
Dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski napisał na Twitterze, że Maria Kiszczak mogła chcieć 90 tys. zł od IPN za dokumenty potwierdzające rzekomą współpracę Wałęsy z SB, ponieważ jej dzieci zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich. "Teraz to trzeba powiązać z ustawą frankową prezydenta" – skomentował wpis Marcin Goralewski z "Pulsu Biznesu".
REKLAMA
"W dniu 16 lutego 2016 r. wdowa po Czesławie Kiszczaku zaoferowała IPN sprzedaż dokumentów przechowywanych przez jej męża. Przedstawiła zapisaną obustronnie odręcznie kartkę papieru zatytułowaną „Informacja opracowania ze słów T.W. Bolek" – czytamy w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej IPN. Maria Kiszczak miała zażądać za te dokumenty 90 tys. złotych (chociaż sama twierdzi, że to Instytut wyszedł z ofertą kupna).
"To chyba powinna we frankach zażądać" – skomentował wpis Gierszewskiego jeden z użytkowników Twittera. "A co kredyty kogoś innego mają wspólnego w panią Kiszczak?" – pyta inny. Jak może sugerować wpis dziennikarza Radia ZET, pieniądze z IPN miały pomóc w opłaceniu zobowiązań zaciągniętych przez dzieci wdowy po generale.
Jak pisaliśmy w naTemat, Andrzej Duda w kampanii wyborczej obiecywał pomoc kredytobiorcom, których wykańczał wysoki kurs franka szwajcarskiego. "Ja osobiście jestem zwolennikiem przewalutowania tych kredytów po kursie z dnia, kiedy były te umowy zawierane" – mówił w maju, na dwa dni przed drugą turą wyborów, ówczesny kandydat PiS na prezydenta.
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
