Albania – między turystycznym folderem a stereotypem

Ile jest prawdy w tym, co mówią o Albanii? Odpowiada Izabela Nowek-Tomczyk, autorka bloga "Moja Albania"
Ile jest prawdy w tym, co mówią o Albanii? Odpowiada Izabela Nowek-Tomczyk, autorka bloga "Moja Albania" Fot. Izabela Nowek-Tomczyk
Od kilku lat pracuję w jednym z najbardziej tajemniczych krajów w Europie. Czasem czuję się jakbym znalazła się na innej planecie i nieustannie próbowała udowodnić, że Albania to nadal Matka Ziemia. Na szczęście ta szalona planeta przez ostatnie lata konsekwentnie zmienia swoją trajektorię i zawitała już na dobre w naszym turystycznym układzie słonecznym.

Turysta, który nigdy w Albanii nie był, ale chciałby sprawdzić, jak tam jest, niestety może się przestraszyć tego kraju zanim jeszcze wyruszy w podróż. Zdjęcia bunkrów, rozbebeszonych koszy na śmieci oraz dziurawych dróg nadal królują w internecie i stanowią ilustrację tego kraju. Jeśli dodamy do tego opinię kogoś, kto owszem był w Albanii, ale jedynie przejazdem 5 lub więcej lat temu, możemy naprawdę stracić ochotę na wizytę w tym „skansenie komunizmu”. Właśnie ten obraz Albanii tak zafascynował autora tekstu „Albania - kraj muzułmański, w którym turystów nie witają bombami” z naprawdę pozytywnym wydźwiękiem i teorią, że wygrywa ona w cuglach z takimi krajami jak Turcja ze względu na sytuację polityczną.
Należy podkreślić, że Albania jest krajem tolerancji religijnej i nikomu tam nie przyjdzie do głowy, żeby mordować w imię jakiejkolwiek wiary. Obyczajowość również nie ma nic wspólnego z obrazem kraju, w którym wyznaje się islam. W kontekście turystycznym warto również wspomnieć, że Albanii nie przecina szlak syryjskich emigrantów. Kilka dni temu postanowiono zablokować wszelkie możliwości przekraczania przez nich granicy. Razem z albańskimi znajomymi żartujemy, że Albania dzięki stereotypom nie jest ani celem ataków ani miejscem, gdzie chcieliby zostać emigranci.
Cieszę się, że został poprzez cytat z mojego bloga złamany stereotyp Albanii jako kraju niebezpiecznego czy wręcz mafijnego. Miło, że wspomniano o dyskotekach czy ładnych hotelach. Jednak pozostaje w głowie schematyczny obraz kraju z kilkoma ładnymi widokami, stertą śmieci i komunistyczną brzydotą. Właśnie ten spadek po Enverze Hodży - moim zdaniem - jest jednym z atutów kraju. Bunkry są symbolem Albanii, a Tirana pięknieje. Widać to na zasadzie kontrastu – zresztą Albania jest nazywana krajem paradoksów. Socrealistyczne perełki zyskują drugie życie.
Dzielnica dygnitarzy komunistycznych jest teraz miejscem spotkań młodych Albańczyków. Dawna willa dyktatora sąsiaduje z modnymi klubami i kawiarniami. Wchodząc między bloki znajdujemy skwerki, gdzie na ławeczkach siedzi starsze pokolenie i gra w warcaby. Podobnie jest w parkach w centrum. Bałkański luz pełną gębą. Bardzo żałuję też, że niewiele jest osób, które w atrakcyjny sposób potrafią opowiedzieć turystom właśnie o tej komunistycznej twarzy Albanii.


Turyści faktycznie zachwycają się pięknymi widokami, ale oprócz gór warto kilka słów poświęcić również wybrzeżu. Riwiera Albańska to najbardziej oblegana część kraju i właśnie ona posiada potencjał zwłaszcza w kontekście turystyki masowej. Przez kilka lat przewiozłam przez przełęcz Llogary kilkaset osób i większość wracała zachwycona mówiąc, że tak właśnie wygląda prawdziwa Albania. Zresztą w jakim kierunku się nie wybierzemy, czekają na nas niesamowite krajobrazy.
Jeśli dodamy do tego zabytki to okazuje się, że Albania to wcale nie taki „ubogi” kraj. Użycie sformułowania „troszkę zabytków” uważam za jeden z największych błędów w artykule. Jeśli spojrzę na to z perspektywy mojej pracy zawodowej to każda osoba, która przyjedzie do mnie na wczasy może jeździć przez wszystkie dni na wycieczki fakultatywne i zobaczy tak naprawdę tylko pewien wycinek kraju. Parki archeologiczne: największy Butrint, Apolonia, Orikum. Oprócz Beratu oraz Gjirokastry również Kruja, Ardenica, Szkodra, Permet. Poza tym Niebieskie Oko, Kelcyre, Jeziora: Ochryd czy Koman. Mogłabym wymieniać i wymieniać pokazując bogactwo Albanii.

Nie oszukuję siebie ani nikogo, że Albania to Hawaje. W tekście Pan Paweł Kalisz wielokrotnie mnie cytuje w kontekście mojego niezadowolenia wynikającego przede wszystkim z nonszalanckiego podejścia Albańczyków do porządku. Tak, w Albanii spotkamy rozbebeszone śmietniki, krowy na ulicach czy prowizoryczne rozwiązania. Walczę z tym i nieustannie mnie to denerwuje, bo muszę zmagać się z tym na co dzień w sezonie turystycznym. Jednak nawet po raz setny, jak tłumaczę ludziom absurdy tego kraju, nie mogę zgodzić się na schematyczne go przedstawienie.
Najważniejsze, że dzięki autorowi artykułu pojawiła się możliwość dyskusji o Albanii i pokazania różnorodnych punktów widzenia. Również w opinii branży turystycznej. – Pierwszy raz byłem w Albanii kilka lat temu i wtedy nie brałem pod uwagę tego, że wyślę tam turystów. Dojrzewałem do tego pomysłu kilka lat i kiedy zobaczyłem, że kraj tak szybko się rozwija zdecydowałem się wyjść z tym projektem – mówi Piotr Sućko, właściciel jednego z biur podróży – Najważniejszy był dla mnie stan dróg, który w ciągu tych paru lat absolutnie się poprawił i nie muszę się martwić, że autokar wpadnie w dziurę wielkości leja po bombie. Standard hoteli jest wręcz zaskakująco wysoki. Jak tylko zaczną w pełni rozumieć, że śmiecenie całkowicie niszczy ich wizerunek to będzie idealnie. Ale nawet mając nawet na uwadze wady tego kraju, sprzedażowo Albania jest hitem.
Branża turystyczna zakochała się już w Albanii. Na rynek albański wchodzą coraz większe biura podróży, a turyści zachwyceni są cenami, jedzeniem i tym, że Albańczycy nie są skażeni jeszcze masową turystyką. Na koniec przywołam wypowiedź jednej z turystek, którą miałam okazję gościć jako rezydent. Pani Bożena na spacerze zaczęła oprócz zabytków fotografować restauracje, wystawy sklepowe i trochę zaskoczonych Albańczyków. Zapytałam ją dlaczego to robi. – Znajomi się dziwili dlaczego jadę do Albanii! A tak im pokażę, że Albania to wcale nie jest taka bieda jak wszyscy myślą! – odpowiedziała.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...