Orły PiSu i ich "biznesowe CV". W tych korporacjach nie zostaliby przyjęci na staż

8 lat czekał aż PiS odzsyka władzą, a on będzie mogł wrócić na fotel prezesa
8 lat czekał aż PiS odzsyka władzą, a on będzie mogł wrócić na fotel prezesa Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Koniakowi prezesi – tak jeden z najbogatszych Polaków nazywał prezesów największych spółek skarbu państwa, którzy do władzy na miliardami złotych i potężnym rynkiem w Polsce doszli dzięki politycznej nominacji. – Doskonale orientują się w politycznych koteriach, ale oprócz picia koniaków, nic nie umieją. Wyceniając te kompetencje, żadnemu nie zaoferowałbym więcej niż swojej asystentce – mówił biznesmen.


Sprawdziłem życiorysy prezesów dziesięciu spółek, największych producentów miedzi na świecie. Tylko szef 9. z nich, naszego KGHM ma swojej karierze tak mocne punkty jak dyrektor wodociągów i skarbnik liczącej niespełna 3 tys. mieszkańców gminy. Nelson Pizarro Contador, prezes Codelco to górnik, a zanim został szefem korporacji, w odkrywkowych kopalniach miedzi w Peru spędził jakieś 20 lat. Ivan Glasenberg, szef Glencore Xstrata w branży miedziowej pracuje 28 lat. Na wydobywaniu i handlu metalami zbił majątek szacowany na 6,1 mld dolarów.
Z branży górniczej nie pochodzi Sam Walsh, szef RioTinto. 20 lat przepracował w General Motors od stażysty po szefa biura w Australii. Kiedy przeskoczył do branży miedziowej, w pierwszym roku jego zarządzania Rio Tinto wyszło z 3 miliardów dolarów strat na 3,7 mld dol. zysku. O każdym z tych prezesów można powiedzieć, że gdyby stracili pracę, następnego dnia znaleźliby ją w podobnej międzynarodowej korporacji, nawet gdyby miała sprzedawać wodę gazowaną, traktory czy makaron. Nasz Krzysztof Skóra był prezesem KGHM w latach 2006-2008, kiedy stracił stanowisko z powodów politycznych, został dyrektorem w wodociągów w Lubinie.

Dotychczasowy prezes KGHM

Herbert Wirth rządził miedziową spółką siedem lat i uczynił z niej koncern działający globalnie. Za jego czasów spółka za ponad 9 mld zł przejęła kanadyjską firmę wydobywczą Quadra FNX (obecnie nazywa się KGHM International) i zyskała tym samym ponad połowę udziałów w chilijskiej kopalni Sierra Gorda. Czytaj więcej

za: Money.pl
Pan paliwko
To byłoby zbyt łatwe i nieuprzejme masakrować Wojciecha Jasińskiego, prezesa PKN Orlen porównaniami do szefów BP, Shella itp. Nawet w Chinach, szef tamtejszego Orlenu, czyli Sinopec nie jest kumplem naczelnika partii, ale skończył studia w Kalifornii, a benzynę pod paznokciami ma od 30 lat.


Na szczęście jest jeden prezes koncernu paliwowego w Europie, który uwielbia porównania z Polską. To Zsolt Hernadi, prezes węgierskiej firmy MOL. Ponad 10 lat temu obie firmy miały podobna wartość, a były plany, aby Orlen przejął konkurenta z Węgier. Prezes węgierskiego MOLa dość trafnie porównał realia pracy w Polsce i Wegrzech. – Podczas gdy ja nad długoterminową strategią pracuję od 2000 roku, w waszym Orlenie przewinęło się sporo prezesów – mówił wywiadzie dla serwisu WNP.pl.

Wojciech Jasiński to zawodowy polityk, poseł, a w biznesie przepracował 3 lata, a konkretnie na stanowisku w partyjnej spółce PiS. Kiedy w 1989 roku rozpoczynał karierę urzędniczą, Hernadi był już menedżerem jednego z zagranicznych banków w Budapeszcie. Węgier kieruje spółką MOL od 2000 roku. Nawet Patrick Wendeler, 44-letni nowy prezes niemieckiej firmy Aral ma 20 lat doświadczenia w branży. Zaczynał jako pracownik stacji benzynowej w Hamburgu.

Zabawy z bronią
Słusznie Mariusz Kamiński zrezygnował ze stanowiska szefa Polskiego Holdingu Obronnego. Jego "kompetencje" to 8 lat pracy w sejmowej komisji obrony, wykształcenie prawnicze oraz wizja rozwoju firmy. Zajrzyjmy do CV Phebe Novacovic, prezeski General Dynamics. To producent znanego na całym świecie czołgu M1A1 Abrams. Wiodąca, ale wcale nie największa z amerykańskich firm zbrojeniowych. Zanim Novacovic została prezesem, pracowała w spółce na różnych stanowiskach przez 12 lat. Po studiach oraz kursie MBA na jednej z najdroższych amerykańskich uczelni pracowała przez kilka lat jako oficer CIA, a potem 4 lata w Departamencie Obrony USA.
Tu wyjaśnienie – PHO nie jest odpowiednikiem producenta czołgów, to przede wszystkim firma handlowa odpowiadająca za sprzedaż polskiego uzbrojenia na rynkach międzynarodowych. Produkcja to biznes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Po przejęciu przez Antoniego Macierewicza kontroli nad spółkami zbrojeniowymi prezesem PGZ został Arkadiusz Siwko. W latach 90. był szefem gabinetu polityka prawicy, gdy ten był ministrem spraw wewnętrznych. Później pracował m.in. jako prezes państwowego Operatora Logistycznego Paliw Płynnych, zarządzającej magazynami paliw. Dobrze, że produkowaniem broni nie zajął się w ramach programu "pierwsza praca".


Jeśli równanie do Amerykanów wydaje się wam na wyrost, przedstawiam inżyniera Lubomira Kowarika, który od 2006 roku kieruje Czeska Zbrojovką. Prezes Kowarik jest byłym pilotem wojskowym, z wykształcenia chemikiem, ma także dyplom MBA z zarządzania. W małym palcu ma amerykański rynek broni, gdzie Czesi chcą sprzedawać swoje pistolety oraz karabiny - także myśliwskie. W wywiadzie z dziennikarzami Kovarik wylicza dokładnie ulubione kalibry broni z jakich strzelają jego amerykańscy klienci oraz podaje ceny sklepowe amerykańskich karabinków i najnowszego czeskiego. – Moim zadaniem była budowa firmy prawdziwie technologicznej i inżynierskiej. Tylko dzięki temu utrzymaliśmy pozycję jednego z największych producentów broni na świecie. Ze 160 tys. sztuk broni palnej 90 procent trafia na eksport – mówił.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl