliszki wódki, ale musi być zapas "na wypadek większego zużycia". Urzędnicy zapisali też, że w barze "spożywa się napoje alkoholwe według standardów europejskich".


źródło: "Gazeta Wyborcza"
Co standardy europejskie oznaczają - nie wiadomo. Można się jednak spodziewać, że zapas na "wypadek większego zużycia" się przyda.
Więcej przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"