
To nie kierowca, ale naczelnik wydziału BOR jest winny wypadkowi Andrzeja Dudy. I odpowiedział za to stanowiskiem. Prawdopodobne, że nie będzie ostatnim zwolnionym z biura - jego szef ma na celowniku kolejne dwie osoby.
REKLAMA
Według ustaleń "Wiadomości" TVP naczelnik naraził prezydenta na niebezpieczeństwo i właśnie pożegnał się z pracą. Podobny los może spotkać pracowników zarządu transportu BOR. A ci mogli dopuścić się m.in. przestępstwa "niedopełnienia obowiązków". Potwierdzą to - lub nie - wyniki postępowania dyscyplinarnego. Mężczyznami zajmie się też prokuratura.
Sprawę zwolnień komentowali Cezary Gmyz ("Do Rzeczy")oraz Eliza Olczyk ("Wprost"). – Najpierw trzeba wyjaśnić, zwolnić się ludzi zawsze zdąży – stwierdziła dziennikarka. Za to jej współrozmówca był bardziej radykalny w ocenie. Jego zdaniem z BOR powinien rozstać się gen. Marcin Janicki. – W moim głębokim przekonaniu człowiek, który powinien siedzieć za Smoleńsk na ławie oskarżonych, a skończyło się na generale Bielawnym. Nie wiem, dlaczego go nie posadzono. Wszystkie patologie, z którymi mamy do czynienia w BOR, to jest stajnia Augiasza – mówił Gmyz. I to te patologie najwyraźniej doprowadziły wreszcie do wypadku.
Jak pisaliśmy, groźny incydent z udziałem Dudy dzieli społeczeństwo - wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi. Kto tak naprawdę jest winien? Od kilku dni po sieci krąży filmik, pokazujący brawurową jazdę kierowców BOR, ale to nie oni mają dziś kłopoty.
źródło: tvp.info
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
