
17-latek z Nowego Sącza na pewno się przeraził, gdy policja zapukała do jego drzwi. Przerażeni na pewno byli również jego rodzice. – Mnie też zmroziło, jak o tym usłyszałam. 17-latek? Z powodu niewinnego żartu? – nie może uwierzyć politolog Anna Materska-Sosnowska. Natychmiast pojawiło się pytanie o granice żartu. Gdzie można się śmiać, a gdzie zaczyna się zniewaga głowy państwa. I gdzie w tym wszystkim jest wolność słowa. Bo reakcja prezydenta każe sądzić, że ta wolność jest. Tyle, że 17-latek na trzy lata może trafić za kratki. I nie jest przecież wykluczone, że takich przypadków może być w przyszłości więcej. Może zatem czas zmienić prawo? I od słów przejść do czynów?
Czyli – w domyśle – walczyć z nimi nie ma sensu. I prezydent właśnie to pokazał. Przy okazji również to, że humor ma, a także dystans do samego siebie. Gorzej z prokuraturą. – Nadgorliwość prokuratury w tej sytuacji to był majstersztyk. Pytanie, czy dlatego, że chcieli się przypodobać władzy? Czy chodziło o zastraszenie? – zastanawia się politolog. Jerzy Kryszak: – Nadgorliwych mamy miliony, całe ich zastępy. Nie chcę mówić, że to jest sekta, ale czekają z bronią gotową do strzału. I to jest dramatyczne.
Kara 3 lat więzienia za zniewagę urzędników państwowych – tak twierdzą przepisy polskiego prawa. Według niektórych– bardzo anachroniczne i zupełnie nie pasujące do demokracji XXI wieku. Niewiele jest już w Europie państw, które karzą za zniewagę prezydenta czy innych urzędników państwowych.
– Jak najbardziej. Jestem za tym, by zlikwidować tę szczególną ochronę, bo nie na tym polega budowa autorytetu głowy państwa. Nie ma potrzeby, by chronić ją w bardzo szczególny sposób.
Amerykański serwis Global Post zrobił w ubiegłym roku zestawienie 12 krajów, w których karalne jest obrażanie głowy państwa. Polska znalazła się w tej dwunastce. Tuż za Azerbejdżanem, Libanem i Wenezuelą, a przed Turcją, Holandią, Kamerunem, Bahrajnem, Kuwejtem, Tajlandią, Iranem oraz Indonezją. Kary w tych krajach stosowane są różne. Więzienie, grzywna, baty, a w przypadku Kuwejtu – wygnanie.
Rzecz zdarzyła się siedem dni po zaprzysiężeniu Kaczyńskiego - 30 grudnia o godz. 6.20 obok baru Oskar na Dworcu Centralnym w Warszawie. Patrol policji wylegitymował Huberta H. pochodzącego spod Leszna. "Prowadzący wędrowniczy tryb życia, przebywający w rejonie dworców kolejowych" (cytat z policyjnego wywiadu) po nocnym pijaństwie zaczął z mundurowymi dyskusję od słów: "Wy, kmioty Kaczyńskiego...". Następnie puścił, jak się kiedyś mówiło, wiązankę. Czytaj więcej
Najnowsze przypadki byłyby dla Amerykanów chyba jeszcze bardziej kuriozalne i niezrozumiałe. – To chyba jakieś signum temporis, bo przypadek 17-latka z Nowego Sącza przypomina mi ostatnią nadgorliwość policjantów w Poznaniu, którym nie spodobał się transparent z napisem: "Precz z kaczorem dyktatorem" – mówi prof. Wieruszewski. Oto relacja z manifestacji KOD, za lokalną "Gazetą Wyborczą":
Uwagę policjantów, którzy zabezpieczali zgromadzenie, przykuł tylko jeden transparent: "Precz z kaczorem dyktatorem". Trzymało go kilku znajomych. Gdy po demonstracji szli do zaparkowanego w pobliżu samochodu, podeszli do nich policjanci i poprosili o dokumenty. Mieli tłumaczyć, że transparent nie spodobał się "komuś z góry". Spisali nazwiska i numery telefonów. Na wypadek, gdyby sprawa miała ciąg dalszy". Czytaj więcej
Trybunał wskazał, że z racji iż Prezydent RP jest najwyższym przedstawicielem Polski, czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji oraz stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, należny mu jest szczególny szacunek. Dla wykonywania swoich funkcji efektywnie niezbędne jest posiadanie przez Prezydenta autorytetu. Czytaj więcej
Anna Materska-Sosnowska uważa, że z tym przepisem trzeba być ostrożnym, bo wokół jest mnóstwo nienawiści. – Ale prezydent jest takim samym aktorem na scenie, jak każdy inny polityk. Bez przesady z nadmierną ochroną jego dobrego imienia – mówi.
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
