
Aktor porno - zabójca, karzeł zjedzony przez borsuki, puma grasująca w Małopolsce to tylko niektóre przykłady najczęściej czytanych newsów. Czasem okazują się "kaczkami dziennikarskimi", czasem są prawdą, nie zmienia to faktu, że takie tematy cieszą się dużą popularnością w sieci. Podejmują je często poważne media. Należy zadać sobie pytanie: co jest ważniejsze - prestiż czy ilość "kliknięć"?
REKLAMA
Sprawa kanadyjskiego aktora Lucci Rocco Magnotta była i jest bardzo popularnym newsem. Zbrodniarz, któremu zarzucało się znęcanie nad zwierzętami, morderstwo oraz zbrodnie kanibalistyczne został złapany. Słowa "zbrodnia" czy "Kanibalizm" w tytule gwarantowały artykułom na jego temat sporą "klikalność". Nie powstydziły się go żadne poważne środki masowego przekazu. Czy zatem szukamy tylko takich wiadomości, które są "absurdalne" lub "nietypowe"?
Agnieszka Morzy, medioznawca zgadza się z taką tezą. - Mamy do czynienia z pogonią za liczbą odsłon, internet jest głównie przestrzenią rozrywki - tłumaczy w rozmowie z naTemat - często nawet jak szukamy jakichś rzetelnych informacji, to czujemy się nimi przytłoczeni. Rozglądamy się za czymś "nietypowym", co mogłoby nas odprężyć - tłumaczy. Media informacyjne dobrze o tym wiedzą, stąd poszukiwania "absurdalnych" newsów. Agnieszka Morzy dodaje także, że ta chęć ucieczki od poważnych informacji jest głównym źródłem popularności portali plotkarskich. - Chcemy przez chwilę oderwać się od rzeczywistości, znaleźć się w tym wykreowanym przez nie świecie - komentuje.
Medioznawca dodaje, że w obliczu takiej sytuacji pojawia się pytanie, na które nie do końca znamy odpowiedź. Na co media stawiają? - Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z komercjalizacją polityki środków masowego przekazu oraz pewnym stopniem tabloidyzacji - wyjaśnia - często rzetelni i poważni dziennikarze publikują "absurdalne" lub wręcz nieprawdziwe newsy wbrew swojej woli. Muszą, bo taka jest strategia danego medium. A bardzo często polityka ta stawia na "kliknięcia" i liczbę odsłon - dodaje.
Monstrualne borsuki
Tego typu informacje i artykuły bez wątpienia przyciągają czytelników. Czasem jednak chęć przekazania newsa jak najszybciej kończy się wpadką. Bardzo popularnym przykładem może być historia Percy'ego Fostera. Miał on 107 centymetrów wzrostu i grał w filmach pornograficznych. Sławę przyniosło mu wizualne podobieństwo do popularnego szkockiego kucharza Gordona Ramsaya oraz sposób śmierci. A ta była nietuzinkowa. Media obiegła informacja, że karzeł został pożarty przez borsuki w Walii. Początkowo zastanawiano się, czy rzeczywiście zabiły go krwiożercze zwierzaki, czy znalazły martwego i zwłoki zaciągnęły do nory. Sprawa pozostawała niewyjaśniona. Informacja o aktorze obiegła światowe media, zapewniając im wiele "kliknięć". Ale cena była wygórowana, bowiem śmierć Percy'ego okazała się nieprawdą. Co więcej, najprawdopodobniej nikt taki nigdy nie istniał. Złoty środek w opisywaniu zdarzenia znalazł The Huffington Post, który informację przekazał. Dodał jednak do niej m.in wypowiedź miejscowej policjantki, która o takiej sytuacji nie słyszała.
Radioaktywny pył
Przed tego typu pomyłkami nie ustrzegł się nasz rodzimy TVN24. Wybuch elektrowni jądrowej w Fukushimie był informacją, która szybko obiegła światowe media. Niestety w sieci oprócz poważnych zawiadomień pojawiały się także te mniej rzetelne, żeby nie rzec - nieprawdziwe. TVN24 dało się złapać w taką pułapkę, publikując informację o tym, że w ciągu 10 dni chmura radioaktywnego pyłu dotrze nad Stany Zjednoczone. Bardzo "oryginalnie" wyglądająca fałszywka wprowadziła dziennikarzy w błąd. Lecz ilość "odsłon" takiego tekstu była imponująca.
"Kotopodobny drapiżnik"
Kolejnym przykładem na przekazywanie niesprawdzonych newsów może być historia z grasującą pumą, która upodobała sobie Małopolskę. "Egzotyczna informacja" obiegła większość serwisów w kraju, choć brak było twardych dowodów na istnienie takiego zagrożenia jak wałęsający się samopas drapieżnik. Okazało się po jakimś czasie, że to nie puma, tylko sporych rozmiarów kot. Zainteresowanie informacją było spore, więc nikt na tym źle nie wyszedł.
Sanocka pornoafera
"Gazeta Wyborcza" także nie ustrzegła się nieprawdziwych newsów. Kilka lat temu wybuchła afera ws. pornografii w sanockiej szkole. "Dziennik Internautów" zarzucił rzeszowskiemu oddziałowi "GW", że rozpowszechniła fałszywy materiał. Powołało się na nich wiele mediów, jak choćby Polsat. Filmik pornograficzny miał zostać nagrany podczas lekcji, a następnie rozpowszechniany za pomocą telefonów komórkowych wśród uczniów. Niezawodnymi śledczymi okazali się internauci, którzy owszem filmik widzieli, lecz był kręcony znacznie wcześniej. Na dodatek najprawdopodobniej powstał nie w Polsce, a w jednym z krajów byłego ZSRR.
Warto przypomnieć niewyjaśnioną do tej pory sprawę "kudłatego" napastnika. Ofiary napaści (najpewniej szympansa) opowiadają o niecodziennym zdarzeniu. Sytuacja na tyle niewiarygodna, że zajął się nią "Polsat". Małpi terrorysta z Bielawy zdobył rozgłos.
Są też informacje, które na pierwszy rzut oka wydają się nieprawdziwe, a jednak mają swoich odbiorców. Żeby nie szukać daleko wystarczy przytoczyć przykłady "jeziora wódki", "walki chomików" czy "wieloryba w Wiśle". Czy ciężko jest przestać czytać, nawet jeśli z góry wiadomo, że news jest nieprawdziwy?
Do czego doprowadzi taka sytuacja? Medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, dr Łukasz Szurmiński prognozuje, że społeczność odbiorców przekazów medialnych podzieli się na tych, którzy szukają poważnych informacji oraz tych niewymagających jakościowych treści. Zaznacza, że kluczowa w tej sytuacji jest rywalizacja o czytelnictwo.
Agnieszka Morzy sugeruje, że media mają takiego odbiorcę, jakiego sobie wychowały.