
Internet zelektryzowała informacja, jakoby organizatorzy Igrzysk Olimpijskich w Londynie ustanowili absurdalny przepis na czas imprezy. Chodzi o zakaz zbliżania się do obiektów olimpijskich osobom, które mają na sobie logo firm konkurujących z oficjalnymi sponsorami imprezy. To na szczęście w dużym stopniu okazało się bzdurą. Przepisy wprowadzają taki zakaz, ale tylko dla "wybranych". - To walka z marketingiem partyzanckim - mówi naTemat Jerzy Ciszewski, specjalista od marketingu sportowego i były wiceminister sportu.
Serwis branżowy "Advertising Age" donosi, że w punktach handlowych umiejscowionych w wyznaczonych obszarach nie będzie można płacić kartami wystawionymi przez operatorów innych niż sponsorzy.
CZYTAJ WIĘCEJ
Internauci, jak to bywa w tego typu przypadkach dali wyraz swojemu niezadowoleniu. Trudno się dziwić, bo przepis brzmiał nad wyraz absurdalnie.
Prawda na szczęście dla kibiców, a niestety dla oficjalnych sponsorów, nie jest jednak tak straszna. Takowy zakaz co prawda obowiązuje, ale nie dla "szarych ludzi", a jedynie osób prowadzących akcje marketingowe w odległości jednego kilometra od obiektów olimpijskich. Reguluje to regulamin imprezy.
Firmy nie wchodzą w interakcję z organizatorami tj. MKOL, UEFA czy FIFA. - A mimo to, chcą w trakcie wielkiej imprezy zaistnieć. Ten trend narasta od kilku lat - dodaje nasz rozmówca.
"Etyczna olimpiada to kpina". Brytyjczycy wystartują w strojach wyprodukowanych przez współczesnych niewolników

