Czy przepis blogerki można ot tak skopiować?
Czy przepis blogerki można ot tak skopiować? Fot. Screen / Facebook Kwestii Smaku

Autorka popularnej "Kwestii Smaku" twierdzi, że Lidl pożyczył jej autorski przepis. Wskazuje, że ten niczym nie różni się od oryginału i pyta fanów o zdanie. A ci nie kryją oburzenia, Lidl z kolei się broni, że... blogerka wcale oryginalna nie jest.

REKLAMA
Kwestię Smaku na Facebooku śledzi niemal 300 tys. osób. Kulinarne propozycje jego twórczyni zachwycają Polaków, teraz również za pośrednictwem... reklam Lidla. Sieć sklepów od lat chce być ambasadorem dobrego smaku i zaprasza do współpracy takie osoby jak Pascal Brodnicki. M.in. dzięki niemu zyskała w oczach swoich klientów, przyciągając też nowych. Kiedy więc znana blogerka mówi o "skorzystaniu" z jej przepisu, dobre imię Lidla może być zagrożone.
Poszło o "stir fry z kurczakiem, brokułami i kukurydzą oraz z makaronem gryczanym soba i domowym sosem hoisin na bazie masła orzechowego”. Taki też promuje Lidl – te same składniki i podobny sposób przygotowania. Plagiat? Według dyskontu nie.
– Podobieństwo pomiędzy Twoim a naszym przepisem nie było intencjonalne. To dość popularny przepis – dowiedziała się blogerka – (...) Przepraszamy, jeśli nasza realizacja zbyt mocno przypominała Twój pomysł – nie było to zamierzone – można przeczytać. W rozmowie z Dziennikiem.pl rzecznik PR firmy też przekonuje o inspiracjach, które koniec końców mają... inspirować.
Fani Kwestii Smaku namawiają autorkę do złożenia pozwu. Ta jednak raczej ich nie posłucha. Jak stwierdziła, do plagiatu Lidlowi daleko. I to mimo że mogłaby go udowodnić. Za taki prawo uznaje bowiem identyczną kompozycję dania – zgadzają się składniki, kolejność ich dodawania i proporcje. A i tak jak dotąd brak przypadków sądowego rozwiązania problemu, z jakim spotkał się bloger kulinarny.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl