Płk Ireneusz Szeląg i płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej za rządów PiS zostali ukarani za brak wiary w zamach.
Płk Ireneusz Szeląg i płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej za rządów PiS zostali ukarani za brak wiary w zamach. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W najnowszym "Newsweeku" Michał Krzymowski opisuje konsekwencje służbowe, które za rządów Prawa i Sprawiedliwości ponieśli śledczy smoleńscy. – Do biegłych wkroczyła policja, prokuratorów zdegradowano, a Antoni Macierewicz przegrał ze Zbigniewem Ziobrą walkę o nadzór nad nowym śledztwem. Czy teza o zamachu przetrwa? – pyta autor.

REKLAMA
Niespodziewana wizyta
(...) Luty. Policja o świcie puka do drzwi dr. hab. Adama Tarnowskiego, kolejnego biegłego w śledztwie smoleńskim. Po przeszukaniu z mieszkania eksperta znikają dyski z danymi i laptop (o rewizji pierwsza informuje „Gazeta Wyborcza”). Podczas przesłuchania znów padają pytania o gen. Błasika: kto go rozpoznał i czy były w tej sprawie naciski? – Eksperci do dziś są wystraszeni, straszono ich konsekwencjami. Przesłuchania miały dotyczyć źródła przecieku, a niemal w całości były poświęcone obecności w kabinie Tu-154 gen. Błasika. Padały nieprzyjemne sugestie – opowiada znajomy biegłych.
Marzec. W aktach śledztwa smoleńskiego są już wszystkie ekspertyzy: stenogramy nagrań, opinie psychologiczne i analiza sytuacji w kokpicie. Według biegłych zachowanie generała miało wpływ na decyzje załogi i mogło się przyczynić do rozbicia samolotu. Dla PiS, które od kilku lat lansuje teorię zamachu, to kłopot, bo ekspertyzy są ważnym dowodem w sprawie. Reakcja jest błyskawiczna. Nowy prokurator generalny Zbigniew Ziobro powołuje nowy zespół śledczych i wespół z szefem MON wyciąga konsekwencje wobec tych, którzy do tej pory pracowali przy Smoleńsku.
"Pomysły!", "zmieścisz się śmiało"
(...) Problemem dla nowej ekipy są dwie wersje stenogramu z kokpitu (...). – Przypisanie tych wypowiedzi gen. Błasikowi otwiera pole do niebezpiecznych spekulacji – przyznaje źródło „Newsweeka” w prokuraturze wojskowej.
– Bo gdyby przeanalizować wydarzenia na osi czasu, to okazałoby się, że najpierw odbyła się telefoniczna rozmowa prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim, a kilka minut później generał pojawił się w kokpicie. W sensie procesowym to oczywiście żaden dowód, ale politycznie to bardzo grząski grunt.
Więcej w najnowszym wydaniu "Newsweeka"
logo
fot. Newsweek.pl

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl