
Agnieszka Radwańska może już wracać z Paryża do Krakowa. W czwartek odpadła z turnieju deblowego Rolanda Garrosa, a wczoraj z rywalizacji singlistek. Na tamtejszych kortach Polka wciąż nie potrafi zajść wysoko. W stolicy Francji nigdy nie doszła dalej, niż do 4 rundy. Forma, jaką imponuje tenisistka z Krakowa od początku sezonu, wczoraj jakby została w szatni. Dlaczego znów się nie udało w Wielkim Szlemie?
REKLAMA
- Rywalka zaczęła bardzo dobrze i po kilkunastu minutach przegrywałam 0:5. Miała praktycznie odpowiedź na każde moje zagranie – mówiła Radwańska na pomeczowej konferencji. A kim była ta przeciwniczka? Stara znajoma, Swietłana Kuzniecowa. Nasza zawodniczka nigdy sobie z nią nie radziła, wczoraj przegrała 10. w karierze spotkanie z Rosjanką. Tyle, że urodzona w Sankt Petersburgu tenisistka od kilku miesięcy gra coraz słabiej. I nagle przypomniała sobie, że gdzie jak gdzie, ale na ziemi potrafi grać znakomicie (wygrała French Open w 2009)? Tak twierdzi „Isia”.
- To nie ja grałam słabo, to ona bardzo dobrze - broniła się Radwańska po meczu. Niektórzy mówią jednak, iż gra się tak, jak przeciwnik pozwala. A jeśli ten pozwala na wiele, to trudno z tego nie skorzystać. Końcowy rezultat spotkania: 6:1, 6:2 na korzyść Kuzniecowej.
- Agnieszka z pewnością powinna osiągnąć lepszy wynik - ocenia szkoleniowiec i ekspert tenisa Tomasz Iwański. - Ta porażka była zbyt gładka. Ale z drugiej strony, Kuzniecowa zagrała rzeczywiście wyśmienicie. Odnalazła swoją formę, której ostatnio jej brakowało. Postawiła ostatnio za bardzo na imprezowe życie. Widać, że jednak wraca do normalne dyspozycji. Z kolei Polka zagrała zbyt asekuracyjnie i nie wiele mogła zdziałać - zaznacza.
Zwyciężczyni po spotkaniu powiedziała z kolei: „Dawno nie miałam takiego uczucia. Nabrałam pewności siebie, wracam do gry, która dawała mi w przeszłości tyle zwycięstw”.
I znów marsz naszej jedynej rodaczki w czołówce WTA po tytuł wielkoszlemowy został przerwany. Czy niespodziewanie? Co prawda zaskoczeni porażką Radwańskiej byli nawet zagraniczni eksperci, ale patrząc na statystyki Polki w najważniejszych imprezach sezonu, od lat nie potrafi ona przełożyć swojej lepszej lub gorszej dyspozycji na sukces w Wielkim Szlemie. Bez względu na porę roku czy nawierzchnię.
Sukces na miarę jej własnych oczekiwań oraz tych zewnętrznych. Wszak, to aktualnie trzecia zawodniczka globu. Powinna dotrzeć przynajmniej do półfinału Rolanda Garrosa, a tam spróbować szczęścia w spotkaniu z Wiktorią Azarenką. Ale sport z przewidywalnością nie zawsze się jednak łączy. Na szósty karierze ćwierćfinał Wielkiego Szlema Polka musi poczekać do trawiastego Wimbledonu. Jej ulubionego. Ale nawet tam nigdy nie zaszła dalej niż do ¼ turnieju. A może „Isia” powinna bardziej skupić na mniejszych turniejach jak Karolina Woźniacka i tam zbierać punkty?
- Nasza zawodniczka nie ma wielu słabych punktów. W końcu mówimy o tenisistce, która jest trzecia na świecie. Raz chwalimy ją za psychikę, a raz ganimy. A warunki fizycznie często jej nie przeszkadzają. Nie do końca jednak radzi sobie w sytuacjach, gdy ma po drugiej stronie siatki rywalkę dobrze dysponowaną. Nad tym musi wciąż pracować - podkreśla Iwański.
Kuzniecowa to nie jedyna „niewygodna” zawodniczka dla Radwańskiej. Ze wspomnianą Azarenką przegrała tylko w tym sezonie już 5 razy. „Mały koszmar Agnieszki Radwańskiej” – tak z kolei nazywana jest przed media Petra Cetkovska. Choć Czeszka w rankingu jest niżej od naszej, to regularnie ją ogrywa. Ostatnio miało to miejsce dwa tygodnie temu w Rzymie. Cetkovska wygrała z Polką po raz czwarty.
Brak awansu do 4. rundy tegorocznego French Open spowoduje, że krakowianka może stracić nie tylko punkty do rankingu, ale i pewność gry. Tym bardziej, że niedługo rozpoczyna się sezon turniejów rozgrywanych na trawie. Na zielonej nawierzchni Radwańska czuje się znacznie lepiej i mogłaby na niej rywalizować przez cały rok.
W Roland Garros przegrała nie tylko trzecia zawodniczka świata. Odpadł także Łukasz Kubot, którego wyeliminował belgijski tenisista David Goffin. Kolejna niemiła wiadomość z Paryża napłynęła dzisiaj. Polscy debeliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski przegrali z Włochami Danielem Braccialim i Potitem Starace 6:7, 3:6 w III rundzie Rolanda Garrosa. I znów zaskoczeni są nawet zagraniczni fachowcy, którzy upatrywali w naszej eksportowej parze jednych z głównych faworytów rywalizacji deblowej. W maju nasi rodacy dwukrotnie triumfowali w dużych turniejach, które zorganizowano w Hiszpanii. Jednak tego największego na kortach ziemnych w tym sezonie już nie wygrają.