Pragnę dokończyć swoją misję. A obawy? Nie mam - wywiad z Janem Urbanem, nowym-starym trenerem Legii Warszawa

Jan Urban został ponownie zatrudniony w Legii Warszawa
Jan Urban został ponownie zatrudniony w Legii Warszawa Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Gdy odchodził z warszawskiego klubu w 2010 roku, żegnano go tam z prawdziwą klasą. Godną największych mistrzów, choć nie zdobył krajowego tytułu. Wielu ekspertów przewidywało jednak, iż prędzej czy później Jan Urban wróci jeszcze do stolicy. I tak też się stało - zastąpił właśnie Maciej Skorżę na stanowisku trenera Legii. Urbana postanowiliśmy zapytać o jego nowe zawodowe wyzwanie i o to, czy wypromuje kolejne młode legijne gwiazdy.



Jak mawiał grecki filozof Heraklit: "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki". Pan jednak nie posłuchał mędrca i wchodzi ponownie. Bez żadnych obaw?

Obaw nie mam. Gdybym je miał, to by mnie tutaj nie było. To proste. Zamierzam kontynuować swoją misję, którą zacząłem w 2007 roku. Ponadto chcę także udowodnić tym, którzy mnie krytykowali, niedoceniali, w jakim byli błędzie.

Czy Jan Urban jest teraz lepszym trenerem, aniżeli wówczas, gdy przychodził do Legii pięć lat temu?

Na pewno bogatszym o spory bagaż doświadczeń. Mam pewne porównanie, jakie mogą być warunki pracy trenera w różnych klubach. Wszędzie było inaczej niż w Warszawie. W Bytomiu nie walczyliśmy o najwyższe cele, okoliczności były inne. W Zagłębiu infrastruktura była nie gorsza niż na Łazienkowskiej, ale nie czuć było takiej presji i zainteresowania ze strony mediów. W ostatnich latach w moim wolnym czasie odbywałem także liczne kursy dotyczące coachingu sportowego. Nawet będąc w Lubinie jeździłem przez pół roku do Hiszpanii na szkolenia. Ich główny nacisk położony był na pracę z ludźmi.


Rafał Wolski - wielki talent polskiej piłki

Pana przyjście musiało ucieszyć szczególnie Jakuba Koseckiego. Dotąd był niedoceniany w Legii, musiał grać na wypożyczeniu. Dostanie swoją szansę?

Jak udowodniłem wielokrotnie, nie boję się stawiać na "młokosów", powierzać im często ważne zadania w zespole. To się nie zmieni także i teraz. Ale nie jest też tak, że każdy młody zawodnik przebije się do składu. Trzeba na to zasłużyć ciężką pracą na treningach. Same chęci nie wystarczą. W piłce młodzieżowej tak już jest, że są lata, gdy 2-3 piłkarzy trafia do pierwszej drużyny. Bywają jednak też takie czasy, gdy brakuje nowych talentów.


Młodzi piłkarze coraz częściej stanowią o sile klubu z Łazienkowskiej. Przykładem jest chociażby Rafał Wolski czy Michał Żyro. Wcześniej byli Ariel Borysiuk i Maciej Rybus. Akademia Legii nie odbiega już od najlepszych z czołowych lig świata?

Kamil Grosicki zagra w podstawowym składzie na Euro?

Pod względem jakości pracy i metodologii zajęć to hiszpańskie szkółki i legijna są zbliżone. Nie ma między nimi większych różnic. W ostatnich latach Akademia Legii zrobiła sporo, by zbliżyć się do najlepszych. To, co odróżnia obie szkoły, to głównie infrastruktura. Pod tym względem przepaść między Hiszpanią a Polską jest wciąż ogromna. Tam byle drużyna ma do dyspozycji kompleks boisk, sal. Młodzież ma gdzie trenować. Ale nie wszystko na raz. Dobrze, że Akademia stale się rozwija.


Zamierza pan ściągnąć do zespołu kolejne wielkie nazwiska pokroju Ljuboji?

Filozofia klubu, którą podzielam, jest taka, by zbilansować w zespole doświadczenie i młodzieńczą fantazję. Nowe talenty muszą się bowiem od kogoś uczyć. Od tych, których w kluczowych momentach nie spanikują. Choć musimy także być czujni, bo nie każdy znany zawodnik może pomóc z Legii, o czym ostatnio mogliśmy się dobrze przekonać.

Postawa Ljuboji w ostatnim sezonie wywoływała mieszane uczucia wśród kibiców. Jedni nie wyobrażali sobie składu bez niego. Inni narzekali, że właściwie nie jest napastnikiem, bo za bardzo się cofa do środka pola i drużyna na tym traci

Myślę, że Serb nie do końca dobrze czuje się w roli wysuniętego napastnika. Ma naturalne inklinacje do rozgrywania, do szukania dla siebie miejsca na boisku. To nie jest prawdziwy "sęp pola karnego". Tym bardziej musimy postarać się o wzmocnienia w linii ataku.

Często powtarzał pan w wywiadach, iż żałuje, że podczas pierwszego pańskiego pobytu w Legii ani stadion nie był gotowy, ani kibice nie byli skłonni wspierać piłkarzy. Doping tak wiele znaczy dla drużyny?

Pomoc ze strony trybun bywa bezcenna. Zawodnicy, trenerzy - wszyscy podchodzą wówczas do swojej pracy z większą przyjemnością. Wyzwalają się dodatkowe emocje i energia. Wspaniale jest móc widzieć radość własnych kibiców, ich zaangażowanie. Jak grałem jeszcze sam na boisku, to zawsze doceniałem poparcie, jakim obdarzała nas publiczność. To element całego widowiska. Dobrze, że na Legii atmosfera jest teraz dużo lepsza.

Czemu Legia jest aż tak znienawidzona w Polsce?

Kilku piłkarzy Śląska Wrocław i Semir Stilić z Lecha Poznań śpiewali niedawno wulgarne piosenki o Legii. Czemu warszawski klub jest aż tak znienawidzony w Polsce?

To proste, zawsze chce się dokopać silniejszemu. Ponadto panuje opinia, iż drużyny ze stolicy są faworyzowane. Mają większy budżet i nie są przez to darzone sympatią. Ale to nie Legia jest winna tych śpiewek, zachowań. One świadczą źle tylko o ich autorach.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Rządy PiS nazywała reżimem. Ta Czeszka może napsuć krwi Kaczyńskiemu bardziej niż Timmermans
0 0To po to PiS przerwał posiedzenie Sejmu? Arłukowicz mówi o "handlu"