Podobno prezydent śmieje się z żartów o sobie.
Podobno prezydent śmieje się z żartów o sobie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

17-latek z Nowego Sącza na pewno się przeraził, gdy policja zapukała do jego drzwi. Przerażeni na pewno byli również jego rodzice. – Mnie też zmroziło, jak o tym usłyszałam. 17-latek? Z powodu niewinnego żartu? – nie może uwierzyć politolog Anna Materska-Sosnowska. Natychmiast pojawiło się pytanie o granice żartu. Gdzie można się śmiać, a gdzie zaczyna się zniewaga głowy państwa. I gdzie w tym wszystkim jest wolność słowa. Bo reakcja prezydenta każe sądzić, że ta wolność jest. Tyle, że 17-latek na trzy lata może trafić za kratki. I nie jest przecież wykluczone, że takich przypadków może być w przyszłości więcej. Może zatem czas zmienić prawo? I od słów przejść do czynów?

REKLAMA
Reakcja prezydenta jest bezcenna. Normalna, ludzka. I mimo podziałów politycznych w kraju, wszystkim się podoba. Dawno tak nie było. Ochy i achy płyną z każdej strony. – Zachował się bardzo dobrze. Adekwatnie do sytuacji. Zareagował tak, jak powinien. Czyli: "Dajcie spokój, panowie". Myślę, że trzeba go tu dopieścić – śmieje się Anna Materska-Sosnowska. Satyryk Jerzy Kryszak, który przecież sam śmieje się z polityków wtóruje: – Normalnie zareagował. Z żartami bardzo trudno wygrać. A najczęściej jest się potem ofiarą kolejnego żartu.
Z Komorowskiego też się wyśmiewali
Czyli – w domyśle – walczyć z nimi nie ma sensu. I prezydent właśnie to pokazał. Przy okazji również to, że humor ma, a także dystans do samego siebie. Gorzej z prokuraturą. – Nadgorliwość prokuratury w tej sytuacji to był majstersztyk. Pytanie, czy dlatego, że chcieli się przypodobać władzy? Czy chodziło o zastraszenie? – zastanawia się politolog. Jerzy Kryszak: – Nadgorliwych mamy miliony, całe ich zastępy. Nie chcę mówić, że to jest sekta, ale czekają z bronią gotową do strzału. I to jest dramatyczne.
Po co zatem trzymać przepisy, które mogą doprowadzić do kolejnych, podobnych sytuacji w przyszłości? I miały już miejsce w przeszłości bez względu na to, która opcja polityczna rządziła w Pałacu Prezydenckim? Ot, historia twórcy serwisu AntyKomor.pl, który wyśmiewał się z prezydenta Komorowskiego i też musiał stanąć przed sądem. Skazany za zniewagę głowy państwa na rok i trzy miesiące ograniczenia wolności połączone z obowiązkiem wykonywania 40 godzin prac społecznych miesięcznie. A potem uniewinniony.
Te przepisy ograniczają wolność słowa
Kara 3 lat więzienia za zniewagę urzędników państwowych – tak twierdzą przepisy polskiego prawa. Według niektórych– bardzo anachroniczne i zupełnie nie pasujące do demokracji XXI wieku. Niewiele jest już w Europie państw, które karzą za zniewagę prezydenta czy innych urzędników państwowych.
– Politycy muszą mieć twardszą skórę. W czasach współczesnych szczególna ochrona prezydenta jest niczym nie uprawniona, gdyż prowadzi do bardzo daleko idącego ograniczenia wolności słowa – uważa prof. Roman Wieruszewski, szef Poznańskiego Centrum Praw Człowieka, były wiceszef Komisji Praw Człowieka ONZ. Podkreśla, że czym innym jest totalne znieważenie czy obraza, a czym innym żart, satyra, wyśmiewanie. Zastanawia się też, czy prezydent nie mógłby teraz podjąć takiej inicjatywy. – Być może inicjatywa wyjdzie? Może sam urząd prezydenta zorientuje się, że warto zrobić nowelizację tych przepisów? – mówi.
– Uważa pan, że byłoby to słuszne?
– Jak najbardziej. Jestem za tym, by zlikwidować tę szczególną ochronę, bo nie na tym polega budowa autorytetu głowy państwa. Nie ma potrzeby, by chronić ją w bardzo szczególny sposób.
Jesteśmy obok Kamerunu i Iranu
Amerykański serwis Global Post zrobił w ubiegłym roku zestawienie 12 krajów, w których karalne jest obrażanie głowy państwa. Polska znalazła się w tej dwunastce. Tuż za Azerbejdżanem, Libanem i Wenezuelą, a przed Turcją, Holandią, Kamerunem, Bahrajnem, Kuwejtem, Tajlandią, Iranem oraz Indonezją. Kary w tych krajach stosowane są różne. Więzienie, grzywna, baty, a w przypadku Kuwejtu – wygnanie.
"Podczas wizyty w Polsce, prezydent Barack Obama musi uważać na język" – czytamy. I dalej jeszcze o tym, że co prawda w Polsce przepisy nie należą do najsurowszych, to stosowane są w przedziwnych okolicznościach. Tu podano przykład bezdomnego, który w 2006 roku znieważył prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przypomnijmy tę historię. Cała Polska szukała wtedy niejakiego Huberta.
Z blogu "Obława na Huberta za Obrazę Prezydenta"

Rzecz zdarzyła się siedem dni po zaprzysiężeniu Kaczyńskiego - 30 grudnia o godz. 6.20 obok baru Oskar na Dworcu Centralnym w Warszawie. Patrol policji wylegitymował Huberta H. pochodzącego spod Leszna. "Prowadzący wędrowniczy tryb życia, przebywający w rejonie dworców kolejowych" (cytat z policyjnego wywiadu) po nocnym pijaństwie zaczął z mundurowymi dyskusję od słów: "Wy, kmioty Kaczyńskiego...". Następnie puścił, jak się kiedyś mówiło, wiązankę. Czytaj więcej

Wzbudziło to zainteresowanie Amerykanów, ponieważ u nich takiego prawa nie ma. Pełną wolność słowa gwarantuje konstytucja. Tamtą historię przypomnieli też teraz internauci.
Policjanci zadziałali prewencyjnie
Najnowsze przypadki byłyby dla Amerykanów chyba jeszcze bardziej kuriozalne i niezrozumiałe. – To chyba jakieś signum temporis, bo przypadek 17-latka z Nowego Sącza przypomina mi ostatnią nadgorliwość policjantów w Poznaniu, którym nie spodobał się transparent z napisem: "Precz z kaczorem dyktatorem" – mówi prof. Wieruszewski. Oto relacja z manifestacji KOD, za lokalną "Gazetą Wyborczą":

Uwagę policjantów, którzy zabezpieczali zgromadzenie, przykuł tylko jeden transparent: "Precz z kaczorem dyktatorem". Trzymało go kilku znajomych. Gdy po demonstracji szli do zaparkowanego w pobliżu samochodu, podeszli do nich policjanci i poprosili o dokumenty. Mieli tłumaczyć, że transparent nie spodobał się "komuś z góry". Spisali nazwiska i numery telefonów. Na wypadek, gdyby sprawa miała ciąg dalszy". Czytaj więcej

– Potem powiedzieli "Przepraszam" – przyznaje profesor.
Przepis art. 135 Kodeksu karnego może zatem prowadzić do absurdów i już dawno zwracali na niego uwagę sądowi eksperci. Miedzy innymi sąd w Gdańsku zastanawiał się, czy nie narusza on wolności słowa. Infor.pl pisał: "Sąd okręgowy podkreślił, że stanowi on podstawę do zbyt dużej ingerencji państwa w prawo do debaty politycznej i wyrażania własnej opinii". Z tą opinią nie zgodził się jednak Trybunał Konstytucyjny.
Infor.pl

Trybunał wskazał, że z racji iż Prezydent RP jest najwyższym przedstawicielem Polski, czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji oraz stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, należny mu jest szczególny szacunek. Dla wykonywania swoich funkcji efektywnie niezbędne jest posiadanie przez Prezydenta autorytetu. Czytaj więcej

Prezydent popsułby sobie wizerunek
Anna Materska-Sosnowska uważa, że z tym przepisem trzeba być ostrożnym, bo wokół jest mnóstwo nienawiści. – Ale prezydent jest takim samym aktorem na scenie, jak każdy inny polityk. Bez przesady z nadmierną ochroną jego dobrego imienia – mówi.
Ludzie mają nadzieję, że sprawa 17-latka z Nowego Sącza rozejdzie się po kościach. Ale gdyby nie, czy prezydent mógłby mocniej tupnąć nogą i zainterweniować? – Myślę, że tak, bo jemu jest to absolutnie do niczego niepotrzebne, a tylko popsułoby jego wizerunek – uważa politolog.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl