4 czerwca 2012 r., Gdańsk. Manifestacja środowisk związanych z "Gazetą Polską" przeciwko Lechowi Wałęsie
4 czerwca 2012 r., Gdańsk. Manifestacja środowisk związanych z "Gazetą Polską" przeciwko Lechowi Wałęsie fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

Białe – czarne. Dzień – noc. Bohater (bez skazy) – (skończony) zdrajca. Cokolwiek powiesz, trafisz do sortowni poglądów większej niż ta, której używa poseł Kaczyński. Krytykujesz PiS? Ewidentnie jesteś na pasku Platformy. Nie podobała ci się polityka PO? Musisz być gorliwym zwolennikiem PiS-u. Wszystko co powiesz będzie użyte przeciwko tobie.

REKLAMA
Nie chodzi tylko o Lecha Wałęsę i napędzaną rządowymi mediami bolkozę. Dotyczy to niemal każdej budzącej zainteresowanie kwestii. Wersalu nie ma od dawna. Teraz tracimy zdolność dostrzegania więcej niż dwóch kolorów.
Niesłyszalni
Być może jest to zbyt radykalne postawienie sprawy. W końcu nadal istnieją ludzie, którzy nie popłynęli z monochromatycznym prądem (choć oczywiście też tacy, którzy nie poddają się modzie i po prostu widzą sprawę w kategoriach zero-jedynkowych). Problem w tym, że prawie ich nie słychać. Jednak czy można się temu dziwić?
W tym wielkim zamieszaniu ci, którzy nie wykrzykują wielkich słów co sił w płucach, lecz próbują spokojnie przedstawić swój punkt widzenia, nie mogą się przebić, więc – w konsekwencji – tak jakby nie istnieją. I rezygnują z rywalizacji na decybele, lub nawet w ogóle nie podejmują takiej próby.
logo
Lech Wałęsa w swoim biurze (2015). fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Retoryczne pałowanie
Nie chodzi o prymitywny "prawdopośrodkizm" który ma szybko zamykać dyskusję na dowolny temat na zasadzie "i tak i nie, więc trudno powiedzieć, a teraz pooglądajmy śmieszne koty w internecie". Wbrew pozorom prawda nie zawsze leży pośrodku, a być może nawet najczęściej jest gdzie indziej.
Idzie o możliwość przedstawienia opinii, która nie pasuje ani do bohaterskiego, ani do zdradzieckiego szablonu dyskusji o byłym prezydencie bez gwarancji retorycznego spałowania przez dzierżące te narracje plemiona.
W tej sytuacji choćby odrobinę zniuansowana szczerość nosi znamiona comingoutu. Ewa Wanat, szefowa Medium Publicznego wymieciona z mediów publicznych przez "dobrą zmianę" PiS, nie owija w bawełnę.
– "Ja Wałęsy od wielu lat nie lubię" – pisze jasno i wyraźnie dziennikarka, która, doceniając jego dokonania przedprezydenckie, krytycznie ocenia jego bogoojczyźnianą prezydenturę z pozycji prawnoczłowieczych. Jednocześnie jest zniesmaczona nagonką na byłego prezydenta. Niemożliwe? A jednak.
Ewa Wanat

Kiedyś wielbiłam go z młodzieńczą egzaltacją. To nawet właściwie nie to, że go nie lubię, po prostu od lat nie jestem go ciekawa. Miał swoją pierwszoplanową rolę w historii, zagrał ją koncertowo, potem powinien był przyjąć wszystkie należne mu zaszczyty i ordery i ustąpić miejsca następnym. Niestety, Ego mu zbyt spuchło i doprowadziło po latach w krainę złudzeń, groteski i smutku. To moja osobista ocena Wałęsy po 1991 roku. Jednocześnie Lech Wałęsa jest człowiekiem, takim jak my wszyscy, choć zapewne z cechami, których wielu z nas nie posiada. Może był współpracownikiem SB, ale był również twarzą i symbolem najważniejszego przełomu polskiej współczesności. Czytaj więcej

Bezplemienni?
To nie jest kwestia kunktatorstwa czy siadania okrakiem na barykadzie. Ludzi autentycznie podzielających perspektywę Wanat, choć niekoniecznie rozkładających podobnie akcenty i argumenty, jest więcej. Po prostu ich nie słychać – ze szkodą dla samej debaty.
logo
Temperatura dyskusji rośnie z dnia na dzień. twitter.com
A debata się radykalizuje. Nie trzeba być publicystką czy prowadzić bloga, by się o tym przekonać. Wystarczy skomentować dowolną wiadomość dotyczącą polskiej polityki. Kultura wypowiedzi czy argumenty nie stanowią osłony – internaut/k/a raczej prędzej niż później dowie się, że jest "popaprańcem" czy "pisuarem", nawet jeśli lokuje sympatie polityczne zupełnie gdzie indziej.
Ktoś mało zorientowany w polskiej rzeczywistości politycznej mógłby pomyśleć, że istnieją tylko dwie partie polityczne. A przecież to nieprawda – jest jeszcze (alfabetycznie) Kukiz'15, Nowoczesna, Razem, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Zieloni, by wymienić te najbardziej znane. Właśnie powstała Inicjatywa Polska. Są też ludzie, którzy nie czują pokrewieństwa ideowego z żadną partią. A także ci, których w obliczu dzisiejszych problemów z utrzymaniem siebie lub rodziny, pospieszne działania IPN w ogóle nie obchodzą, niezależnie od tego, co się okaże.
Prawdziwym problemem nie jest samopoczucie działaczy pomijanych w debacie sił politycznych, lecz to, że opisywanie sytuacji w kategoriach dwóch stron i dzielącej je barykady nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ta narracja jest tym bardziej kuriozalna, że obecnie największa część wyborczyń i wyborców od 1989 roku nie ma swojej reprezentacji w Sejmie. Media z udziałem polityków nakręcają spiralę binarnych opozycji, które coraz gorzej oddają rzeczywistość. Skutek? Wiele tematów i argumentów nie może wybrzmieć, a polityka i media odrywają się od życia Polek i Polaków.
Perspektywa dwustronna
I znowu – nie chodzi o to, że teczki to temat zastępczy. Dla wielu jest to temat autentycznie kluczowy. Inna sprawa, że gdy uwaga społeczeństwa z dużą pomocą mediów (zwłaszcza rządowych), koncentruje się na posunięciach grafologów ekspresowo badających dokumenty z tylko jednej teczki sprzed czterdziestu lat, to w cień odchodzi sprawa obietnic rządu PiS, których ten, wbrew zapowiedziom, nie zrealizował podczas pierwszych 100 dni działalności. Dwuplemienna młócka wydatnie w tym pomaga.
Na Facebooku i Twitterze internauci masowo zmieniają zdjęcia profilowe na twarz Lecha Wałęsy lub po prostu doklejają sobie jego wąsy. Inni publikują wszędzie, niezależnie od tematu, komentarze typu "Bolek, Bolek, Bolek". Jakkolwiek zabawnie by wyglądały te wypowiedzi w kontekście hodowli rybek akwariowych czy 10 sposobów na poprawę życia seksualnego, to zniechęcają do zabrania głosu na wiadomy temat te osoby, które nie identyfikują się ani ze stuprocentowo bohaterskim, ani zdradzieckim stawianiem sprawy.
Dziel i rządź
Jakiś czas temu tygodnik "Polityka" wziął na tapet sposób, w jaki wyborców widzą politycy. Przedstawiciele partii (oczywiście nie wszyscy) postrzegają społeczeństwo jako masę, której pamięć szwankuje do tego stopnia, że nawet nie trzeba być konsekwentnym w swoich poglądach, a do tego podatną na sterowanie najbardziej prymitywnymi instynktami. Podział my – oni, białe – czarne opiera się na jednym z nich. Lektura tekstu numeru nie napawa optymizmem, a obecna odsłona walki politycznej jest jego smutną ilustracją.
Istnieją ludzie, którzy sprzeciwiając się metodom PiS-u i doceniając dokonania Wałęsy przed prezydenturą, nie dokleją sobie jego wąsów, bo zbyt dobrze pamiętają/znają lata 90-te, w tym na przykład to, że wbrew silnemu sprzeciwowi społeczeństwa podpisał ustawę antyaborcyjną stworzoną pod dyktando biskupów, a także jego późniejsze działania, w tym pokazywanie osobom nieheteronormatywnym miejsca za ścianą sali sejmowej (Wanat opisuje sytuację, gdy Wałęsa cierpko odmówił przyjęcia kwiatów od TAKICH, czyli nieheteroseksualnych, ludzi, dla których był idolem). Są jednak też ci, którzy zmienią zdjęcie profilowe na wałęsowe mimo niezgody z jego polityką jako prezydenta.
logo
Solidarność lub sprzeciw przybierają wiele różnych form screen: mediumpubliczne.pl
Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że część gorących wyrazów poparcia dla Wałęsy (podobnie jak część bezpardonowych ataków) wynika nie z tego, kim był, jest i co zrobił były prezydent, ale z tego, że jest wrogiem numer jeden Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby stał przy jego boku, prawdopodobnie sytuacja by się odwróciła. W końcu wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.
Oparta na fałszu polityka binarnych opozycji jest nie tylko nieadekwatna, ale po prostu szkodliwa dla Polski. Tym ważniejsze jest, by głos zabierali ci, którzy nie odnajdują się plemiennej bijatyce. Tylko czy ktoś będzie chciał ich słuchać?

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl