"Zostaniemy bez oszczędności na czarną godzinę". Ekspert o rozgrabieniu Funduszu Rezerwy Demograficznej

Jeśli roztrwonimy środki Funduszu Rezerwy Demograficznej na finansowanie obietnic wyborczych, zostaniemy bez oszczędności, gdy przyjdą naprawdę trudne chwile dla systemu emerytalnego – mówi prof. Marek Góra.
Jeśli roztrwonimy środki Funduszu Rezerwy Demograficznej na finansowanie obietnic wyborczych, zostaniemy bez oszczędności, gdy przyjdą naprawdę trudne chwile dla systemu emerytalnego – mówi prof. Marek Góra. fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Jeśli pojawią się problemy ze sfinansowaniem najbardziej kosztownej z obietnic PiS – dodatku 500 złotych na dziecko, rządzący politycy rozważają sięgnięcie po miliardy z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Zgromadzone tam 19,6 mld złotych już ostatnie łatwe pieniądze, jakimi można sfinansować obietnice wyborcze. Niestety, to także ostatnia polisa ubezpieczeniowa na wypadek kryzysu w wypłatach emerytur.


O ewentualnych skutkach naruszenia oszczędności emerytalnych rozmawiamy z profesorem Markiem Górą, ekonomistą ze Szkoły Głównej Handlowej, twórcą reformy emerytalnej z 1999 roku, której częścią było powołanie Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Podoba się Panu pomysł, aby brakujące pieniądze na sfinansowanie dodatku 500 złotych na dziecko w przyszłym roku podebrać z funduszu?

prof. Marek Góra:
Nie podoba się. Tylko proszę nie używać mojej wypowiedzi do komentowania bieżących walk politycznych. To nie pierwsi politycy, którzy uznali, że środki FRD to łatwe pieniądze i szkoda, żeby się marnowały na jakichś tam lokatach. Również poprzednia koalicja korzystała z rezerwy.


A tak naprawdę te pieniądze są nam potrzebne do…?

To, ile pieniędzy mamy zgromadzonych w funduszu, świadczy o tym, jak jesteśmy zapobiegliwi. Polska i wiele innych europejskich krajów zwija się w sensie demograficznym. Starzejemy się. Przybywa emerytów, maleje liczba pracujących i wpłacających składki do systemu emerytalnego. To oznacza, że z roku na rok w systemie zacznie brakować coraz większych kwot. Taki jest trend. Katastrofa zbliża się nieuchronnie. To bardzo źle, kiedy okazuje się, że zamiast być dobrze przygotowanymi na trudne chwile, trwonimy ostatnie oszczędności emerytalne.


Przecież dofinansowanie wychowania dzieci da się podciągnąć pod inwestycję w demografię.

Zawsze można dorobić jakieś uzasadnienie. Polscy politycy myśleli i myślą cały czas tak samo. Jedyny horyzont to dla nich następne wybory. Mówią, że "później to się zobaczy" i "jakoś to będzie". Dla nich „potem” to być może będzie już zmartwienie kolejnej ekipy. Niestety, pan czy ja oraz inni przeciętni zjadacze chleba w tym kraju będziemy żyli znacznie dłużej niż do kolejnych wyborów. Dlatego bardzo mnie martwią takie pomysły, zarówno jako ekonomistę, jak i przyszłego emeryta.
Z czego wypłacić 500 złotych na dziecko

Jeszcze w tym roku budżet programu Rodzina 500+ jeszcze jako tako się domyka. Ponad 17 mld wydatków na ten cel sfinansują; banki płacące nowy podatek, zysk NBP oraz nadzwyczajne zyski z aukcji na częstotliwości szybkiego internetu LTE. Już w 2017 roku wydatki na program 500+ przekroczą 21 miliardów, dojdzie do nich też finansowanie innych obietnic wyborczych. Wtedy: - Jeśli będzie taka potrzeba, można sięgnąć po pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej – powiedział serwisowi Wyborcza.biz Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

W sumie saldo funduszu to niecałe 20 miliardów, czyli trzykrotnie mniej niż dziura w finansach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w jednym roku. Może więc jest tak, że to i tak za mało, aby rozwiązać jakikolwiek poważny problem. Czym miał być Fundusz Rezerwy Demograficznej, kiedy Pan i inni eksperci go wymyślali?


Był ważnym składnikiem reformy emerytalnej z 1999 roku. Poduszką finansową, z której można by było skorzystać, czyli wyjąć pieniądze wtedy, kiedy przychodzą chude lata w wypłatach emerytur. Wartość funduszu to skala naszego dobrobytu społecznego. Jeśli mamy mało albo nic, to tak jak w życiu, nie mamy żadnych oszczędności na czarną godzinę.

A kiedy nie było ostatnio chudych lat.

Fundusz nigdy nie miał zastępować wypłat emerytalnych. Raczej chodziło o łagodzenie przejściowych kryzysów. Liczba osób z roczników osób przechodzących na emeryturę nie idzie w parze z liczbą osób, które rozpoczynają karierę zawodową i zaczynają płacić składki. Kiedy seniorów jest znacznie więcej niż młodych pracujących, nagle, z roku na rok, ZUS potrzebuje więcej pieniędzy na emerytury. Wówczas zamiast raptownie pożyczać ZUS może skorzystać z funduszu. W drugą stronę miało to działać tak, że kiedy na rynek pracy wchodzi więcej młodych to w funduszu odkładamy trochę pieniędzy. Miały tam też trafiać dochody z prywatyzacji.

Dziś funduszem zarządza ZUS, to źle?

Jego prezes nie działa samodzielnie. Nie może zaprotestować w takich przypadkach.

Czy Panu oraz innym twórcom reformy emerytalnej nie przyszło do głowy, aby wprowadzić zapisy o zakazie rozbijania tej skarbonki, kiedy politykom przyjdzie ochota zjeść lody na koszt podatników?

Ależ chcieliśmy tego. W 1998 roku pracując nad reformą pojechałem wraz z zespołem do Wielkiej Brytanii, gdzie zapoznano nas z działaniem urzędu narodowego aktuariusza czyli Goverment Actuary’s Department. To instytucja z dużą dozą niezależności, dysponująca specjalistyczną, ale też obiektywną wiedzą na temat ekonomicznych skutków zmian demograficznych. Ona wypracowuje rekomendację dla rządu. Na przykład: na to wolno wam wziąć pieniądze z rezerwy, a na te pomysły nie wolno. Podobna instytucja jest też w USA. Na tym się wzorowaliśmy i taki urząd krajowego aktuariusza miał też powstać w Polsce.

Ale nie powstał ponieważ…

Żadnego z projektów ustawy nie udało się doprowadzić do końca. Problem w tym, że ustawy o takiej skomplikowanej materii, nie da się łatwo przedstawić wyborcom jako ważny sukces. Po co więc marnować na nią czas? Mało tego w ZUS są eksperci, którzy świetnie by podołali takiemu zadaniu. Oni już wiedzą co nas czeka na 10, 20 i 30 lat. Nie mają tylko mocy sprawczej. A nam te 17 lat temu chodziło o to, aby jeden czy drugi polityk mający populistyczne pomysły zmierzył się z rzeczowymi argumentami. Wyszedł na mównicę sejmową i wyjaśnił dlaczego zamierza roztrwonić fundusze mające chronić nas w przyszłości.

Myśli Pan, że ktokolwiek by się przejął? Teraz, kiedy na 500 złotych na dziecko czekają miliony wyborców?

Czytam komentarze pod tekstami i widzę, że wiele osób ma wątpliwości, czy na pewno stać nas na tak wielki wydatek. O motywach działania polityków już mówiłem.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Selma Blair walczy z nieuleczalną chorobą. Oto 5 rzeczy, jakich aktorka nauczyła nas o cierpieniu
WYWIAD 0 0"PE z pewnością nie będzie zamykał oczu". Burzliwa debata o zakazie edukacji seksualnej w Polsce

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Netflix grozi palcem – ta zapowiedź może oznaczać zmianę zasad na jakich korzystasz z serwisu
DADHERO.PL 0 0"Nie jestem Tonym Hawkiem..." Adam Malita, pionier deskorolki w Polsce, o sporcie i ojcostwie
0 0"World of Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków
WYWIAD 0 0Mierzy 122 cm i znacie ją z "Mam talent". Opowiada, dlaczego w "Na Wspólnej" nie ma niskorosłych

O TYM SIĘ MÓWI

0 0"Nie czuję się urażona". Ma 23 lata, działa w partii Korwina. Opowiada, jak traktowane są kobiety
0 0PiS testuje naszą demokrację, a Lewica... Biedroń i spółka żyją wyborem Mistera Sejmu
0 0Meghan i Harry szczerzy do bólu. Wywiad poruszył Anglię, ale nie wszystkim się spodobał
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy
0 0Więzienie za edukację seksualną to nie wszystko. 5 rzeczy, które PiS może chcieć przykryć
0 0"Justin ma specjalne miejsce w naszych sercach". Wymowny komentarz Tuska do wydarzeń w Kanadzie