
Minister powinien dbać o finanse teatru i próba zdjęcia z afisza „Śmierci i dziewczyny” była wyrazem troski o kasę Teatru Polskiego we Wrocławiu – uważa reżyser Robert Gliński. Jak podkreśla w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", on sam nie dostrzega prób wprowadzania cenzury.
REKLAMA
Robert Gliński tłumaczył się niejako z powodu swoich niedawnych słów, kiedy nazwał swego brata idiotą. W wywiadzie dla "Rz"wyjaśnił, o co mu chodziło. Reżyser, a prywatnie brat ministra kultury tłumaczy, że media przekręciły sens jego wypowiedzi. Piotr Gliński w ocenie reżysera dał się wymanewrować Krzysztofowi Mieszkowskiemu i nieświadomie wziął udział w kampanii promocyjnej przedstawienia teatralnego. Słowa „Mój brat idiota” miały być tylko sympatycznym żartem a nie oceną ministra Glińskiego.
Robert Gliński podkreśla w wywiadzie, że minister kultury nie jest cenzorem sztuki. Całe zamieszanie wokół przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” zostało zaaranżowane przez reżysera, Krzysztofa Mieszkowskiego, który poprzez skandal obyczajowy szukał dróg wypromowania sztuki. Pojawiły się wówczas głosy, że minister kultury wprowadza cenzurę, co tylko zwiększyło popularność przedstawienia.
Jak uważa Robert Gliński, minister powinien dbać o finanse teatru i próba zdjęcia z afisza „Śmierci i dziewczyny” była wyrazem troski o kasę Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jak podkreśla w wywiadzie, on sam nie dostrzega prób wprowadzania cenzury. Sam stroni od polityki, uważa, że jest dobra dla dzieci. „partia prawicowa ma program lewicowy, partia lewicowa – prawicowy, a ci w centrum, którzy mówią o wolnej gospodarce, robią wszystko, by wolny rynek zdusić. Wszystko jest tu postawione na głowie i gdzie ja miałbym się w to angażować? W co miałbym wierzyć? – mówi Robert Gliński.
Do tej pory media dużo pisały o ministrze kultury właśnie w takim kontekście. Teraz "Super Express" dodał jeszcze jeden wątek. Pisząc o zakupie 41 samochodów przez Kancelarię Premiera, gazeta ustaliła, że samochód najwyższej klasy zamówił resort Glińskiego.
Rozstrzygnięcie przetargu ma mieć miejsce 5 maja. Nowe auta trafią do kilku ministerstw, a także między innymi do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Ministerstwo Kultury zamówiło tylko jeden samochód, ale za to najlepszy i najdroższy ze wszystkich. Będzie to auto klasy E, nie wiadomo jeszcze, czy Lexus, Audi A6 czy BMW serii 5. Kosztować może nawet 320 tysięcy złotych.
źródło: Super Express, Rzeczpospolita
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
