
Druga wojna światowa to dramat milionów cywili. Mimo upływu 70 lat, w zaciszu archiwów wiele rodzin nadal poszukuje dawno utraconych bliskich lub ich mogił. Piotr Torłop, rekonstruktor z Gdańska otrzymał kilka lat temu mail, który skłonił go do rozpoczęcia żmudnych poszukiwań Leona Króla – dawnego ułana. W opowieści brak bunkru Hitlera, tajnych broni III Rzeszy czy wielkich politycznych zdarzeń. Historia poszukiwań to powolne składanie strzępków faktów, dzięki którym zapisano kolejną kartkę historii.
Torłop wspomina, że wszystko zaczęło się od maila, który przyszedł na skrzynkę stowarzyszenia historycznego. Wiadomość później długo siedziała w głowie rekonstruktora i zaowocowała badaniami.
Był wrześniowy, zapowiadający szybkie nadejście jesieni, wieczór 2011 roku. Usiadłem tego dnia przy komputerze poświęcając się surfowaniu w internecie, a jako osoba zaangażowana w działalność stowarzyszenia kultywującego historię i tradycje 18 Pułku Ułanów Pomorskich postanowiłem w tym dniu sprawdzić klubową pocztę. Moją uwagę przykuła wiadomość z imieniem i nazwiskiem w tytule, nadesłana przez Panią Maję Szymałę-Kasowską z Piły: „...szukam informacji o wujku, bracie mojej mamy. Kapralu nadterminowym Leonie Królu, który był ułanem 18 Pułku Ułanów Pomorskich i zginął lub został ranny w bitwie pod Krojantami. Od czasu wojny nie wiemy, co się z nim stało. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje…”
Po upływie kilku miesięcy, przy nadarzającej się okazji Świąt Wielkanocnych, razem z klubową e-kartką okolicznościową z ogromną ciekawością zapytałem o efekt poszukiwań. Tak zaczęła się nasza emailowo-telefoniczna znajomość, która zaowocowała piękną historią. Historią, której początek znalazłem daleko - bo u zarania XX wieku w zagłębiu Ruhry, a koniec wyznaczyła bezimienna mogiła…
W 1947 roku Leon został uznany za zmarłego. Wciąż jednak nie wiadomo było, gdzie leży ułan, ani jakie były jego losy. Nawet na grobie rodziców napisano: "Rodzice proszą o modlitwę za syna Leona, który zginął w obronie ojczyzny w 1939 r”. Rodzeństwo odwiedziło w latach 70. spotkanie weteranów 18 Pułku. Pisali do organizacji kombatanckich, wszystko na próżno.
Uruchomiłem wszystkie swoje szare komórki, zagłębiłem się w przepastne czeluści wszystkowiedzącego internetu i przeglądnąłem skrzętnie zapisywane adresy i numery telefonów osób, które mogłyby mi w jakikolwiek sposób pomóc. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Wielce pomocnym okazał się Pan płk. w st. spocz. dr. Jerzy Krzyś – Przewodniczący Rady Fundacji na Rzecz Tradycji Jazdy Polskiej w Grudziądzu, żołnierz, lekarz i pasjonat historii.
Rekonstruktor dotarł też do relacji dawnych mieszkańców pobliskiej Dąbrówki Królewskiej, którzy zebrali po walce ciała żołnierzy. Polaków pochowano na cmentarzu, a Niemców wywieziono. W mogile spoczywa 87 polskich żołnierzy z września 1939 roku. Sześciu z nich było bezimiennych. Teraz pozostało pięciu.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
