
Słuchając Jarosława Kaczyńskiego można odnieść wrażenie, że prezes ma rozdwojenie jaźni. Jednego dnia mówi o tym, że nie ma żadnego wpływu na Premier Szydło czy Prezydenta i nie pociąga za sznurki. Drugiego dnia forsuje swoje pomysły i nie daje ministrom chwili na nabranie oddechu. Trzeciego dnia apeluje o spokój. Obraża pół narodu, by kilka dni później apelować o zgodę i zaprasza do dialogu niczym dobry monarcha.
REKLAMA
„Chciałem rządzić, już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91.” – mówił Jarosław Kaczyński w wywiadzie udzielonym w 2007 roku. Premierem już był, spełniło się jedno z jego marzeń. Dziś siedzi w zwykłej ławce poselskiej i – jak twierdzi – jedyne co może, to wspominać chwile dawnej chwały i śnić o przyszłej potędze. W przerwach między jednym i drugim próbuje zaistnieć w mediach.
Unika dziennikarzy na korytarzach, mówi się nawet o tym, że to właśnie za sprawą jego niechęci do kamer mają zostać wprowadzone nowe przepisy w Sejmie. Trochę to dziwne nawet, bo przecież, jak sam twierdzi, jest tylko zwykłym, szeregowym posłem, nie pełni żadnej funkcji państwowej, a tu można by przypuszczać, że cały Sejm – ba!, naród cały czeka, co też takiego powie lub zarządzi były premier.
Sam Jarosław Kaczyński odcina się od wszelkich spekulacji na ten temat. Podkreśla, że nie jest prezydentem, nie jest premierem, że Andrzej Duda czy Beata Szydło są politykami ze wszech miar wolnymi a on sam nie pociąga za żadne sznurki. – Tylko dzięki mnie jesteś marszałkiem, beze mnie nawet byś posłem nie był – powiedział kiedyś Jarosław Kaczyński do Marka Jurka, ale to przecież stare dzieje. Dziś siedzi w ławce poselskiej, w trakcie głosowań jak wszyscy inni tylko podnosi rękę i naciska przycisk.
Czasem jednak, jak przystało na posła, Jarosław Kaczyński spotyka się z przedstawicielami prasy. I trzeba przyznać głośno i wyraźnie, że jak już coś powie, to cytowany jest we wszystkich mediach. „Jarosław Kaczyński powiedział” a politycy wszystkich opcji politycznych zastanawiają się, jaką treść poseł chciał im przez to przekazać.
Apel
– Zwracam się do wszystkich partii o to, by nie prowadzić ostrych walk politycznych, czy wynosić sporów na zewnątrz – powiedział wczoraj na konferencji prasowej. Ten spokój, zawieszenie broni powinno trwać aż do wyjazdu z Polski Papieża Franciszka. Papież jeszcze nie przyjechał, a Kaczyński już myśli o jego wyjeździe, ale mniejsza o to. Ważniejszy jest fakt, że papież przyjedzie do Polski dopiero pod sam koniec lipca. To dziś w polskiej polityce bardzo dużo czasu, wiele może się wydarzyć. Kto wie, może nawet zostanie wreszcie opublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego?
– Zwracam się do wszystkich partii o to, by nie prowadzić ostrych walk politycznych, czy wynosić sporów na zewnątrz – powiedział wczoraj na konferencji prasowej. Ten spokój, zawieszenie broni powinno trwać aż do wyjazdu z Polski Papieża Franciszka. Papież jeszcze nie przyjechał, a Kaczyński już myśli o jego wyjeździe, ale mniejsza o to. Ważniejszy jest fakt, że papież przyjedzie do Polski dopiero pod sam koniec lipca. To dziś w polskiej polityce bardzo dużo czasu, wiele może się wydarzyć. Kto wie, może nawet zostanie wreszcie opublikowany wyrok Trybunału Konstytucyjnego?
A może wizyta papieża to tylko pretekst? Poseł Kaczyński szukał jakiejś ważnej daty w kalendarzu na chybił trafił i wypadło na Światowe Dni Młodzieży? Tomasz Lis w odpowiedzi na apel prezesa zasugerował datę o wiele lepszą, w ocenie dziennikarza bardziej symboliczną była by setna rocznica odzyskania niepodległości. To już za dwa i pół roku.
Poseł Kaczyński apelował więc wczoraj o cztery miesiące zawieszenia broni. To więcej, niż prosiła swego czasu Premier Beata Szydło. Więcej, niż słynne sto dni Napoleona, który zdążył uciec z Elby, zebrać wojska, odzyskać Francję i przegrać pod Waterloo. Czym mielibyśmy zajmować się przez te cztery miesiące w Polsce? Kaczyński mówił o potrzebie dialogu.
Wiedziony czystą ciekawością sprawdzam w słowniku języka polskiego to słowo. Dialog to rozmowa co najmniej dwóch osób na określony temat, polemika, konwersacja, rozmowa. Rozumiem, że z jednej strony będzie mówić szeroko pojęta opozycja, a z drugiej strony będzie rząd, może Marszałek Sejmu, może Premier i Prezydent. Zasiądą przy kawie i ciasteczkach, pochylą się nad tym całym bigosem który zgotowano w ostatnim czasie i wspólnie będą konwersować na temat Trybunału Konstytucyjnego czy ustawy medialnej. Tematów zresztą jest więcej, jest o czym rozmawiać, szybko nie przestaną, już prędzej wystygnie kawa i zabraknie ciasteczek.
Zło dobrem zwyciężaj
Jednym z tematów może być na przykład kwestia uchodźców. Przypomnijmy, że Polska zobowiązała się do przyjęcia określonej liczby imigrantów z Syrii. Premier Szydło jednak, w związku z wydarzeniami w Brukseli już zapowiedziała, że nie przyjmiemy ani jednej osoby uciekającej z Syrii przed głodem i bombami. Oczywiście sam Kaczyński z decyzją Premier nie ma nic wspólnego.
Jednym z tematów może być na przykład kwestia uchodźców. Przypomnijmy, że Polska zobowiązała się do przyjęcia określonej liczby imigrantów z Syrii. Premier Szydło jednak, w związku z wydarzeniami w Brukseli już zapowiedziała, że nie przyjmiemy ani jednej osoby uciekającej z Syrii przed głodem i bombami. Oczywiście sam Kaczyński z decyzją Premier nie ma nic wspólnego.
Problem milionów imigrantów to temat do omówienia nie tylko w Polsce, dialog na temat uchodźców prowadzony jest w całej Europie, a głos w dyskusji zabierają wszyscy wielcy tego świata. „Uczestniczę w waszym cierpieniu i mam nadzieję, że moja obecna wizyta będzie wam mogła dodać z Bożą pomocą nieco pociechy w waszej trudnej sytuacji.” Napisał w liście do uchodźców papież Franciszek. Jednocześnie zaapelował o dalsze niesienie pomocy ofiarom wojny domowej.
Papież podkreśla, jak wielce raduje go fakt, że jest tyle krajów niosących bezinteresowną pomoc. Mądry człowiek, głowa Kościoła wie, że trzeba pomagać biednym i bezbronnym, że warto być dobrym i szlachetnym, bo to buduje wspólnotę. Jarosław Kaczyński też powinien mieć tę świadomość, w końcu dokładnie dziesięć lat temu udzielając wywiadu powiedział wprost: „We mnie jest czyste dobro”. Myślę, na granicy z pewnością, że szeregowy poseł Jarosław Kaczyński będzie apelował do premier Szydło o zmianę swojego stanowiska w kwestii przyjęcia przez Polskę grupy uchodźców.
Dialog rządu z opozycją z pewnością będzie najtrudniejszy w kwestii Trybunału Stanu. Opozycja zarzuca rządowi łamanie prawa i odrzucenie zapisów konstytucji, rząd idzie w zaparte i o to samo obwinia opozycję. Któraś strona jest w błędzie, ale to jeszcze nic złego, błądzić jest rzeczą ludzką. O wiele gorzej by było, gdyby przyjąć założenie, że jedna ze stron w imię źle pojętych interesów partyjnych ordynarnie kłamie. A takie założenie niestety można przyjąć, wszak już w 2007 roku Jarosław Kaczyński dostrzegał ten problem - „W dzisiejszej Polsce stosuje się powszechnie goebbelsowską metodę Kłam, kłam, a coś z tego zostanie. Jest to zasada groźna dla demokracji, bowiem tam, gdzie niknie związek między słowem a rzeczywistością, tam i demokracja zaczyna działać źle”. Jarosław Kaczyński wie, że kłamać nie można. Sam nigdy tego nie robi. Jak mówi, że nie pociąga za sznurki to z pewnością tak właśnie jest.
Wczorajszy apel posła z niezrozumiałych zupełnie powodów stał się atakiem kpin wielu polityków i publicystów. Marcin Meller napisał na Twitterze: „Jarosław Kaczyński zaapelował o zaniechanie ostrych sporów politycznych w Polsce przynajmniej do końca wizyty papieża. Zapewne jutro związek zawodowy krokodyli wezwie do organizacji światowych dni wegetarianizmu.” Magdalena Środa wypowiedź Kaczyńskiego ocenia jako kuriozalną. Jakby zupełnie nie zdawali sobie sprawy, że Jarosław Kaczyński jest tylko jednym z wielu posłów a jego apel może trafić w polityczną próżnię.
Sam nic nie może
Jarosław Kaczyński sam niewiele przecież znaczy. Jest co prawda prezesem PiS, ale co on tam może... W 2010 roku powiedział: „Zazdroszczę Donaldowi Tuskowi jednego, jego pozycji w PO. On tam może wszystko. Ja jestem ograniczony statutem, zarządem. On stworzył partię niemającą nic wspólnego z demokracją. Nasza partia jest czystą demokracją.” Do dziś nic nie zmieniło się w tym zakresie, statut Prawa i Sprawiedliwości nie nadaje prezesowi jakichś specjalnych uprawnień. A już na pewno nie może przyjmować hołdów ze strony Prezydenta czy dyktować ministrom i premierowi, co mają robić i o czym rozmawiać.
Jarosław Kaczyński sam niewiele przecież znaczy. Jest co prawda prezesem PiS, ale co on tam może... W 2010 roku powiedział: „Zazdroszczę Donaldowi Tuskowi jednego, jego pozycji w PO. On tam może wszystko. Ja jestem ograniczony statutem, zarządem. On stworzył partię niemającą nic wspólnego z demokracją. Nasza partia jest czystą demokracją.” Do dziś nic nie zmieniło się w tym zakresie, statut Prawa i Sprawiedliwości nie nadaje prezesowi jakichś specjalnych uprawnień. A już na pewno nie może przyjmować hołdów ze strony Prezydenta czy dyktować ministrom i premierowi, co mają robić i o czym rozmawiać.
Pozostaje mu stanąć przed kamerami i prosić, apelować. Tylko kto tak naprawdę uwierzy w szczerość Prezesa?
Z ostatniej chwili: zupełnie nie wiem, jak to możliwe, ale przeoczyłem jeszcze jedną definicję słowa dialog: „gatunek, który występował w literaturze staropolskiej, często o przeznaczeniu dramatycznym”. Miejmy nadzieję, że w tym całym zamieszaniu jakie od miesięcy robi Kaczyński i jego wierni poddani, słowo "dramat" nie okazało się kluczowym...
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
