Narodowe pączki w maśle. Na co TVP wyda 2,1 mld zł z naszych kieszeni

Na Woronicza spłynie wkrótce deszcz pieniędzy, wprost z naszych kieszeni.
Na Woronicza spłynie wkrótce deszcz pieniędzy, wprost z naszych kieszeni. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Publiczna telewizja niechcący sama przyznała, że tak naprawdę nie potrzebuje 2 mld haraczu od podatników. Koszty produkcji oraz emisji programów na wszystkich antenach publicznej telewizji wyniosły 1,1 mld złotych – wynika ostatniego z raportu o wykorzystaniu pieniędzy z abonamentu telewizyjnego. 23 proc. kosztów TVP sfinansowano z abonamentu, a resztę z 922 mln złotych, jakie wpłynęły z reklam.


W finansowym planie mediów publicznych nic się nie zgadza. W tym roku TVP określiła potrzeby finansowe z abonamentu na 1,46 mld zł, a Polskie Radio na 270 mln. To swoista „lista życzeń” szefów tych instytucji przedstawiona Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Za niemałą przecież sumę 1,73 mld zł powinniśmy jako widzowie oczekiwać programów profesjonalnych, mądrych, ale też realizujących społeczną misję, które w prywatnych mediach rzekomo nie znalazły by miejsca na antenie.

Tymczasem twórcy ustawy o opłacie audiowizualnej uparcie zakładają, że z naszych kieszeni należy wypłacić ponad 2,1 mld złotych. To prawie 400 mln więcej niż kwoty jakie podają sami prezesi spółek. Mało tego w uzasadnieniu ustawy nie pada ani jedno słowo o ograniczeniu emisji reklam w TVP. Zachowując wpływy z reklam (922 mln złotych w 2015 roku) i dodając opłatę audiowizualną TVP przekroczyłaby budżet marzeń, o którym w 2013 roku mówił Juliusz Braun, były prezes TVP.
Juliusz Braun, były prezes TVP

Budżet racjonalnych potrzeb powinien wynosić 2 mld zł. W oparciu o takie pieniądze możemy robić dobrą telewizję, nie zabiegając o dotacje budżetowe na poszczególne projekty i być aktywnym uczestnikiem życia kulturalnego Czytaj więcej

Co ciekawe w ubiegłym roku TVP jakoś związało koniec z końcem uzyskując jedynie 404 mln zastrzyku z opłat abonamentowych. Co zrobi jeśli w 2017 roku na Woronicza spadnie deszcz pieniędzy? Da pracownikom etaty i podwyżki kończąc żenujący outsourcing, wyprodukuje więcej seriali, zainwestuje w nowe technologie? Rzecznik TVP milczy na ten temat.
Paweł Grzegorczyk , Instytut Jagielloński

Polska pozostaje jedynym krajem w Europie, który telewizję publiczną utrzymuje w większości z działalności komercyjnej. Formuła finansowania mediów z nowego podatku może nie spodobać się Polakom. Jak wynika z naszych badań większość badanych nie chce płacić za media publiczne i skłania się ku finansowaniu ich z reklam.

Zauważa też, że projekty trafiły do Sejmu z inicjatywy posłów, co budzi wątpliwości, co do realnego miejsca ich powstania. To także forma obejścia rządowej ścieżki konsultacyjnej i uzgodnień międzyresortowych. – Odważniejsze pomysły na reformę mediów publicznych powinny być zaś owocem takich szerokich i prawidłowo przeprowadzonych konsultacji – komentuje.

Abonament ukryty w prądzie
Tymczasem, rząd planuje obciążyć każde gospodarstwo domowe w Polsce obowiązkową opłatą, która pozwoli na utrzymanie państwowych mediów. 15 złotych miesięcznie zapłaci każdy, kto jest odbiorcą energii elektrycznej. W tym także 1,3 mln osób, które według danych GUS nie posiadają telewizorów. Nie mają go nie tylko z biedy, lecz także dlatego, że nie są zainteresowani patrzeniem w ekran.


Perfidia rozwiązania polega na tym, że autorzy ustawy chcą przy okazji zmienić ordynację podatkową, tak aby niezapłacona danina na telewizję i radio automatycznie stawała się niezapłaconym podatkiem. Jeśli nie zapłacisz haraczu na narodowe media, twój dom odwiedzi poborca podatkowy i zażąda gotówki „na już”. Może wysłać do pracodawcy pismo o zajęciu pensji, ewentualnie bez problemu zablokuje środki na koncie bankowym. Smaczną marchewkę przygotowano dla firm energetycznych. Stając się "inkasentami" na ściąganiu podatku mają zarobić 63 mln złotych.

Autorzy projektu ustawy piszą wprost, że „opłata” to właściwie złe słowo, bo „sugeruje wzajemność świadczeń”. Czyli, że każdy z nas płacąc na telewizję publiczną teoretycznie może oczekiwać w zamian przyzwoitych standardów i ciekawej treści Według posłów PiS to nie jest koncert życzeń. Podatek ma sfinansować państwowe media takimi, jakie one są i już.
Ustawa o opłacie audiowizualnej

Jest to danina swym charakterem zbliżona do podatku (przymusowość, bezzwrotność, brak indywidualnego roszczenia osoby zobowiązanej o spełnienie świadczeń, który byłyby ekwiwalentem świadczenia podatnika). Dzisiaj część posiadaczy radioodbiorników i telewizorów w ogóle nie korzysta z oferty nadawców publicznych, a mimo to jest obowiązana wnosić opłaty na rzecz publicznej radiofonii i telewizji; z drugiej strony coraz częstsze jest odbieranie programów nadawców publicznych za pomocą urządzeń elektronicznych, które nie będąc radioodbiornikami ani telewizorami, nie podlegają opłatom. Czytaj więcej

Misja TVP: Czy gej może być piłkarzem?
Według autorów ustawy jako widzowie musimy zapłacić opłatę audiowizualną, bo jedynie publiczne telewizja i radio chętnie podejmują się tematów misyjnych, edukujących widzów i wpływających na ich światopogląd. To prawda, że publiczna Jedynka i Dwójka mogą się pochwalić emisją 26 spektakli teatralnych w tym 13 premier. Jednak misyjny charakter przyklejono nawet show Rolnik szuka żony, który rzekomo „ukazuje ważne problemy polskiej wsi”, czyli brak dziewczyn do wzięcia.

Szkoda, że na realizację tak cennej misji nie organizuje się przetargów. Być może prywatny nadawca albo teatr zrobiłby jeszcze ciekawszy program albo premierę niż TVP. A tak powstają misyjne kwiatki jak wątek piłkarza geja w serialu Barwy Szczęścia. Oto próbka misji:

– Czy piłkarz może być gejem? – pyta dziennikarz w zainscenizowanej debacie telewizyjnej autentycznych piłkarzy Jana Tomaszewskiego i Radosława Majdana.
– Moim zdaniem nie – mówi Jan Tomaszewski, poseł PiS Sejmu poprzedniej kadencji, usunięty z klubu przez Jarosława Kaczyńskiego. – To sport zespołowy. A grają nie tylko na treningach. Później na spotkaniach integracyjnych wieczorem, żonaci piłkarze spotykają się z żonami. Kawalerowie idą na podryw do dyskoteki. Proszę mi powiedzieć, w której grupie będzie on mile widziany? – mówi.
Bardziej tolerancyjny Radosław Majdan dodaje: – Bywa, że dopiero po zakończeniu kariery piłkarz mówi o swojej orientacji. Podobnie jak było ostatnio w Niemczech. (…) Przecież kibice by go zniszczyli (red. czyli tego piłkarza geja). Może gdyby Ronaldo przyznał się, że jest gejem to wtedy pójdzie lawina i inni nie będą się bali mówić.
Na to Tomaszewski: – Gdyby podczas mojej kariery ktoś się przyznał, to albo ja bym wyszedł z tej szatni albo on.
Kurtyna.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Jazda w tym aucie to czysta przyjemność. Rodzina będzie zachwycona
Brita 0 0Co powinno pić dziecko? Dobrą wodę znajdziesz nie tylko na sklepowych półkach
TYLKO W NATEMAT 0 0PiS przystąpił do realizacji obietnic, czyli dlaczego Polacy będą zarabiali mniej
0 0Tak PiS załata budżet. W styczniu ceny alkoholu i papierosów pójdą w górę!
Leroy Merlin 0 0Glamour, a może... pustynny? Najnowsze ekscytujące trendy w urządzaniu wnętrz
Möller's 0 0Jak wspierać rozwój dziecka po 4 tygodniu życia? Ten składnik warto wprowadzić do diety
dad:HERO 0 0I wtedy wchodzi Pepsi, cała na różowo… Wina musującego z logiem tej firmy się nie spodziewałeś
Volvo 0 0Chcesz tanio kupić nowy samochód? To najlepszy moment. Zobacz, co wymyśliło Volvo
0 0Takich ludzi trzeba jak najszybciej wyeliminować z dróg. "Bogate dzieciaki" chwalą się piractwem