Hodowała świnie i otworzyła butik Versace. Ale wielki biznes oszukał żonę rolnika

O szóstej  rano wstawała by pracować na farmie ze zwierzętami. W wolne dni jeździła do Mediolanu, aby otworzyć taki biznes
O szóstej rano wstawała by pracować na farmie ze zwierzętami. W wolne dni jeździła do Mediolanu, aby otworzyć taki biznes Anemone Boutique / Facebook
– Może Pan napisać, że dałam się nabrać jak kretynka. Uwierzyłam w opowieści o wielkich zyskach w galeriach handlowych, że każdy może zostać kowalem własnego losu, milionerem. Nie, cały ten system zmierza do wykorzystania takich ludzi jak ja - mówi Wioletta Wąsiewska, do niedawna właścicielka luksusowego butiku Versace w Olsztynie.


To kolejna szokująca historia jaka wydarzyła się na zapleczu galerii handlowych w Polsce. Za odstąpienie od umowy wynajmu 100-metrowego sklepu zarządca Galerii Warmińskiej w Olsztynie naliczył biznesmence 1,8 miliona złotych kary. Powód? Umowa najmu miała trwać 5 lat, tymczasem kobieta już po kilku miesiącach zwinęła biznes.


Wąsiewska przyznaje, że skoczyła na głęboką wodę. W Olsztynie, mieście bezrobotnych i najniższych pensji w Polsce otworzyła sklep z torebkami włoskiej marki Furla, produktami Varsace Collection, Pinko, Liu Jo, Calvin Klein i innymi luksusowymi markami. Liczyła, że przecież wszędzie są jacyś zamożni ludzie, a dodatkowo miasto leży niedaleko rosyjskiej enklawy Kaliningradu. Przecież Rosjanie często przyjeżdżają do Polski na zakupy. Przeliczyła się. – Mój utarg wynosił 15-20 tys. miesięcznie, a sam czynsz za wynajem sklepu 18-20 tys. złotych. Skąd wziąć na pensje trzech pracownic, a gdzie zysk mający sfinansować koszty zakupu towaru i urządzenia sklepu? - tłumaczy decyzję o zamknięciu butiku.


Żadnej pracy się nie boję
Butik z luksusowymi markami miał być fajnym hobby obok ciężkiej pracy przy hodowli świń. Wąsiewska prowadziła wraz z mężem duże gospodarstwo w woj. warmińsko-mazurskim. Mieli zyski i 8 tys. zwierząt. Nie weszłaby w modowy biznes, gdyby nie zaproszenie na pokaz mody do Mediolanu, gdzie w roli modelki występowała jej córka. Przy wybiegu poznała Włochów, którzy handlują produktami luksusowych marek w Polsce. Jest przedsiębiorcza, postanowiła sprawdzić jak jej pójdzie. Zainwestowała ponad 100 tys. złotych. Dziś Wąsiewska twierdzi, że w Olsztynie ludzie przychodzą do galerii na cheeseburgera oraz do kina, klientów na buty za 800 złotych od pary brak. Kolekcję Ralph Lauren przeceniła o 40 procent, wtedy jako tako się sprzedawały.


Przełknęłaby stratę, ale w praktyce wyjście z galerii okazało się bardzo trudne. Menedżerowie chcieli ją przywołać do porządku, by mimo strat kontynuowała biznes. Zarządcy wielkich sklepów nie lubią uciekających przedsiębiorców, bo wystawiają na szwank reputację ich biznesu. Handel nie idzie? To znaczy, że winę ponosi sam sklepikarz. Nie potrafi sprawnie zarządzać firmą, ma zły towar, kiepsko wyeksponowany albo niedoświetlone witryny. Z kupcami podpisuje się wieloletnie umowy, z lojalkami, wekslami, zabezpieczeniami finansowymi, z których w razie kłopotów, zwykłej biznesowej porażki, trudno się wywikłać. System przypomina ten z hipermarketów, drenujących portfele dostawców żywności.

900 świń za Armaniego
- Najpierw dostałam absurdalną karę 1,8 mln. Ani myślę płacić! Teraz przysłali mi ostateczne pismo wzywające do zapłaty pół miliona - mówi biznesmenka. Dodaje, że na szczeście kierowana przeczuciem, rozpoczynając współpracę nie podpisała "trzech siódemek". To oświadczenie o dobrowolnemu poddaniu się egzekucji kary pieniężnej. Nazwa pochodzi o artykułu Kodeksu Postępowania Cywilnego. Takie oświadczenia podpisują najemcy sklepów w polskich galeriach, a wtedy każdy menedżer trzyma ich w garści. W razie czego kara finansowa, a do akcji od razu wchodzi komornik.

Wąsiewska to przeżyła. Za wydumane długi z handlu produktami Versace i Ralpha Laurena komornik odwiedził gospodarstwo i zajął 900 świń, wartych 144 tys. zł. (poniżej ten dokument). Na szczęście po głośnej aferze z zajęciem traktora niewinnemu rolnikowi komornicy są bardziej wyczuleni na skutki własnych błędów. Inwentarz został uwolniony gdy urzędnik zreflektował się, że świnie należą do męża, a Wąsiewscy mają rozdzielność majątkową. Komediowa przepychanka z galerią trwa nadal.
Galernicy wiosłują nadal
Skargi właścicielki sklepu można by odebrać jako narzekania amatora. Przecież podpisała umowę, a potem się z niej wycofała. Można gdyby, nie to, że ma spore doświadczenie w biznesie. Hodowlę świń licząca kilka tysięcy sztuk żywca wraz z mężem prowadziła przez 20 lat. – Uczciwie i ciężką pracą zarobiliśmy sporo pieniędzy. Jeździmy BMW i Audi. Nie od wczoraj jestem w biznesie. Jednak tak bezwzględnych numerów nikt nie popróbował ze mną robić - komentuje bizneswoman.

Galeria Warmińska w Olsztynie należy do spółki Libra Project, której udziałowcem jest Dariusz Miłek, jeden z najbogatszych Polaków, szef CCC, największej firmy sprzedającej tanie buty w Polsce. Ponieważ Miłek dorobił się miliardów postanowił zainwestować je w pokrewny biznes - galerie handlowe. Pisaliśmy, że boom na takie sklepy w Polsce wydaje się już kończyć. Być może to dlatego zarządzający tym biznesem stali się tak bezwzględni. Zapytaliśmy Lecha Chudego, prezesa Libra Project dlaczego szkodę z powodu zamknięcia butiku wycenia na 1,8 miliona zł. Do momentu publikacji nie uzyskaliśmy komentarza.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl